Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kulinarnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kulinarnie. Pokaż wszystkie posty

4 cze 2013

A jednak naleśniki. I krem z orzechów laskowych z czekoladą.

Nasze wspólne kulinarne początki z Doktorantem zaczęły się w kuchni akademiku, w którym mieszkaliśmy. Nie było to miejsce przyjazne gotowaniu, ale nam to nie przeszkadzało i prawie codziennie gotowaliśmy chociaż jeden ciepły posiłek (wcześniej robiąc generalny porządek w kuchni...kto mieszkał w akademiku ten wie o czym piszę;)).
Domowe jedzenie, właśnie wtedy, w tym zwariowanym studenckim życiu za granicą, dawało nam namiastkę spokoju domu rodzinnego i przybliżało do dań, które towarzyszyły nam w dzieciństwie. Jednym z wielu kulinarnych zaskoczeń były dla Doktoranta naleśniki na słodko, które nazywa polish pancakes. Do dzisiaj nie zje ich na obiad, ale na śniadanie jak najbardziej.
Dlatego w moim niedzielnym kulinarnym dylemacie przeważający głos należał do Doktoranta. I tak oto w poniedziałkowy poranek delektowaliśmy się polish pancakes z kremem orzechowo-czekoladowym :)
Smacznego dnia!
Moim skromnym zdaniem to jest najlepszy przepis na ciasto naleśnikowe (na słodko), jaki do tej pory wypróbowałam. Polecam!

Naleśniki
(przepis stąd. Mi wychodzi około 12 naleśników z tej ilości ciasta)

125g mąki pszennej
15g cukru
szczypta soli
2 jajka
325ml mleka
100 ml śmietany kremówki (36%)
(można dodać kilka kropli ekstraktu z wanilii albo startej skórki z cytryny)

Wymieszać mąkę, cukier i sól. Dodać jajka i 100ml mleka, wymieszać. Dodawać resztę mleka ciągle mieszając trzepaczką, dodać kremówkę i nadal mieszać aż uzyskamy jednolita, gładką masę.
Odstawić na godzinę w ciepłe miejsce.
Przed smażeniem można dodać ekstrat albo skórkę z cytryny.

Rozpuścić w garnuszku trochę masła. Smarować patelnię cieńką warstwą masła za każdym razem przed wlaniem ciasta i smażyć cieńki naleśniki.

Krem z orzechów laskowych z czekoladą
(inspiracją był przepis z bloga Pistachio, który zmodyfikowałam. Oryginał tutaj)

200ml mleka
130g orzechów laskowych
1 łyżka syropu z agawy (albo miodu o neutralnym smaku)
75g czkekolady ciemnej (70-80%)
75g czekolady mlecznej

Orzechy laskowe, jeśli nie są zblanszowane, należy je podpiec na blaszce w piekarniku w 150C przez około 10 minut (powinny się tylko lekko zezłocić). Przełożyć na czysty ręcznik kuchenny i pocierając oczyścić ze skórek (ja kupiłam już zblanszowane).
W malakserze miksować orzechy aż zrobi się z nich "masło". Najpierw się pokruszą a po kilku minutach powinna zrobić się jednolita masa. Należy miksować tak długo aż uzyskamy jednolitą masę (to trwa zazwyczaj kilka minut, w zależności od mocy malaksera).
Czekoladę połamać na kawałki i włożyć do miseczki. Mleko z syropem z agawy podgrzać na małym ogniu (nie gotować), jak będzie  gorące to wlać do miski z czekoladą. Odczekać 1 minutę i wymieszać aż do rozpuszczenia się czekolady.
Dolać gorącą masę czekoladową do masy orzechowej w malakserze i miksować do połączenia się składników.
Przełożyć do czystego słoiczka i ostudzić.
Po ostudzeniu schować do lodówki na kilka godzin, żeby masa stężała.
Przechowywać w lodówce.
Krem nadaje się też do wyjadania prosto ze słoika;)
Smacznego!


2 cze 2013

Pyszny krem z orzechów laskowych z czekoladą chłodzi się w lodówce.
I teraz nie wiem: chałka czy naleśniki na poniedziałkowe śniadanie do "nutelli"?:)
Co wolicie? :)
PS Alucho Kochana dla Ciebie jajecznica oczywiście;)



1 cze 2013

Rybnie i "owocowo".

Mogłabym je jeść na okrągło.
Ryby i owoce morza to moja wielka kulinarna miłość.
Dobrze jest mieszkać w portowym mieście:)
dzisiaj: rybne kotlety z kaparami wg. "Jerusalem"
a jutro: smażone kalamary z sosem na ostro i pieczone krewetki w sosie pomidorowym

31 maj 2013

A po wczorajszym biegu Doktorant wyprodukował taką dobroć.
Banan, truskawki (holenderskie) ;), kiwi, otręby, trochę mleka, lodu i co najważniejsze czekolada:)
Dobrego dnia!

27 maj 2013

Podpłomyk.

Miał być wczoraj na śniadanie, ale się nie wyrobiłam.
Był na wczesny obiad.
Świetna alternatywa dla pizzy.
Lekki, chrupiący placek z wiosennymi dodatkami, który, o ile się wcześniej wstanie, świetnie pasuje do niedzielnego śniadania:)
Pomysł zaczerpnięty z drugiego numera KUKBUKa.
U nas z pomidorkami, miękkim kozim serem, odrobiną parmezanu, czerwoną cebulką i jajkiem.
Część placka posmarowałam awokado z chili a część pesto z pietruszki.
Pyszne!
Ilość ciasta z przepisu starcza na przynajmniej trzy średniej wielkości placki.
Właśnie rogrzewam piekarnik i będzie powtórka na dzisiejszy obiad z resztek ciasta.
Udanego tygodnia!


 Podpłomyk
(KUKBUK Nr. 2 na podstawie przepisu Marty Greber z codziszjemnasniadanie.tumblr.com)

Na ciasto:
około 250g mąki
1 łyżeczka suszonych drożdży
1 łyżeczka soli
szczypta cukru (pominełam)
około 150ml ciepłej wody
1 łyżka oliwy z oliwek

Dodatki:*
dojrzałe awokado roztarte widelcem z solą, pieprzem, odrobiną chilli, oliwą i sokiem z limonki (przyprawy dodajemy po trochy według uznania)
pesto pietruszkowe (zawsze robie na oko: garść pietruszki, trochę parmezanu, 2-3 łyżeczki orzeszków piniowych, sól, oliwa, wszystko razem zmiksować na mase w blenderze)
pomidorki koktajlowe przekrojone na pół
czerwona cebula pokrojona w piórka
jajka (po jednym/dwa na placek)
ser kozi, miękki
parmezan
szczypiorek do posypania po upieczeniu

Zagniatamy ciasto aż będzie gładkie i elastyczne. Umieszczamy w misce wysmarowanej olejem na około 1 godzinę aż podwoi objętość.

