Ostatnie kilka dni mijają mi głównie na wytęsknionym wypatrywaniu słońca. Sezon deszczowy uważam za rozpoczęty. Wiem, że się z deszczem w końcu polubimy, ale to potrwa. Mam tylko nadzieję, że nie będzie to trwać aż do czerwca, tak jak to było w zeszłym roku. W międzyczasie nadrabiam trochę zaległości kulinarnych, książkowych i planuję, planuję, planuję. Za niecałe trzy miesiące będziemy siedzieć w samolocie z biletem w jedną stronę. Dziwne uczucie, to będzie mój pierwszy raz z biletem w jedną stronę - symbol nieodwołalnej zmiany. Jestem pewna, że Doktorat jeszcze przed wejściem na pokład samolotu, pomimo moich obiekcji, poinformuje mnie dokładnie jakim typem samolotu lecimy, jakie są jego mechaniczne atrybuty i jak pilot powinien reagować w razie czego....Bo mój Doktorant ma jedno hobby, które mnie w ogóle nie interesuje:) Namiętnie ogląda filmy dokumentalne o katastrofach lotniczych. A że pamięć ma Chłopak niesamowitą, to później z wieloma szczegółami muszę wysłuchiwać różnych lotniczych opowieści - zazwyczaj tragicznych. Chyba poproszę o przydzielenie siedzenia w samolocie z dala od Doktoranta;)
Podczas jednego z moich ostatnich kulinarnych uniesień przypomniałam sobie, że już dawno temu miałam się z Wami podzielić moim sposobem na gotowanie ryżu. 1 szklanka ryżu i 2 szklanki wody - znacie? Niezliczę ile razy dałam się nabrać na te proporcje, które nigdy jeszcze nie zakończyły się ugotowaniem dobrego, sypkiego ryżu, nie porzypominającego zbitej papki. W mój kulinarny gust, te proporcje się nie wpasowały. Tym bardziej, że często gotuję różne rodzaje ryżu - brązowy krótki, brązowy basmati z dzikim, jaśminowy, czarny. Szukałam aż znalazłam. Dla mnie perfekcyjny sposób na każdy rodzaj ryżu, który po ugotowaniu jest sypki i al dente, czyli tak, jak lubię najbardziej. W skrócie - ryż gotujemy trochę jak makaron:)
A bardziej szczegółowo: Jak ugotować sypki ryż?
(podpatrzone dawno temu tutaj i trochę przeze mnie zmienione)
1.5 szklanki ryżu (u mnie czarny)
14 szklanek wody
1 płaska łyżeczka soli morskiej
duży garnek z przykrywką - przykrywka musi szczelnie zamykać garnek, jeśli nie jest szczelna to należy obramowanie przykrywki obwinąć folią aluminiową
Zagotować wodę z solą. Do gotującej się wody wsypać opłukany ryż, wymieszać. Na dużym ogniu ryż gotować przez 28-30 min (28 min ryż czarny, 30 min ryż brązowy). Garnka NIE przykrywamy. Mieszamy 2-3 razy podczas gotowania. Po 26 minutach można posmakować i sprawdzić stan ugotowania i po 28-30 minutach odcedzamy ryż na sitku przez 10 sekund. Wsypujemy ryż z powrotem do garnka. Przykrywamy garnek szczelnie przykrywką. Odstawiamy na 10 min - nie stawiamy na gorącej kuchence. Po 10 minutach odkrywamy garnek, mieszamy ryż widelcem i smakujemy, jeśli jest potrzeba dodać soli i gotowe.
Zasada jest prosta: 1 szklanka ryżu na przynajmniej 6-7 szklanek wody (im więcej tym lepiej). Bez względu na ilość ryżu zawsze wsypujemy ryż do wrzątku i gotujemy bez przykrycia max 30 min. Później, po odcedzeniu, zostawiamy na 10 min pod przykryciem. Polecam tą metodę bo naprawdę działa! Spróbujcie:)
Strasznie to gotowanie ryzu jest skomplikowane. Ja wsypuje umyty ryz (jakikolwiek rodzaj) do maszyny, dodaje wody az do kreski na misce. Zamykam i wybieram cykl i wciskam "gotuj". Piszczy jak jest gotowe. Zawsze ryz jest taki jak powinien byc. Nie wiem jak te maszyny to robia.
OdpowiedzUsuńWyjaśnienie jest może przydługie, ale w praktyce to jest proste jak budowa cepa;) A na maszynę nie mam miejsca, ale pamietam jak w akadamiku w Niemczech, współlokatorka z Indonezji gotowała w takim czymś i był super:)
UsuńTen sposób gotowania przypomina mi gotowanie ryżu w Indonezji.
OdpowiedzUsuńJa gotuję w mniejszej ilości wody,ale mogę pochwalić się niezłymi efektami.
Smacznego weekendu Agnieszko!
O kurczę, niezła ta instrukcja - muszę wypróbować :).
