Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wspomnienia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wspomnienia. Pokaż wszystkie posty

8 kwi 2011

Backgammon.

Był bardzo upalny dzień. Jeden z tych dni, kiedy mamy wrażenie, że asfalt na którym akurat stawiamy nasze kroki w sandałach, stopi nam ich podeszwę. Szliśmy skrótami, w tumanach powoli unoszącego się w powietrzu kurzu. Świat wydawał się bardzo "ospany" w tamten dzień.
Mijając uczniów i uczennice ubranych w swoje szkolne mundurki i przekrzykujących się nawzajem, przeszliśmy koło małej, na pierwszy rzut oka nie wyróżniającej się niczym kafejki.
W środku i na zewnątrz przy stolikach przykrytych ceratą siedziało po kilku mężczyzn.
Każdy z filiżanką herbaty (w ten upał!). Żywo coś omawiając grali jednocześnie w grę planszową.
Później się dowiedziałam, że był to backgammon, w którą teraz gramy z E. prawie codziennie:)
A było to tam...:)


Backgammon to jedna z najstarszych gier logicznych (strategicznych), planszowych przeznaczona dla dwóch graczy.
Backgammon rozgrywany jest na drewnianej "planszy" - jest to coś jak drewniana "teczka" :)



4 mar 2011

Zielony. Zupa z łuskanego grochu.

Czyli co ma piernik do wiatraka?:) Często moje skojarzenia i skoki myślowe zaskakują E. i widzę obłęd w jego oczach jak mu coś opowiadam:)

Ostatnio przy gotowaniu zupy, jej kolor przypomniał mi o moim długoletnim zachwycie kolorem zielonym. Mieszam groch łyżką w garnku a na myśl przyszedł mi zielony, rozpinany sweterek, który kupiłyśmy razem z moją mamą. Ponad 15 lat później nadal wisi na wieszaku. Pomiędzy miskowaniem grochu a dosalaniem zupy sweterek został przymierzony:)
Jest na zasłużonej, sentymentalnej emeryturze mimo, że wygląda jak nowy i nadal pasuje.

Przy kolejnych próbach doprawiania zupy przed oczami mam zielone martensy, które nosiłam prze całe liceum. Nie wiem jak dałam radę przeżyć te pierwsze tygodnie w tych skórzanych, twardych butach. Pamiętam, że pierwszego dnia nie mogłam zejść ze schodów. Skóra nie chciała się zgiąć wtedy kiedy moja stopa chciała. Ale byłam cool bo miałam martensy, z którymi nie rozstawałam się przez 4 lata, bez względu na porę roku...lato wtedy chyba nie było aż tak gorące?;)

Wniosek: zupa pyszna, nadal lubię zielony ale zdecydowanie bardziej na talerzu, od dawna kupuję tylko wygodne buty, no i nie zmieniłam gabarytów aż tak bardzo przez te lata :)



Zupa z zielonego łuskanego grochu
(źródło tutaj z małymi zmianami)

1-2 łyżki oliwy
1 duża cebula drobno pokrojona (albo dwie mniejsze) 
1/2 łyżeczki soli morskiej
2 szklanki zielonego łuskanego grochu -umytego pod bierzącą wodą
5-6 szklanek wywaru z jarzyn (ew. wody) (1250-1500ml) 
świeżo zmielony pieprz
szczypta wędzonej papryki
sok z cytryny

 W garnku na rogrzanej oliwie zeszklić cebulę. Dodać sól. Wsypać groch. Zamieszać. 
Dodać wywar z jarzyn. Przykryć i gotować około 20 minut aż groch będzie miękki ale nie rozgotowany.
Część zupy zmiksować w blenderze. Dodać do niezmiskowanej części.* 
Na tym etapie jeśli zupa jest za gęsta dodać więcej wywaru.
Doprawić świeżo zmielonym pieprzem. 
Przed podaniem posypać szczyptą wędzonej papryki i pokropić sokiem z cytryny.
Smacznego!

*można zmiksować całość.

3 mar 2011

Trzy lata.

Minęły trzy lata. Nadal obserwuję, uczę się. Niezliczona ilość wspaniałych wspomnień, nowych przyjaźni i nowo odkrytych ulubionych miejsc. Warto było!:) Oby te następne lata były równie udane. Mimo wszystko, mimo dużej tęsknoty, tysięcy kilometrów dzielących nas od rodziny i przyjaciół mieszkających w Europie, to Ameryka była naszym domem przez ostatnie lata...i dobrze nas traktowała:)