Rozgrzewamy piekarnik do 230C (u mnie z kamieniem do pizzy, ale można rozgrzać blachę i przed pieczeniem wyłożyć blachę papierem do pieczenia).
Ciasto (można podzielić na 2-3 części) cieńko rozwałkować. Jeśli nie się nie zużyje całego ciasta to można schować przykryte w miseczce w lodówce na 1-2dni.
Rozsmarować pastę z awokado i/lub pesto z pietruszki na placku.
Ułożyć na każdym placku cebulę, pomidorki, ser. Rozbić jajko albo dwa, posolić i popierzyć.
Pieczemy około 8-10 minut. Przed podaniem posypać szczypiorkiem.
Smacznego!
*w oryginale była szynka parmeńska, cebula, pomidroki, mozarella i szczypiorek

26 maj 2013

Lody espresso z ciemną czekoladą.

Jak kręcę lody to oni kręcą się koło mnie.
Jeden, bo koniecznie chce spróbować masy, drugi, bo koniecznie chce się zahipnotyzować patrząć na kręcące się mieszadło ;)
Dzisiejszy, niedzielny bieg sponsorowały lody espresso z kawałkami ciemnej czekolady.
Polecam, szczególnie dla miłośników dobrej kawy.

Lody espresso z kawałkami ciemnej czekolady
("The Kitchen Diaries II" Nigel Slater)

500ml mleka
500ml śmietany kremówki
4 żółtka
50g ziaren kawy zmielonej na espresso
110g cukru (w oryginale 150g)
100g ciemnej czekolady

W rondelku zagotować (tylko do pierwszych oznak, że zaczyna się gotować) na małym ogniu mleko z kremówką i ze zmieloną kawą.
Zdjąć z ognia i zostawić na 25 minut.

W drugim rondelku rozetrzeć drewnianą łyżką żółtka z cukrem na jasną masę.
Przelać przez sitko masę espresso do żółtek, po mału cały czas mieszając żółtka.
Na średnim ogniu podgrzewać masę (około 2-4 miniut) tylko do momentu aż zacznie delikatnie gęstnieć (najlepiej sprawdzić drewnianą łyżką: jeśli po zanurzeniu łyżki w masie przejedziemy palcem po łyżce i ślad zostaje, czyli nie zmywa się, to masa jest gotowa).
Przelać przez (czyste) sitko do miski. Ostudzić.
Po ostudzeniu wstawić do lodówki na przynajmniej 2 godziny.
Schłodzoną masę przelewamy do maszynki do lodów i kręcimy według instrukcji.
Czekoladę kroimy na małe kawałki.
Przed przełożeniem lodów do pojemnika, w którym lody zamrozimy, mieszamy masę lodową z czekoladą.
Mrozimy przynajmniej 4 godziny.
Smacznego!


23 maj 2013

Steki z łososia z Jerusalem.

Ostatnio z książek kulinarnych najczęsciej  mam w rękach te dwie.
Jedną z przepisami na lody i drugą, osławioną bardzo (i słusznie!), Jerusalem.

Bardzo lubimy ryby i owoce morza z Doktorantem i jemy dania na ich bazie przynajmniej dwa razy w tygodniu. Dzisiaj mam dla Was bardzo szybki i bardzo smaczny sposób na łososia od niezawodnych Ottolenghi i Tamimi.



Steki z łososia w sosie chraimeh
(oryginał z "Jerusalem" Ottolnghi & Tamimi)
Na 4 porcje

110 ml oleju słonecznikowego (albo innego o neutralnym smaku)
3 łyżki mąki
4 steki łososia (około 950g)
6 ząbków czosnku, posiekane
2 łyżeczki słodkiej papryki
1 łyżka kminku (podprażonego na suchej patelni i świeżo zmielonego) pominełam, bardzo nie lubię kminku
1 1/2 łyżeczki mielonego kuminu (kminek rzymski)
1/3 łyżeczki pieprzu cayenne
1/3 łyżeczki cynamonu
1 mała papryczka chili (zielona, drobno pokrojona) dałam czerwoną
150ml wody
3 łyżki puree z pomidorów (zakładam, że chodzi o przecier:))
2 łyżeczki cukru
1 cytryna pokrojona na 4 części i 2 łyżki soku z cytryny
2 łyżki pokrojonej kolendry (u nas pietruszka)
sól i pieprz

Mąkę wsypać na talerz, dodać sporo soli i pieprzu. Łosia opruszyć z każdej strony mąką.
Czosnek, chili i przyprawy zblendować z dwoma łyżkami oleju na pastę (ja utarłam w moździerzu)

Rozgrzać dwie łyżki oleju na patelni (do której macie przykrywkę) i obsmażyć łososia po około 2 minuty z każdej strony. Odłożyć łososia na talerz.

Wytrzeć patelnię i rozgrzać resztę oleju. Jak będzie rozgrzany to dodać pastę z przypraw i ciągle mieszając smażyć około 30 sekund (uważać, żeby nie przypalić!).
Dodać wodę, puree z pomidrów. Doprowadzić do wrzenia, dodać cukier i sok z cytryny, sól i pieprz do smaku.

Włożyć łososia i doprowadzić do wrzenia (delikatnego). Przykryć i gotować przez 7-11 min w zależności od wielkości steków. Zdjąć z ognia i trochę przestudzić.
Podawać z kawałkami cytryny.
U nas jako dodatki: kasza jaglana z duża ilością pietruszki i koperku, z odrobiną suszonych porzeczek i mizeria turecka, czyli ogórek z jogurtem z duża ilością suszonej mięty.
Smacznego!

16 kwi 2012

"Salt&Straw" w Portland. The best ice cream ever! :)

W czwartek przeczytałam o nich artykuł. Z zapartym tchem. Zafascynowali mnie. Kreatywni ludzie z pasją zawsze mnie fascynują i inspirują. A jeśli dodamy do tego pasję kulinarną i to nie byle jaką, bo taką, z której powstają niebanalne lody, to jestem w niebie. I w ten o to sposób, przy porannej czwartkowej kawie, skakałam sobie z chmurki na chmurkę wyobrażając sobie jak te lody muszą smakować.

