Nasze mieszkanie jest zimne i ciemne. Mogę wam również przedstawić plan dnia sąsiada z góry bo czasami mam wrażenie, że mieszka z nami. Niestety przy wyborze tego mieszkania nie było opcji "jazdy próbnej" jak przy wyborze nowego samochodu i te wszystkie mankamenty wyszły z opóźnieniem. I jeśli do tego dodamy zmienną pogodę, która zmusza mnie do ogrzewania mieszkania w połowie maja to nic dziwnego, że włącza mi się marudzenie i marzenia o 40 stopniach w tropikach, na leżaku z napojem z parasolką - mimo, że pewnie wytrzymałabym w tym upale nie dłużej niż 5 minut.
Ja nadal czekam na światło, które obudzi mnie do wiosny i lata, do długich spacerów po parku. Do odkrywania nowych miejsc w Eugene. Dwa dni w zeszłym tygodniu daly mi nadzieję, że to już. Że to już czas na sandały i krótki rękawek...i na okulary słoneczne. Ale jednak jeszcze nie.
Nadal czekam.
***
W mojej kuchni jest teraz dużo prostych i powiedziałabym "zimowych" dań. Zupy, dużo warzyw na ciepło i dań pieczonych. I faza na ziemniaki. Przez długie miesiące jedliśmy ziemniaki maksymalnie raz w miesiącu ale ostatnio mam na nie ochotę coraz częściej. W najróżniejszych wersjach lądują na naszych talerzach średnio raz w tygodniu. Były już pieczone a'la frytki, placki ziemniaczane, ziemniaki z sosem jogurtowo-koperkowym, ziemniaczane puree z serem fetą. A to wszystko ku uciesze E., który uwielbia ziemniaki i mógłby je jeść codziennie. Tą sałatkę - a raczej jej wersję, jadłam po raz pierwszy we Francji. Pojechaliśmy na ślub mojej kuzynki. Nocleg mieliśmy w domku gościnnym ex-sąsiadki mojej "Francuskiej" części rodziny. O ile pamięć mnie nie myli to właśnie ta przesympatyczna sąsiadka przyniosła nam ją do kolacji. Prostota. Ziemniaki, zeszklona cebula, pietruszka i sos vinaigrette. Nie wiem czy to była typowa Alzacka sałatka ziemniaczana. Po kilku latach jej robienia, wypracowałam
swoją wersję. Jeśli lubicie boczek, to wydaje mi się, że pasowałby tutaj podsmażany boczek albo jakaś kiełbasa -ale ponieważ mój E. wieprzowiny nie je więc nie powiem wam jak smakuje z boczkiem:)
"Alzacka" sałatka ziemniaczana
1 kg ziemniaków ugotowanych w mundurkach
pęczek pietruszki
1 duża albo dwie średnie cebule
olej słonecznikowy
ocet balsamiczny (1 łyżka)
ocet winny (2-3 łyżeczki)
sól i pieprz do smaku
Ziemniaki gotujemy w osolonej wodzie w mundurkach (uwaga, żeby nie były za miękkie!) - można ugotować wcześniej.
Pietruszkę drobno siekamy.
Cebulę obieramy i kroimy w piórka.
Na oleju szklimy cebulkę - podobnie jak to karmelizacji na mały ogniu przez około 20-30 minut a 5 minut przed końcem dodajemy łyżkę - albo więcej, wg. uznania i smaku -octu balsamicznego.
Ostudzone ziemniaki obieramy i kroimy w plasterki.
W misce mieszamy ziemniaki, z pietruszką i cebulą. Dosalamy i pieprzymy do smaku.
Na końcu dodajemy octu winnego - około 2-3 łyżeczek lub wg. własnego uznania.
Smacznego!
Uwagi: Robię tą sałatkę najczęściej w pokazanej wersji. Ale mam jeszcze dwie inne, rzadziej pojawiają się na stole ale też są pyszne:
1. Można zeszklić cebulę na mniejszej ilości oleju i jako sos podać swój ulubiony sos vinaigrette (mój bazuje zawsze na oliwie, czosnku, soku z cytryny, musztrdzie dijon i miodzie).
2. Można również zrezygnować z zeszklonej cebuli na rzecz szalotki pokrojonej w piórka i do tego koniecznie sos vinaigrette.