21 lut 2011

Skrzynka na zdjęcia

Zdjęcia są przechowywane w starej, metalowej skrzynce. Wygrawerowane są na niej niełatwe do określenia kształty. Wyglądem przypomina antyczną, dużą szkatułkę. W środku są bardzo stare, nowsze i najbardziej aktualne zdjęcia rodziny, znajomych tych bliskich i tych dalszych, dzieci, starszych i młodych ludzi. Wszystkie wymieszane. Czarno-białe, kolorowe, w przeróżnych wymiarach.
Przynajmniej raz w roku skrzynka jest otwierana. Siedzimy na kanapie otuleni ciepłem herbaty. A czasami smakiem wina. I sączymy powoli opowieść. Jeśli moja mama kogoś nie zna, to pytamy się babci. Babcia zawsze wszystko pamięta. Kto z kim, kiedy to było, dlaczego, czyje to dziecko? A ta pani to kto to? Babcia na pewno wie.
Już od jakiegoś czasu myślałam o zdjęciach aparatem analogowym. Chciałam znowu poczuć te emocje przy robieniu zdjęć, których końcowego efektu nie poznamy dopóki nie wywołamy filmu. To zaskoczenie jak zobaczę ten końcowy efekt, dni a może i tygodnie po utrwaleniu go na filmie.
Przyciąga mnie też to, co analogowe zdjęcia sobą reprezentują. Wówczas chodziło głównie o moment. Zdjęcie było robione, żeby zatrzymać wspomnienie w kadrze. Wspomnienie mojej mamy, cioci, babci i dziadka, odświętnie ubranych podczas niedzielnego spaceru. Nie chodziło o idealne zdjęcie. Ten moment zatrzymany na zdjęciu byl wystarczająco idealny i przywoływał najrozmaitsze emocje i retrospekcje o miejscach i ludziach przeszłości. 
Babcia dała mi Smene 8 ze starym, czarno-białym filmem w środku. Szacuję, że film był w środku ponad 30 lat. Nadal nie wiem czy są na tym filmie jeszcze jakieś zdjęcia, które można wywołać. Mam nadal nadzieję, że chociaż jedno zdjęcie z tego filmu się zachowało.
Mieć w rękach aparat, którym mój dziadek przed wieloma laty robił zdjęcia jest bezcenne. Nie poznałam go. Ale znam go z historii opowiedzianych przez moja rodzinę, ze zdjęć na których jest, ze zdjęć, które sam zrobił. Myślę o nim za każdym razem jak dostrzegam kadr i naciskam spust migawki. Mimo że z pierwszego filmu jaki zrobiłam udało się tylko kilka zdjęć na których coś widać, nadal uważam że jest w tym magia.
Mam nadzieję, że z czasem nauczę się nim robić przyzwoite zdjęcia, które później włożę do metalowej skrzynki.

Corsi. W swojej ulubionej pozycji :)
Corsi. In his favourite position:)

Niesamowite jest to, że właśnie tak zapamiętałam ten mroźny dzień.
It's amazing that I actually remember this freezing day to be like that.
Winter storm ?!? :)
Zimowa nawałnica?!? :)
The last photo from the film. Maybe there is still a hope? :)
Ostatnie zdjęcie z filmu. Może jest jednak nadzieja?:)
English
The photo case
Photos are stored in an old, metal case. There are hard to identify shapes carved on it. It looks a bit like a big, antique jewelery box. There are very old, newer, and the most current photos of family members, closer and more distant acquaintances, babies, older and young people. All mixed together. Black and white, colorful, in different formats. At least once a year the photo case is being opened. We sit on a sofa wrapped in the warmth of tea. Sometimes of the taste of wine. And we slowly tell the story. When my mum doesn't know somebody, then we ask my grundmum. She remembers everything. Who with whom? When was it? Why? Whose baby is it? Who is this lady? Grandmother knows for sure. 
For quite some time I was thinking about analog camera's pictures. Once again I wanted to feel the thrill of taking pictures without actually knowing what the end result looks like, until the film is developed. The surprise, when I first see the photos days or maybe even weeks after taking them.
What attracted me is also what the analog pictures represent. Then, it was all about the moment. The picture was taken to hold in memory in a frame. Memory of my mum, aunt, grandmum and grandfather, nicely dressed up having a Sunday walk. It wasn't so much about the "perfect" picture. The moment hold in that picture was perfect enough and it brought back the emotions and retrospections of the places and people from the past. 
My grandmother gave me Smena 8 with an old BW film inside. I think the film was there for more than 30 years. I still don't know whether there are any pictures on this film that can be developed. I do hope, however, that  at least one photo remained safe. 
Having in my hands the camera that my grandfather was using years ago is priceless. I didn't meet him. But I know him from the stories told by my family, from the pictures of him, and the pictures he took. I think about him every time I notice a frame and press the shutter button. Even though there are only few pictures from the first film I shot that actually show something, I still think it is a magic. I hope that with time I will learn how to take some decent photos that I can put in the metal photo case.

17 lut 2011

The first miles

The very first pictures I took when we entered the state of Oregon. Not perfect. But our first. With a reflection, a spot on the windshield..and we, inside the car, tired after four days of driving. I come back to those pictures very often. It was yet another new start for us. We arrived a day before Christmas early in the evening. The first night we slept on an air mattress. As it turned out later, with no air:) Instead of preparing dumplings (pierogi) and other Christmas delicacy, we bought a bed and went out to eat Thai food on a Christmas day. 

Polish
Pierwsze mile.
Pierwsze zdjęcia, które zrobiłam jak wjechaliśmy do Oregonu. Nie sa perfekcyjne. Ale nasze pierwsze. Z odbiciem, plamami na przedniej szybie...i my w środku samochodu, zmęczeni po czterech dniach jazdy. Wracam do tych zdjęć bardzo często. To był kolejny nowy początek dla nas. Dojechaliśmy wczesnym wieczorem dzień przed Wigilią. Pierwszą noc spaliśmy na dmuchanym materacu. Jak się pózniej okazało, bez powietrza:) W Wigilię zamiast lepić pierogi i przygotowywać inne świąteczne specjały, kupiliśmy sobie łóżko i poszliśmy na tajskie jedzenie.