Jest piękne sobotnie południe, stoimy przed lodziarnią w Portland i się zastanawiamy czy przed kupnem dadzą nam spróbować różnych smaków. Dali :) Ostatecznie kupiliśmy 8! różnych gałek. Oj, ciężko się było zdecydować. Rozpusta! Ale jaka przyjemna rozpusta:)



Doktoranta ulubione: gruszkowe z pleśniowym serem, miodowo-cytrynowe z ciasteczkami z ricotty i orzechów włoskich,  kawowe z kawałkami ziaren kakaowca i czekoladowe z brownie.

Lodziarnia jest jeszcze młoda, ale w ekspresowym tępie staje się coraz bardziej popularna, co mnie w ogóle nie dziwi. Podczas gdy my rozkoszowaliśmy się lodami, właścicielka właśnie prowadziła rozmowy o pracę, a w między czasie zrobiła mi i Doktorantowi zdjęcie. Lody o smaku "Aberquina Olive Oil" (mój numer jeden razem z lodami o smaku soli morskiej z karmelem i kawowym z kawałkami ziaren kakowca) miały już swoje 5 minut w magazynie Oprah Winfrey O! - a to, jak już wspomniałam przy okazji słodko-słonego brownie, jest w Stanach nie lada wyróżnieniem. Cały czas kreowane są nowe, pomysłowe i finezyjne smaki. A jeśli dodać do tego najlepsze, ekologiczne i sezonowe produkty ze sprawdzonych farm z Oregonu, w tym śmietana prosto od szczęśliwych krów z Eugene, którym właściciel podobno spiewa opery dla rozrywki, miła i widać, że bardzo kochająca swoją pracę obsługa - to jest to mieszanka, od soboty, mojego numer 1! miejsca jeśli chodzi o lody na kulinarnej mapie. Jestem szczęśliwa, że moje małe kulinarne marzenie się spełniło i dopinguję Salt&Straw, bo są wyjątkowi i moim zdaniem warto poznać smak ich lodów. Sądzę, że takiego rozpoczęcia sezonu lodowego już chyba nic nie przebije. No i teraz mam problem, bo gdzie ja znajdę takie uzależniające lody w EU !? Jakieś wskazówki?


Jak widać żadna ilość lodów nie jest nam straszna:)



A jakby się ktoś kiedyś wybierał do Portland i chciał spróbować pysznych lodów to znajdziecie je tutaj:
Salt&Straw
2035 NE Alberta Street
Portland, Oregon
http://saltandstraw.com/home.php

31 mar 2012

Brownie, które jest sławne. Z solonym karmelem.


W zeszłe lato zbankrutowała jedna z większych sieci księgarni w Stanach. Słodko-gorzka chwila - ich strata pozwoliła mi na powiększenie moich kulinarnych zbiorów o kilka książek z wyprzedaży, w tym słynną "Baked Explorations: Classic American Desserts Reinvented". To w tej książce jest przepis na słodko-słone brownie, które stało się bardzo popularne po tym jak Oprah Winfrey nazwała je swoim ulubionym. A wiadomo, ta Pani w Stanach to jak wyrocznia;) Muszę mieć dzień, w którym z niczym się nie spieszę i ochotę na coś naprawdę słodkiego, żeby siegnąć do przepisów, w których czekolada i masło leją się strumieniami i doprawiane są słuszną ilością cukru, śmietanki i mąki. Takie dni zdarzają się bardzo rzadko i planując taki specjalny wypiek wiem, że to będzie wyborna uczta warta każdego kęsa wspominana jeszcze długo po zjedzeniu ostatniego okruszka. Brownie, co po przeczytaniu składników można było przewidzieć, jest pyszne! Dobra czekolada z pysznym sosem karmelowym doprawianym fleur de sel - to się przecież samo sprzedaje.

Słony sos karmelowy
1 szklanka cukru
2 łyżki lekkiego syropu kukurydzianego (nie wysoko przetworzonego, można zastąpić odrobiną soku z cytryny - polecam do poczytania jeśli ktoś się "boi" syropu kukurydzianego)
1/4 szklanki wody
1/2 szklanki śmietanki 36% (w Stanach heavy cream)
1 łyżeczka fleur de sel (tradycyjna sól francuska - nie zastępować jej żadną inną solą, ma specyficzny smak i nadaje niepowtarzalnego smaku)
1/4 szklanki kwaśnej, gęstej śmietany (sour cream)

Do wysokiego garnuszka wsypujemy cukier, wodę i syrop kukurydziany. Delikatnie mieszamy, ale tak żeby cukier nie osadził sie na ściankach garnka. Gotujemy na wysokim ogniu cały czas pilnując, żeby karmel się nie przypalił. Nie mieszamy podczas gotowania. Jeśli macie termometr to karmel jest gotowy jak termometr cukierniczy wskaże 175C, ja termometru nie mam i czekam aż karmel jest o bursztynowym kolorze-około 6-8 minut. Należy uważać, bo karmel naprawdę szybko się przypala. Ściągnąć z ognia i bardzo po mału wlewać śmietankę 36% cały czas mieszając trzepaczką i uważać bo na początku masa będzie się bardzo pienić a karmel jest bardzo gorący - dlatego radzę gotować karmel w wysokim garnku. Po wlaniu całej śmietanki, wsypać sól i wymieszać. Wlać kwaśną śmietankę i wymieszać. Odstawić garnek z sosem do ostygnięcia.
Wyjdzie około 1 1/4 szklanki sosu - do brownie potrzebujemy 3/4 szklanki. 
Resztę można zużyć do polewania już upieczonego ciasta.

Słodko-słone brownie z nadzieniem karmelowym
("Baked Explorations: Classic American Desserts Reinvented"  Matt Lewis, Renato Poliafito, z moimi małymi zmianami)
170g mąki
1 łyżeczka soli (7g) (u mnie morska)
10g niesłodzonego, ciemnego kakao 
310g czekolady o zawartosci 60-72% kakao drobno posiekanej
215g masła pokrojonego w małą kostkę
100g cukru
75g jasnego brązowego cukru
5 dużych jajek w temperaturze pokojowej
2 łyżeczki ekstraktu z wanilii

fleur de sel do posypania upieczonego brownie

Piekarnik nagrzewamy do 170C. Prostokątną formę o wymiarach 23x33cm smarujemy masłem, na spód wykładamy papier do pieczenia i też smarujemy masłem.

Do średniej miski przesiać mąkę, sól i kakao.

