27 lis 2011

Sobota.

Przyjemne chwile nie zawsze nas zaskoczą i odwiedzą  niespodziewanie.
Oczekiwanie na coś...też często nie ma sensu. Trzeba działać. Tworzyć swoją codzienność. Dbać o te wspomnienia, które się jeszcze nie wydarzyły.
Czasem o tym zapominam i dni mijają mi szybko, za szybko, sprawiając wrażenie jakby ich nie było. Podobne do siebie zlewają się w jedną niekształtną masę i ciężko jest wyodrębnić jakiekolwiek małe przyjemności, chwile warte zapamiętania.
W sobotę było inaczej. Bo po tym ostatnim tygodniu, w którym z naszego "biurkowego" pokoju wychodziliśmy z Doktorantem za rzadko.
Po długich godzinach przed ekranem monitora, zmiana była konieczna.
Rano drobne kosmetyczne zabiegi i dużo nicnierobienia.
Od kilku miesięcy robię domowe peelingi.
W zależności od ochoty i nastroju dobieram składniki tak, żeby głównie zapach mi odpowiadał, bo struktura to peelingowa. Wiadomo, ma ścierać;) W sobotę pachniało waniliowo.
Przyjemność ze spaceru nowymi ścieżkami do sklepu  i uciecha z ładnej pogody i porzucenia samochodu na rzecz własnych nóg - tak bardzo nie "po amerykańsku" ;) Wziełam plecak i w drogę. Jak za dawnych - jeszcze nie tak dawnych;) -czasów studenckich w Niemczech.
Pyszna i sycąca sałatka na kolację. Przegryzana równie pyszną kajzerką (przepis na kajzerki u Moniki).
W trakcie kolacji film z Doktorantem. "The Debt".
Korzenne ciasteczka pieczone późnym wieczorem (przepis u Inki). Ten zaaapach...korzenne przyprawy na pewno nie znudzą mi się w te jesienno-zimowe wieczory.
A czekanie na upieczenie się ciasteczek umilałam sobie grzańcem, muzyką i fragmentami z filmu "A Single Man".
Uwielbiam ten film i tą ścieżkę dźwiękową.

Peeling. Cukrowo-otrębowy z aromatem waniliowym.








23 komentarze:

  1. lubię te wszystkie obrazki, które tu znajduję. i peelingu jestem okropnie ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię takie posty o dniu. Zwykłym i niezwykłym.
    Lubię też wykrawać ciasteczka i robić peelingi.
    Muszę obejrzeć 'The Debt'.

    Uściski weekendowe.

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię takie soboty i to "nicnierobienie":) I ciasteczka korzenne też:) U nas ten weekend wygląda bardzo podobnie:) Podobnej niedzieli Ci życzę Agnieszko!:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Peeling domowej roboty! Zainspirowalas mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tworzyć codzienność, dbać o przyszłe wspomnienia, tak, to ważne. Ładnie o tym piszesz :)
    "A Single Man" uwielbiam też.
    Twój piling wygląda jakby był do zjedzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kalejdoskop miłych chwil. Lubię czytać o takich codziennych przyjemnościach, i oczywiście lubię je przeżywać. Ale jednocześnie też często nie mam motywacji, żeby je tworzyć, czasem brakuje energii- zaskoczyły mnie Twoje podobne odczucia w tym i poprzednim poście.
    Pozdrawiam ciepło i zapału życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jesień to taki magiczny czas kiedy zapachy działają na nas inaczej niż zawsze...Codziennie przyjemności...to jest to co lubię najbardziej:))
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten peeling wygląda smakowicie!! "Single man" jest jednym z dwóch filmów, które w tym roku zrobiły na mnie największe wrażenie. Lubię go za klimat, kolory, muzykę. Po prostu piękny film.

