21 lut 2011

Skrzynka na zdjęcia

Zdjęcia są przechowywane w starej, metalowej skrzynce. Wygrawerowane są na niej niełatwe do określenia kształty. Wyglądem przypomina antyczną, dużą szkatułkę. W środku są bardzo stare, nowsze i najbardziej aktualne zdjęcia rodziny, znajomych tych bliskich i tych dalszych, dzieci, starszych i młodych ludzi. Wszystkie wymieszane. Czarno-białe, kolorowe, w przeróżnych wymiarach.
Przynajmniej raz w roku skrzynka jest otwierana. Siedzimy na kanapie otuleni ciepłem herbaty. A czasami smakiem wina. I sączymy powoli opowieść. Jeśli moja mama kogoś nie zna, to pytamy się babci. Babcia zawsze wszystko pamięta. Kto z kim, kiedy to było, dlaczego, czyje to dziecko? A ta pani to kto to? Babcia na pewno wie.
Już od jakiegoś czasu myślałam o zdjęciach aparatem analogowym. Chciałam znowu poczuć te emocje przy robieniu zdjęć, których końcowego efektu nie poznamy dopóki nie wywołamy filmu. To zaskoczenie jak zobaczę ten końcowy efekt, dni a może i tygodnie po utrwaleniu go na filmie.
Przyciąga mnie też to, co analogowe zdjęcia sobą reprezentują. Wówczas chodziło głównie o moment. Zdjęcie było robione, żeby zatrzymać wspomnienie w kadrze. Wspomnienie mojej mamy, cioci, babci i dziadka, odświętnie ubranych podczas niedzielnego spaceru. Nie chodziło o idealne zdjęcie. Ten moment zatrzymany na zdjęciu byl wystarczająco idealny i przywoływał najrozmaitsze emocje i retrospekcje o miejscach i ludziach przeszłości. 
Babcia dała mi Smene 8 ze starym, czarno-białym filmem w środku. Szacuję, że film był w środku ponad 30 lat. Nadal nie wiem czy są na tym filmie jeszcze jakieś zdjęcia, które można wywołać. Mam nadal nadzieję, że chociaż jedno zdjęcie z tego filmu się zachowało.
Mieć w rękach aparat, którym mój dziadek przed wieloma laty robił zdjęcia jest bezcenne. Nie poznałam go. Ale znam go z historii opowiedzianych przez moja rodzinę, ze zdjęć na których jest, ze zdjęć, które sam zrobił. Myślę o nim za każdym razem jak dostrzegam kadr i naciskam spust migawki. Mimo że z pierwszego filmu jaki zrobiłam udało się tylko kilka zdjęć na których coś widać, nadal uważam że jest w tym magia.
Mam nadzieję, że z czasem nauczę się nim robić przyzwoite zdjęcia, które później włożę do metalowej skrzynki.

Corsi. W swojej ulubionej pozycji :)
Corsi. In his favourite position:)

Niesamowite jest to, że właśnie tak zapamiętałam ten mroźny dzień.
It's amazing that I actually remember this freezing day to be like that.
Winter storm ?!? :)
Zimowa nawałnica?!? :)
The last photo from the film. Maybe there is still a hope? :)
Ostatnie zdjęcie z filmu. Może jest jednak nadzieja?:)
English
The photo case
Photos are stored in an old, metal case. There are hard to identify shapes carved on it. It looks a bit like a big, antique jewelery box. There are very old, newer, and the most current photos of family members, closer and more distant acquaintances, babies, older and young people. All mixed together. Black and white, colorful, in different formats. At least once a year the photo case is being opened. We sit on a sofa wrapped in the warmth of tea. Sometimes of the taste of wine. And we slowly tell the story. When my mum doesn't know somebody, then we ask my grundmum. She remembers everything. Who with whom? When was it? Why? Whose baby is it? Who is this lady? Grandmother knows for sure. 
For quite some time I was thinking about analog camera's pictures. Once again I wanted to feel the thrill of taking pictures without actually knowing what the end result looks like, until the film is developed. The surprise, when I first see the photos days or maybe even weeks after taking them.
What attracted me is also what the analog pictures represent. Then, it was all about the moment. The picture was taken to hold in memory in a frame. Memory of my mum, aunt, grandmum and grandfather, nicely dressed up having a Sunday walk. It wasn't so much about the "perfect" picture. The moment hold in that picture was perfect enough and it brought back the emotions and retrospections of the places and people from the past. 
My grandmother gave me Smena 8 with an old BW film inside. I think the film was there for more than 30 years. I still don't know whether there are any pictures on this film that can be developed. I do hope, however, that  at least one photo remained safe. 
Having in my hands the camera that my grandfather was using years ago is priceless. I didn't meet him. But I know him from the stories told by my family, from the pictures of him, and the pictures he took. I think about him every time I notice a frame and press the shutter button. Even though there are only few pictures from the first film I shot that actually show something, I still think it is a magic. I hope that with time I will learn how to take some decent photos that I can put in the metal photo case.

6 komentarzy:

  1. Cudowny wpis z pięknymi zdjęciami.
    Ja czasem wracam do analoga, po tę magię właśnie. I masz rację: kiedyś utrwalaliśmy chwilę, a nie szukaliśmy ideału. Może dlatego tak chetnie wracamy do starych zdjęć?

    OdpowiedzUsuń
  2. dziękuję za cudowny wpis:) Myślę,że jeszcze nieraz otworzymy tę magiczną skrzynkę...

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję!
    Lubię też jak zdjęcia przenoszą nas w zaczarowany świat przeszłości, którego nie znaliśmy.
    A tak wogóle to kto wie jak za 50 lat bedą postrzegane zdjęcia cyfrowe:)

    OdpowiedzUsuń
  4. sweetheart, what a precious story! loved reading it ans loved the pictures! watiting for more.
    your Anna

    OdpowiedzUsuń
  5. Przeniosłam się razem z Tobą, Twoją mamą i babcią na tą kanapę... Cudowne są takie chwile. I zdjęcia z przeszłości też są cudowne, pełne emocji a o to chyba tak naprawdę chodzi, prawda?
    Smena po dziadku, którego nie poznałaś... Moja jest po Tacie, który robił nam nią zdjęcia w dzieciństwie. Taty już dawno nie ma, smena jest...

    OdpowiedzUsuń
  6. Yba, mam nadzieję, że Twoja smena po Tacie działa...Cudowne jest uczucie robić zdjęcia aparatem z historią w tle.

    OdpowiedzUsuń

Pozdrawiam :)