Szklaną miskę z czekoladą i masłem ustawiamy na garnku, w którym gotuje się trochę wody (gotująca się woda nie może dotykać dna miski!) i rozpuszczamy, od czasu do czasu mieszając. Jak się czekolada z masłem połączą to ściągamy garnek razem z stojącą na nim miską z gazu i wsypujemy cukier dokładnie mieszając aż się dobrze połączy. Odstawiamy do ostygnięcia.
Jak masa czekoladowa ma temperaturę pokojową to dodajemy 3 jajka,  mieszamy trzepaczką do połączenia, dodajemy resztę jajek i mieszamy aż do połączenia. Dodajemy ekstrakt z wanilii i mieszamy.
Dodajemy po trochu suche składniki (przesianą mąkę, sól i kakao) i delikatnie mieszamy silikonową szpatulką - tylko do wymieszania się składników, nie mieszać długo.

Wlać 1/2 masy czekoladowej do formy, równomiernie rozprowadzić. Na to wlać 3/4 szklanki sosu karmelowego (nie więcej). Delikatnie rozprowadzić. Na sos wlać resztę masy czekoladowej i wyrównać. Piec 30 min. (Po 15 min obrócić formę w piekarniku.)
Smacznego!

***
Uwagi: Autorzy przepisu podają, że brownie bardzo dobrze przechowuje się przykryte folią do czterech dni. Można również mrozić pojedyńcze kawałki owinięte podwójnie w folię spożywczą- rozmarażać przechowując kawałek w lodówce przez noc, później doprowadzić do temperatury pokojowej.

30 mar 2012

O hobby Doktoranta i o tym jak gotuję ryż:)

Ostatnie kilka dni mijają mi głównie na wytęsknionym wypatrywaniu słońca. Sezon deszczowy uważam za rozpoczęty. Wiem, że się z deszczem w końcu polubimy, ale to potrwa. Mam tylko nadzieję, że nie będzie to trwać aż do czerwca, tak jak to było w zeszłym roku. W międzyczasie nadrabiam trochę zaległości kulinarnych, książkowych i planuję, planuję, planuję. Za niecałe trzy miesiące będziemy siedzieć w samolocie z biletem w jedną stronę. Dziwne uczucie, to będzie mój pierwszy raz z biletem w jedną stronę - symbol nieodwołalnej zmiany. Jestem pewna, że Doktorat jeszcze przed wejściem na pokład samolotu, pomimo moich obiekcji, poinformuje mnie dokładnie jakim typem samolotu lecimy, jakie są jego mechaniczne atrybuty i jak pilot powinien reagować w razie czego....Bo mój Doktorant ma jedno hobby, które mnie w ogóle nie interesuje:) Namiętnie ogląda filmy dokumentalne o katastrofach lotniczych. A że pamięć ma Chłopak niesamowitą, to później z wieloma szczegółami muszę wysłuchiwać różnych lotniczych opowieści - zazwyczaj tragicznych. Chyba poproszę o przydzielenie siedzenia w samolocie z dala od Doktoranta;)































Podczas jednego z moich ostatnich kulinarnych uniesień przypomniałam sobie, że już dawno temu miałam się z Wami podzielić moim sposobem na gotowanie ryżu. 1 szklanka ryżu i 2 szklanki wody - znacie? Niezliczę ile razy dałam się nabrać na te proporcje, które nigdy jeszcze nie zakończyły się ugotowaniem dobrego, sypkiego ryżu, nie porzypominającego zbitej papki. W mój kulinarny gust, te proporcje się nie wpasowały. Tym bardziej, że często gotuję różne rodzaje ryżu - brązowy krótki, brązowy basmati z dzikim, jaśminowy, czarny. Szukałam aż znalazłam. Dla mnie perfekcyjny sposób na każdy rodzaj ryżu, który po ugotowaniu jest sypki i al dente, czyli tak, jak lubię najbardziej. W skrócie - ryż gotujemy trochę jak makaron:)

A bardziej szczegółowo: Jak ugotować sypki ryż?
(podpatrzone dawno temu tutaj i  trochę przeze mnie zmienione)

1.5 szklanki ryżu (u mnie czarny)
14 szklanek wody
1 płaska łyżeczka soli morskiej
duży garnek z przykrywką - przykrywka musi szczelnie zamykać garnek, jeśli nie jest szczelna to należy obramowanie przykrywki obwinąć folią aluminiową

Zagotować wodę z solą. Do gotującej się wody wsypać opłukany ryż, wymieszać. Na dużym ogniu ryż gotować przez 28-30 min (28 min ryż czarny, 30 min ryż brązowy). Garnka NIE przykrywamy. Mieszamy 2-3 razy podczas gotowania. Po 26 minutach można posmakować i sprawdzić stan ugotowania i po 28-30 minutach odcedzamy ryż na sitku przez 10 sekund. Wsypujemy ryż z powrotem do garnka. Przykrywamy garnek szczelnie przykrywką. Odstawiamy na 10 min - nie stawiamy na gorącej kuchence. Po 10 minutach odkrywamy garnek, mieszamy ryż widelcem i smakujemy, jeśli jest potrzeba dodać soli i gotowe.

Zasada jest prosta: 1 szklanka ryżu na przynajmniej 6-7 szklanek wody (im więcej tym lepiej). Bez względu na ilość ryżu zawsze wsypujemy ryż do wrzątku i gotujemy bez przykrycia max 30 min. Później, po odcedzeniu, zostawiamy na 10 min pod przykryciem. Polecam tą metodę bo naprawdę działa! Spróbujcie:)

22 mar 2012

Kanapka: pasta z orzechów, cytryny, pietruszki i ricotty z pieczarkami.

Jedne z moich głównych kulinarnych miłości to pasty do chlebów i pieczarki. Zazwyczaj robię pasty na bazie soczewicy i pieczonej papryki, czasem tuńczyka z suszonymi pomidorami i pietruszką. Rzadziej robię jajeczne, mimo że lubię, ale to nie Doktoranta smaki. Często podsmażam pieczarki jako dodatek do pajdy chleba z masłem. Dlatego jak zobaczyłam zdjęcie pasty do chleba z pieczarkami w książce kulinarnej Beatrice, to wiedziałam, że zrobię ją wcześniej niż później. Tartine to z francuskiego "otwarta" kanapka z różnymi, często wymyślnymi, pastami na słodko lub słono. Jedno z tych dań o głębokim i ciekawym smaku, które zaskakuje, a które robi się w przysłowiowe 5 minut. Na śniadanie, obiad, albo kolację. Solo albo w parze z sałatką. Myślę, że sprawdzi się dobrze również w formie małych kanapeczek na przyjęcie. Polecam.