    OdpowiedzUsuń
  9. "Trzeba działać. Tworzyć swoją codzienność. Dbać o te wspomnienia, które się jeszcze nie wydarzyły" pięknie powiedziane i bardzo prawdziwe:)
    Ja od dawna też robię peelingi do ciała, od kiedy przekonałam się, że żaden kupny nie działa tak, jak ten domowy. Ja robię m.in. z soli morskiej i olejku:) "The Debt" jeszcze nie wiedziałam, polecasz? Miłej niedzieli, pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. To mnie kusi, by zjesc to co masz w kubeczku- a ty o peelingu :)))
    Ja rowniez zapominam tworzyc swoja codziennosc, ktora wymyka sie z rak. Zwykla sobota, a taka inna- oby czesciej! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Pięknie spędzony czas, a te ozdoby świąteczne zainspirowały mnie do działania mam zamiar na tegoroczną choinkę większość ozdób zrobić własnoręcznie. A zdjęcia ach ... Film również jest jednym z tych do których wracam a muzyka wyśmienita, uspokaja. Fajne korzenne serduszka - mogę jedno?
    Pozdrawiam. Pa
    Inka

    OdpowiedzUsuń
  12. Agnieszko, w tym tygodniu zrobię chyba swój własny peeling;) Polecisz jakieś?
    Pozdrawiam ciepło!!!

    OdpowiedzUsuń
  13. Jak zobaczylam twoj peeling to myslalam ze to granola:)
    Lubie twoje zdjecia kuchenne, robione w polcieniu. Kto by pomyslal ze ciasteczka moga nastroic do refleksji:)

    OdpowiedzUsuń
  14. bliskie mi są Twoje myśli z tego i z poprzedniego wpisu. mam teraz taki okres, że nic mi się nie chce. albo inaczej: nie chce mi się chcieć.
    czuję się strasznie zmęczona.
    źle mi z tym, bo dziecko nie rozumie takich stanów...

    OdpowiedzUsuń
  15. Wyraziłaś pięknie dziś to, o czym ja także staram się pamiętać. I także kreować ta codzienność-czarodzienność:)
    Ja też mam taki czas, że nic mi się nie chce. Ciągle jestem zmęczona i najchętniej nie ruszałabym się z sofy;)
    Te peelingi to świetna sprawa. Kiedyś też robiłam głównie na do twarzy. Cieszę się ogromnie, że mi przypomniałaś tym postem o nich:)
    A Single Man strasznie lubię!

    ciepłe uściski za ocean przesyłam:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Jak to dobrze trafić na taki tekst, Aga. I przypomnieć sobie, by dbać o to, aby doceń różne małe drobiazgi, a nie narzekać, że ciągle to samo...
    Jak najwięcej pozytywnych momentów do zapamiętania! :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Aha. I podziwiam, że chce Ci się robić peelingi domowe! Ja jestem leniwa w tych tematach ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Asiejo, peeligi domowe polecam! O niebo lepsze od tych sklepowych i tansze:)

    Holgo, czasem ciężko znaleźć niezwykłość w zwykłości ale warto się postarać.

    Mimi, takie nicnierobienie jak zaplanowane z premedytacją i z chęcią to chyba najlepsza forma odpoczynku:)

    Madziu, polecam!! Można co tydzień zrobić sobie inny bo sama dozujesz składniki więc nie musisz zużywać tego samego przez długie tygodnie:)

    Ybo, Dziękuję!
    Peeling tak ładnie pachnie, że aż się chce go zjeść:)

    Raincloud, dziękuję! Zapału i motywacji mi czasem, może nawet za często, brakuje. Jedyne co pozostaje to się starać. Szukać motywacji...i się nie poddawać:) W końcu nikt za nas naszego życia nie przeżyje.

    Olu, tak! Te zapachy pasują tylko do jesienno-zimowej aury.

    Kitty, ten film uwielbiam. Jeden z tych, które wywierają niesamowite wrażenie.