Kanapka z pastą z oczechów włoskich, cytryny, pietruszki i ricotty z pieczarkami
(Tartine with walnut, lemon, and ricotta pesto and sauteed mushrooms z "La tartine gourmande" Beatrice Peltre, z moimi zmianami)
Na pastę:
1 ząbek czosnku
4 łyżki (60g) orzechów włoskich
1 szklanka pietruszki
skórka starta z jednej cytryny
dwie szczypty soli
4 łyżki oliwy
8 łyżek serka ricotta
Reszta:
około 2 szklanek pieczarek cieńko pokrojonych w plasterki
oliwa
sól i pieprz
5-6 kromek ulubionego chleba
parmezan
szczypta gałki muszkatołowej

Wszystkie składniki na pastę wymieszać w blenderze.
Na oliwie podsmażyć pieczarki i doprawić solą i pieprzem.
Najpierw smarujemy opieczoną (w piekarniku, na patelni albo w tosterze)  kromkę chleba pastą, na to kładziemy pieczarki, trochę startego parmezanu i szczyptę gałki.
Smacznego!

****
- podana porcja jest na około 5-6 średnich kanapek, mniej więcej takiej wielkości jak na zdjęciu (zależy jak grubo rozsmarowana jest pasta).
-w oryginale autorka dodała jeden ząbek czosnku do połowy tej ilości przeze mnie podanej i starła ser cheddar i podpiekła kanapki na funkcji grilla w piekarniku - dla mnie to za dużo czosnku i za dużo sera;)

21 mar 2012

Surówka na pierwszy dzień wiosny.

Długo wyczekiwany, z utęsknieniem. Pierwszy dzień wiosny, o którym ćwierkają nie tylko ptaszki tu i ówdzie, ale mam wrażenie, że wszyscy. Nie może przejść niezauważony, zatem i ja dołączam się do tłumów wiosennych miłośników:) "Świetuję" patrząc przez okno na niezmienną, zimowo-deszczową oregońską aurę. A pocieszam się surówką i odświeżoną wiosenno-letnią garderobą :)































Surówka z czerwonej kapusty, marchewki z suszonymi śliwkami i pestkami dyni
(na 2 porcje)

1/4 drobno poszaktowanej czerwonej kapusty
2 marchewki starte na tarce od dużych oczkach
4 suszone śliwki drobno pokrojone
2 łyżki pestek dyni uprażonych na suchej patelni
sok z 1/2 cytryny
2 łyżeczki oliwy
1/2 łyżeczki octu balsamicznego
miód (około 1/2-1 łyżeczki)
sól i pieprz

Wymieszać wszystkie składniki, odstawić na pół godziny i gotowe:) Smacznego!

































Happy Spring! :)

15 mar 2012

Ciepła zupa i kawałek domowego chleba.
Czasem chciałabym, żeby wszystko było tak proste, jak ten posiłek.
(O, Naiwności!)































***
Polecam pieczenie warzyw do zupy. Zupełnie inny wymiar smaku.
Do pomidorowej zazwyczaj zapiekam cebulę, pietruszkę, marchewki (2-3), trzy ząbki czosnku z odrobiną oliwy i przypraw (sól, pieprz, kukurma,imbir) przez około 35-40 min w 220C, potem miksuję z pomidorami z puszki (zimą) albo świeżymi (latem piekę pomidory razem z resztą warzyw) i bulionem. Zagotuję i gotowe.

27 lut 2012

Na śniadanie. Placki makowo-cytrynowe na maślance, z mąki ryżowej i z mąki z komosy ryżowej.


Dzisiaj kulinarnie. Przepis z książki "La Tartine Gourmande" autorstwa Beatrice Peltre, którą niektórzy z Was kojarzą pewnie z jej wspaniałego bloga. Książka jest fantastyczna. Zdjęcia są przepiękne! Już dla samych zdjęć warto tę książkę mieć i nacieszyć oko. Dużo pasteli, kolorów, bardzo wiosenno-letnie. Przepisy są ciekawe i po przeczytaniu wszystkich już wiem, że na pewno wypróbuję większość z nich. Lubię poznawać nowe składniki. A autorka używa, między innymi, jedynie mąk bezglutenowych, których do tej pory używałam bardzo sporadycznie. Dla niektórych minusem może okazać się właśnie dostępność tych składników. Mąka z komosy ryżowej czy płatki z komosy ryżowej nie są dostępne w każdym sklepie, ale uważam, że czasem sama wyprawa w poszukiwaniu tego jednego składnika nadaje daniu większego znaczenia. Trud pracy wynagrodzony w nowych smakach. Dla mnie, między innymi, o to chodzi w kulinariach: o ciągłe odkrywanie.

Placki makowo-cytrynowe z komosy ryżowej na maślance 
(Buttermilk, lemon, and poppy seed quinoa pancakes)
(źródło: "La Tartine Gourmande. Recipes for an inspired life" Beatrice Peltre)
60g białej mąki ryżowej albo słodkiej mąki ryżowej (white rice flour or sweet rice flour)  (dostępne między innymi tutaj)
40g mąki z komosy ryżowej (quinoa flour) (online nie znalazłam ale może dostępna jest w Kuchniach Świata?) 
30g płatków z komosy ryżowej (quinoa flakes) (w PL dostępne między innymi tutaj*)
2 lyżki cukru
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody
2 szczypty soli
2 łyżki maku
starta skórka z cytryny
2 jajka - odzielnie białko i żołtko
235 ml maślanki (1 szklanka)
1/2 lyżeczki aromatu cytrynowego (opcjonalnie)
1 łyżka oleju (opcjonalnie)

W misce wymieszać mąki, płatki z komosy ryżowej, proszek, sodę, sól, mak i skórkę z cytryny.
W drugiej misce wymieszać żółka z maślanką. W trzeciej misce ubić białka na sztywną pianę.
Wymieszać masę żołtkowo-maślankową z suchymi składnikami. Delikatnie dodać pianę i wymieszać.
Smażyć placki z około 2 łyżek masy na rozgrzanej patelni wysmarowanej olejem. Jak na powierzchni pojawią się bąbelki przewrócić na drugą stronę i smażyć jeszcze 1-2 minuty do zezłocenia.
Podać z ulubionym miodem, nektarem z agawy, albo syropem klonowym.
Smacznego!

*poszczególnych sklepów nie reklamuję, dla ułatwienia dodałam linki, dla tych z Was, którzy nigdy o tych produktach nie słyszeli.

6 lut 2012

Bułki pełnoziarniste z płatkami owsianymi i siemieniem lnianym. I czekanie.


Zaparzam poranną kawę, gotuję owsiankę na śniadanie i czekam aż On pojawi się online.Odsmażam makaron na obiad (już trzeci dzień z rzędu), dodaję pokruszoną fetę i suszone pomidory z zalewy oliwnej. I czekam. U Niego noc. Mam nadzieję, że ma spokojny sen. Między palcami rozkruszam zimne masło z odrobiną mąki, cukru i płatków owsianych. Dodaję pół jabłka z cynamonem. Pojedyńcza porcja jabłka zapiekanego pod kruszonką. Zaparzam białą herbatę, jem deser i nadal czekam. Do miski dosypuję trochę mąki pełnoziarnistej, trochę żytniej. W zakamarkach lodówki znajduję też mąkę jaglaną. Dodaję. Wyrabiam ciasto późnym wieczorem i czekam aż On się obudzi. Rozmawiamy chwilę. Przed nim długi i ciężki dzień, przede mną na wpół bezsenna noc otulona zapachem świeżych bułek. Zaparzam poranną kawę. Odrywam kawałek bułki, smaruję go masłem. Jem. I czekam...
Jeszcze trzy tygodnie...

***































Bułki pełnoziarniste z płatkami owsianymi i siemieniem lnianym

85g płatków owsianych (pełnoziarnistych/żytnich  - nie błyskawicznych)
150g gorącej wody
Płatki zalewany gorącą wodą i odstawiamy na 15 min

50g siemienia lnianego
100g wody
Siemienie lniane zalewamy wodą i odstawiamy na 15 min.

5g suchych drożdży
100g ciepłego mleka
1 łyżeczka cukru
Dodajemy cukier do drożdży i zalewamy ciepłym mlekiem. Odstawiamy na 15 min.

260g mąki pełnoziarnistej
130g mąki żytniej jasnej
50g mąki jaglanej
10g soli
128g wody
 Do miski miksera wsypujemy mąki, sól, wodę, dodajemy namaczankę z siemienia lnianego, drożdży i płatków owsianych. Wyrabiamy ciasto. Ciasto będzie lekko lepiącę się ale miękkie i utrzymyjące kształ po uformowaniu w kulę. Odstawiamy ciasto w przykrytej misce do wyrastania na 1-1.5h. Po tym czasie formujemy bułeczki (mi wyszło 10) i układamy na blaszcze wyłożonej papierem do pieczenia albo wysypanej mąką. Nagrzewamy piekarnik do 200C. Odstawiamy bułeczki do wyrośnięcia na 45min. Pieczemy 15-20min - do zarumienienia się bułeczek.
Smacznego!

***

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie z bardzo słonecznego Oregonu:)

12 sty 2012

Chleb żytni z suszonymi porzeczkami.

Chleb. Po prostu.
I zawsze ten zapach, z którym zazwyczaj zasypiam bo często piękę wieczorem.
I zawsze ta sama niecierpliwość, żeby odkroić piętkę :)
I zawsze, nawet wtedy jak już moja codzienność się zmieni, chciałabym pamiętać ile radości przynosi mi pieczenie w tym starym, zdezelowanym piekarniku, w wynajętym mieszkaniu, gdzieś tam w Oregonie.
I zawsze chciałabym też pamiętać, że zwykła kromka domowego chleba jest powodem do uśmiechu nawet w te mało fajne dni.
***
Ten post jest z 3.06.2011...zawieruszył się gdzieś w przykurzonych zakamarkach a dzięki Agnieszce i jej odkurzonym poście przejrzałam swoje nieopublikowane archiwum;)
I tak bardzo pasuje do mojego nastroju...a raczej jego braku. 
Ale domowe pieczywo rozchmurzy każdy dzień! ;)
Dużo się dzieje. Ważne spotkania, ważne decyzje.
Próba ogarnięcia biurokracji wizowej....
Doktorant zdecydowanie urodził się z nieodpowiednim paszportem.
Przerażające jest ile taki mały stempelek w małej "książeczce" może napsuć krwi i wyssać $$ z konta.
Wrócę jak się ogarniemy:)
Zostawiam Was z pysznym chlebem:))
Uściski dla Was!!!



Chleb żytni z suszonymi porzeczkami
(oryginał tutaj)

Na zaczyn:
200g mąki pszennej chlebowej (najlepiej wysokoglutenowej)
140g wody
3g soli
szczypta suszonych drożdży ( u mnie około 1/8 lyżeczki)

Wymieszać wszystkie składniki na zaczyn w misce. 
Przykryć folią spożywczą.
Odstawić w temperaturze pokojowej na 24 godziny albo w lodówce na 48 godzin.
(jeśli zaczyn był w lodówce to przed użyciem należy zostawić go w temperaturze pokojowej przynajmniej przez godzinę)


Na chleb:

400g mąki żytniej (w oryginale mąka żytnia ciemna - ja dałam po prostu żytnią "rye flour")
120g mąki pszennej chlebowej wysokoglutenowej
340g zaczynu (cały zaczyn - u mnie 320g)
11g soli
410g wody
1 łyżeczka kawy mielonej (nie instant/rozpuszczalnej)
100g suszonych porzeczek
(w oryginale 100g rodzynek + łyżeczka nasion kminku)


Wszystkie składniki na chleb oprócz suszonych porzeczek umieszczamy w misce do miksera.
Miskujemy z hakiem przez około 8-10 minut. 
Dodajemy porzeczki.
Krótko miksujemy do wymieszania się porzeczek z resztą ciasta.
Smarujemy ręce, czystą miskę i blat odrobiną oliwy.
Wyciągamy ciasto na blat i zagniatamy krótko.
(jak się ciasto lepi do blatu to pomaga skrobaczka do ciasta)
Wkładamy do czystej miski wysmarowanej oliwą. 
Przykrywamy folią spożywczą i odstawiamy na 1 godzinę.