    Patrycjo, z solą morską jeszcze nie próbowałam ale wczoraj w sklepie znowu oglądałam różne olejki i w końcu nie mogłam się zdecydować na żaden;)
    "The Debt" - temat ważny i trudny ale film był "przewidywalny" i nie zaskoczył a postacie trochę przerysowane. Ale nie powiem, że to były stracone minuty na oglądaniu...ach, nie umiem polecać filmów bo tak wiele zależy od nastroju. Mój był podzielony na oglądanie filmu, rozmowę z Doktorantem i sprzątanie po kolacji:) To jest tego typu film :)

    Bachert, bo czasem należy głośno powiedzieć, że nawet sałatka i kubek grzańca mogą być niezwykłymi chwilami, które warto zapamiętać. Przecież nie zawsze tą niezwykłą chwilą może i musi być kolacja u stóp wieży Eiffla;)

    Inko, te ozdoby z wystawy są też robione ręcznie. Kupiłam jedną gwiazdkę. My w tym roku nie będziemy mieli choinki ale jedną gwiazdka gdzieś zawiśnie:) Ciasteczka "wchłaniamy" z E. więc radzę się pośpieszyć :)

    Aniu, zrób koniecznie. Ja robię różne wariacje. Zazwyczaj na małe porcje głównie na twarz.

    1)2 lyżeczki zwykłego cukru + 2 łyżeczki brązowego z 3 łyżeczkami drobno zmielonych platków owsianych, odrobina delikatnej oliwy (tak żeby się zrobiła "papka") i kilka kropli esencji waniliowej lub ulubionego olejku. Starczy na 2-3 razy. Przechowuję w szklanym małym słoiku.

    2)2 łyżeczki kawy zmielonej + odrobina jogurtu naturalnego (też tylko tyle, żeby się połączyły - jeśli nie zużyjeś całego to można trzymać w lodówce do trzech dni).

    3) przepis na peeling kawowy do ciała albo (inny) cukrowy do twarzy polecam z tej strony: http://czaroffnica.blogspot.com/2010/11/dla-urody.html

    Oczywiście zależy jaką masz cerę. Moja jest normalna więc stosuję te peelingi i działają świetnie.

    Ahora, jakby się uprzeć to ten peeling jest jadalny:) Co do zdjęć to ja się ciesze, że w ogóle coś w tej ciemni wychodzi.

    Deli, ode mnie nikt niczego nie oczekuje ale sama sobie robię wyrzuty w takich chwilach. Na szczęście mijają...

    Olliveto, "czarodzienność" - do zapamiętania. Ładne słowo:) Takie momenty "nic mi się nie chce" są czasem potrzebne.Tak samo jak leżenie na sofie pod kocem:)

    Alucho, tak! Tych mały i tych wielkich momentów, które składają się w jedną całość.
    A peelingi to chwila moment:) I skóra bardziej zadowolona:)

    Pozdrawiam Was wszystkie ciepło i życzę udanego tygodnia!

    OdpowiedzUsuń
  19. Wspaniale spędzony wolny czas. I nie tak zupełnie na nicnierobieniu:))). Ale to same przyjemności są, ja wiem:)) Święte słowa piszesz, i ja staram sie tworzyć swoja codzienność i o nia dbać...nie zawsze jedna wychodzi:))
    Skorzystam z przepisów na peelingi zamieszczonE w komentarzu...brzmia swietnie.
    Ps. pisałam już, że strasznie lubię Cię czytać? Pięknie piszesz!
    Pozdrawiam
    A.

    OdpowiedzUsuń
  20. Agnieszko, rzeczywiście tego nicnierobienia było tylko trochę - tak akurat wystarczająco:) Peelingi są super! Polecam!
    p.s. Dziękuję Ci:):)
    Uściski i miłego tygodnia!

    OdpowiedzUsuń
  21. Czasem trzeba zrezygnować ze swoich oczekiwań i żyć tu i teraz. Tylko żeby to było takie proste :-o Ale chyba warto się postarać :-))
    Właśnie szukałam jakiegoś sprawdzonego przepisu na bułeczki - dzięki :-)

    OdpowiedzUsuń
  22. Dag, o tak z tym ciaglym tu i teraz jest czasem ciezko jesli ma sie duzo oczekiwan, planow...

    Polecam przepis na kajzerki. Sa bardzo smaczne:)
    Pozdrawiam cieplo!

    OdpowiedzUsuń
  23. Agnieszko, dziękuję Ci bardzo!!! Wypróbuje jutro ten z kawą mieloną;) Wydaje mi się, że są odpowiednie też do mojej cery.

    Uściski!!!

    OdpowiedzUsuń

Pozdrawiam :)