Po godzinie wyciągamy ciasto na blat wysmarowany lekko oliwą (ręce też smarujemy oliwą) i lekko spłaszczamy w kształt okręgu.
Składamy po kwałku od zewnątrz do środka tworząc kulę.
Można sobie pomóc skrobaczką do ciasta.
Przekładamy z powrotem do miski.
Przykrywamy folią i odstawiamy na godzinę.
****
Po godzinie powtarzamy składanie.
Przekładamy z powrotem do miski.
Przykrywamy folią i odstawiamy na godzinę.
****
Wyrośnięte ciasto dzielimy na dwie części i: 
1) Albo forujemy bochenki i przekładamy do koszyka/na płótno piekarskie wysypane mąką i przykrywamy ściereczką opruszoną mąką. Odstawiamy do wyrośnięcia na około 2.5 godziny (w oryginale1.5 ale wg. mnie to za krótko).
2) Albo smarujemy foremki lekko oliwą, opsypujemy mąką i przekładamy ciasto do foremek - wygładzić ciasto lekko wilgotnymi rękoma. Odstawiamy do wyrośnięcia na około 2.5 godziny.
****
Można też ciasta nie dzielić i upiec jeden duży bochen w garnku żeliwnym.
Formujemy jeden okrągły bochenek.
Zostawiamy do wyrośnięcia na lekko omączonym blacie i przykryty ściereczką opruszoną mąką na około 2.5 godziny.
****
W przypadku opcji 1 i 2: 
Nagrzać piekarnik do 250C.
Przełożyć bochenki złączeniem w dół na blachę wyłożoną papierem do pieczenia / albo włożyć foremki do nagrzanego piekarnika.
Piec przez 5 minut. 
Zmniejszyć temperaturę do 210 i piec kolejne 25 minut.
Chleb jest upieczony jeśli postukany od dołu wydaje głuchy odgłos.
Wyłaczyć piekarnik i zostawić chleb w piekarniku na kolejne 10 minut.
Studzić na kratce.
****
Jeśli pieczemy w garnku żeliwnym to wyrośnięty chleb przełożyć złączeniem w dół do garnka wyłożonego papierem do pieczenia. Przykryć przykrywką. Wstawić do zimnego piekarnika.
Nagrzać piekarnik do 250C.
Piec 5 minut w 250C.
Zmniejszyć temperaturę do 210 i piec kolejne 25 minut.
Ściągnąć pokrywkę od garnka i dopiekać 10 minut.
Wyłaczyć piekarnik i zostawić chleb w piekarniku na kolejne 10 minut.
Studzić na kratce.
Smacznego!
****

Uwagi:
* Im mąka chlebowa będzie miałam wyższy gluten tym lepiej ciasto będzie wyrastać.
* Ciasto po wyrobieniu i składaniu dwa razy ładnie zachowuje kształt. Na ostateczne wyrastanie, przed włożeniem do garnka, zostawiłam ciasto na blacie opruszonym mąką.
* Jeśli nie zjemy chleba przez kolejne 3 dni to można trzymać chleb w szczelnie zamkniętym worku foliowym w lodówce albo go zamrozić.
* Można oczywiście wyrabiać ciasto ręcznie - wtedy radzę wyrabiać w dużej misce i często zanurzać ręce w odrobinie oliwy co ułatwi pracę z tym lepiącym się ciastem.

12 gru 2011

Sałatka z brukselki z winogronem i pestkami granata.

























Może jeszcze ktoś z Was się skusi na sałatkę, przed tymi wszystkimi dobrociami, które będą na Was czekać na Świątecznym stole? :)
Jest pyszna. Zjedliśmy dzisiaj na kolacje w towarzystwie równie pysznego greckiego stifado i orzo.
Zostało jeszcze trochę na jutrzejszy lunch.
Lubię dojadać "resztki" następnego dnia. Niby to samo danie a zawsze smakuje inaczej.
Może pora dnia wpływa też na to jak odczuwamy smaki?
Bo to, że niektóre dania są jak "wino", im więcej razy odgrzewane tym lepiej, to wiem:)

Sałatka z brukselki z winogronem i pestkami granata
(przepis oryginału: tutaj. Z moimi zmianami. Na około 4 średnie albo 2 duże porcje)

około 1 kg brukselki

(1) 1/3 brukselki pieczemy w piekarniku: po umyciu przepołowić każdą brukselkę, wymieszać z jedną łyżką oliwy, posolić i piec w piekarniku nagrzanym do 200C aż będą przyrumienione i al dente. Około 20-30 minut w zależności od wielkości. Mieszać co jakiś czas, żeby równo się upiekła.
2) 1/3 surowej brukselki kroimy na bardzo cieńkie paski.
3) 1/3 brukselki odkroić końcówki i oddzielić liście. Liście spażyć wrzątkiem przez około 10 sekund. Ostudzić w zimnej wodzie z lodem. Osuszyć.
Twardsze części, które zostały po odzieleniu liści dodałam do pieczonej brukselki.

nasiona z 1/4 - 1/2 granata
garść czerwonych winogron przepołowionych
ser pecorino romano

Na sos vinaigrette

1/8 szklanki soku z granata (z około 1/4 granata)
2 łyżki delikatnej oliwy
1 łyżka oliwy extra virgin
1/2 łyżki octu winnego z czerwonego wina
1 łyżeczka drobno posiekanej szalotki
1 łyżeczka musztardy dijon
sól i świeżo zmielony pieprz

Wszystkie składniki na sos wymieszać.

Wymieszać brukselkę z pestkami granta i winogronem. Polać sosem. Dodać starty ser.
Smacznego!

























***
Miłego Poniedziałku!

8 gru 2011

Po raz kolejny przekonałam się, że nie umiem i nie lubię dekorować pierniczków.
Może za rok zanim wezmę drewnianą łyżkę do ręki i zacznę ucierać lukier białkowy to sobie przypomnę.

5 gru 2011

Sezamowo. Sałatka i pietruszkowo-sezamowe bułeczki.

Pierwszy raz złapałam dzisiaj świadomie "swój" rytm podczas biegania.
Taki, z którym biegało mi się bardzo dobrze i z każdą przebiegniętą minutą chciałam biec dłużej.
I po raz pierwszy wyprzedziłam innego biegacza:) Faceta!!! :))
Pierwszy raz ugotowałam bigos.
Doktorant śmieje się ze mnie jak po raz kolejny widzi mnie nad garnkiem wzdychającą "Ach, pachnie jak u Mamuni".
I dopytuję się co chwilę kiedy będzie mógł spróbować "bigosz".
Uparł się na "sz" mimo, że umie wymówić poprawnie ale stwierdził, że zawsze słyszy "rz", "cz", "sz", "dż" i jest zawiedziony, że bigos tak nie ma ;)
Pierwszy raz zrobiłam sałatkę "ze smaku". Zainspirowaną sałatką, która jadłam w zeszłym tygodniu w uniwersyteckiej knajpce.
Upiekłam do niej pyszne pietruszkowo-sezamowe bułeczki z Nordic Bakery Cookbook.
Też po raz pierwszy.
A za chwilę upiekę po raz pierwszy bardzo cytrynowe ciasto z przepisy Lo.
Krótki dzień pełen nowości i "pierwszych razów" :)

***
Sos sezamowo-miodowy do sałatki*

4-5 łyżek delikatnej oliwy z oliwek
2 łyżki oliwy extra virgin
1 łyżeczka octu balsamicznego
3-4 krople oleju sezamowego
1 łyżka sezamu uprażonego na suchej patelni
2 łyżeczki soku z limonki
1.5 łyżeczki miodu
1/2 łyżeczki musztardy dijon
1/4 ząbka czosnku startego na tarce
1/4 łyżeczki startego imbiru
sól do smaku

Wszystkie składniki wymieszać.
* Sos należy smakować i doprawiać według własnego uznania.
Powinnien być słodko-kwaśny z wyczuwalną nutą imbirowo sezamową.








































Sezamowa sałatka z kurczakiem i mandarynkami

młode liście szpinaku
posiekany szczypiorek
2 mandarynki
sos do sałatki
2 cytrynowo-sojowe piersi z kurczaka (można zastąpić tofu albo pominąć)

Piersi z kurczaka w marynacie cytrynowo-sojowo-sezamowej
2 piersi z kurczaka (Happy Chickens, please!:)) (bez skóry i bez kości) (około 560g)
swieżo zmielony pieprz
¼ szklanki wyciśniętego soku z cytryny (około ½ dużej cytryny)
skórka starta z ½ cytryny
½ ząbka czosnku startego na tarce o małych oczkach
1 łyżeczka startego korzenia imbiru
½ łyżeczki octu ryżowego
1.5 łyżki sosu sojowego
kilka kropli oleju sezamowego (dałam około 6)
1-1.5 łyżki miodu
1 łyżka posiekanego szczypiorku
2 łyżki sezamu – uprażone na suchej patelni
szczypta płatków chili

Piersi z kurczaka umyć. Osuszyć. Lekko rozbić. Opruszyć świeżo zmielonym pieprzem.
W szklanej miseczce przygotować marynatę. Wszystkie składniki wymieszać. Posmakować i ewentualnie skorygować (ja po posmakowaniu dodałam odrobinę więcej miodu i sosu sojowego). Do płaskiego, najlepiej szklanego, naczynia (użyłam żaroodpornego) włożyć piersi z kurczaka, polać dokładnie marynatą i przykryć folią. Najlepiej odstawić na noc do lodówki, ewentualnie na 3-4 godziny. W tym czasie przynajmniej raz je obrucić.
Wyciągnąć z lodówki przynajmniej na pół godziny przed smażeniem/grillowaniem.
Smażyć na małej ilości oliwy z obu stron przez kilka minut. Jeśli macie patelnie grillową to najlepiej je zgrillować z obu stron. Odstawić na 10-15 minut na deskę do krojenia. Po tym czasie pokroić w paski.










































Sezamowo-pietruszkowe bułeczki
(składniki na około 16 bułeczek. Przepis z książki "Nordic Bakery Cookbook: Miisa Mink)

200g startego na małych oczkach korzenia pietruszki
250g serka ricotta /twarogu
3 łyżki oleju
1 łyzka miodu
1 łyżeczka sody
1/2 łyżeczki soli
1 1/4 szklanki (250ml) mąki pełnoziarnistej
1 szklanka mąki chlebowej
1/2 + 1/2 szklanki wody
***
1 jajko - lekko rozkłucone do smarowania bułeczek
sezam - biały i czarny

Piekarnik nagrzać do 225C.
Startą pietruszkę zalewamy 1/2 szklanki wody w garnuszku i gotujemy na małym ogniu około 5 minut.
Całość (pietruszkę z wodą) przekładamy do miski miksera i odstawiamy do wystygnięcia. Dodajemy 1/2 szklanki wody i resztę składników. Krótko miksujemy do połączenia się składników.
Do małej miseczki wsypujemy trochę mąki. Posypujemy ręcę mąką od czasu do czasu i formujemy kulki z ciasta (ja formowałam z około 2 łyżek). Układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia w odstępach. Spłaszczamy lekko. Smarujemy jajkiem. Posypujemy sezamem.
Pieczemy około 15-20 minut.
Smacznego!!!

























***
Miłego początku tygodnia!

27 lis 2011

Sobota.

Przyjemne chwile nie zawsze nas zaskoczą i odwiedzą  niespodziewanie.
Oczekiwanie na coś...też często nie ma sensu. Trzeba działać. Tworzyć swoją codzienność. Dbać o te wspomnienia, które się jeszcze nie wydarzyły.
Czasem o tym zapominam i dni mijają mi szybko, za szybko, sprawiając wrażenie jakby ich nie było. Podobne do siebie zlewają się w jedną niekształtną masę i ciężko jest wyodrębnić jakiekolwiek małe przyjemności, chwile warte zapamiętania.
W sobotę było inaczej. Bo po tym ostatnim tygodniu, w którym z naszego "biurkowego" pokoju wychodziliśmy z Doktorantem za rzadko.
Po długich godzinach przed ekranem monitora, zmiana była konieczna.
Rano drobne kosmetyczne zabiegi i dużo nicnierobienia.
Od kilku miesięcy robię domowe peelingi.
W zależności od ochoty i nastroju dobieram składniki tak, żeby głównie zapach mi odpowiadał, bo struktura to peelingowa. Wiadomo, ma ścierać;) W sobotę pachniało waniliowo.
Przyjemność ze spaceru nowymi ścieżkami do sklepu  i uciecha z ładnej pogody i porzucenia samochodu na rzecz własnych nóg - tak bardzo nie "po amerykańsku" ;) Wziełam plecak i w drogę. Jak za dawnych - jeszcze nie tak dawnych;) -czasów studenckich w Niemczech.
Pyszna i sycąca sałatka na kolację. Przegryzana równie pyszną kajzerką (przepis na kajzerki u Moniki).
W trakcie kolacji film z Doktorantem. "The Debt".
Korzenne ciasteczka pieczone późnym wieczorem (przepis u Inki). Ten zaaapach...korzenne przyprawy na pewno nie znudzą mi się w te jesienno-zimowe wieczory.
A czekanie na upieczenie się ciasteczek umilałam sobie grzańcem, muzyką i fragmentami z filmu "A Single Man".
Uwielbiam ten film i tą ścieżkę dźwiękową.

Peeling. Cukrowo-otrębowy z aromatem waniliowym.