OdpowiedzUsuńA od Doktoranta trzymaj się z dala w samolocie :D
a próbowałaś prażyć ryż wcześniej? sprawdza się jak zależy Ci na czasie.
OdpowiedzUsuńja na dno garnka wlewam odrobinę oleju, wspypuję na rozgrzany szklankę ryżu, mieszam przez chwilę aż ryż się lekko upraży i dopiero wtedy wlewam 2,5 szkl wody. mieszam i czekam aż się zagotuje a pozniej zmniejszam mocno gaz i przykrywam. po 10 min wyłączam gaz ale zostawiam na nastepne 5-10 min pod przykryciem. gotowe. i każde ziarenko osobne :)
Wow zupełnie inaczej niż gotuję ja! :)
OdpowiedzUsuńAle że ja bardzo lubię nowinki w kuchni to sobie taki sposób kiedyś wypróbuję ;)
Miłego weekendu!
PS jestem ciekawa gdzie lecicie? :)
OdpowiedzUsuńRewolucyjny sposób na gotowanie ryżu! Tym bardziej jestem pod wrażeniem. I muszę wypróbować :)
OdpowiedzUsuńBilet w jedną stronę, a zdradzałaś już dokąd?
Życzę żeby deszcz przyniósł prawdziwą wiosnę.
Agnieszko oby deszcz jednak ustał i zaświeciło słońce dla Was na ostatnie tygodnie w stanach:)
OdpowiedzUsuńWypróbuję Twój sposób gotowania ryżu. Ja też gotuję w dużej ilości wody ale brązowy zajmuje duuużo czasu;)
Co do hobby Doktoranta, też bym się trzymała od Niego z daleka w czasie 8 godzinnego lotu;)
miłego piątku!
ps planujecie jeszcze coś zwiedzać przed wyjazdem czy jednak nie będzie mieć czasu z powodu obrony Doktoranta?
Z takim hobby to bym chyba przestała latać w ogóle :)
OdpowiedzUsuńKierunek Rotterdam?
OdpowiedzUsuńWspaniałego ryżu ciągle szukam, więc Twoja propozycja zostanie niebawem przetestowana.
ps. Lubię samolotowe opowieści, byle nie było w nich zbyt dużo techniki :)
Pozdrawiam!
O matko, jakbym o swoim męzu czytała :-))) Programy o katastrofach nadawane na kanale National Geographic rządzą! Hhyyyy...
OdpowiedzUsuńTo sobie Doktorant hobby znalazł:) Ja po obejrzeniu jednego takiego filmu przestałam lubić podróże samolotem...a kiedyś uwielbiałam:) Bilet w jedną stronę fajna sprawa:) Ja właśnie kupiłam bilety lotnicze na nasze wakacje i jak na razie też tylko w jedną stronę!:P Ale nie będę ukrywać zakup biletu powrotnego niestety jest tylko kwestią czasu jak w końcu ustalimy jak dokładnie będą wyglądać te wakacje:) A szkoda, bo chętnie osiadłabym tam na stałe:P
OdpowiedzUsuńPrzepis na gotowanie ryżu przetestuję z pewnością:)
Udanego weekendu dla Was Agnieszko i niech ta pora deszczowa trwa jak najkrócej!:) Uściski
Ojej, dluuugi lot przed wami!
OdpowiedzUsuń3 miesiace? Ale szybko :)
Mi ryz zawsze wychodzi zbity, ale daje mu czas na wystudzenie i potem rozdzielam szybciutko widelcem, efekt ten sam, piekny sypki ryz, nigdy nie lalam wody z przepisu na opakowaniu, zawsze na oko;).
OdpowiedzUsuńTrzy miesiace zleca szybko:), a deszcz..., co tam deszcz, niedlugo to bedzie tylko wspomnienie:))
Usciski, i pozdrowienia dla Doktoranta:)))
Pamiętam jak moja babcia gotowała ryż, który potem "dochodził" w garnku opatulonym pierzyną :) Opowieści o katastrofach lotniczych tuż przed lotem? Może to po to żebyś Doktoranta mocno tuliła w czasie lotu? Cudownego weekendu życzymy :)
OdpowiedzUsuńAmber, nie wiedziałam, że takie gotowanie ryżu jest popularne w Indonezji. Lubię takie ciekawostki.
OdpowiedzUsuńAlucho, Doktorant jednak musi być obok w samolocie- bo robi za poduszkę;)
Ido, czasem jak gotuję ryż "po turecku" z dodatkami to prażę na oliwie i później dodaję przyprawy i dodatki - ale zawsze wcześniej ryż płuczę i nigdy mi nie wychodzi tak sypki jak przy tej metodzie. Spróbuję kiedyś Twoim sposobem z wyłączaniem gazu po 10 min, bo zawsze gotowałam przynajmniej 20-25min.
Ewelinko, spróbuj, jestem ciekawa czy Ci się spodoba. A lecimy do Rotterdamu, gdzie będziemy mieszkać od lata przez kolejne kilka lat.
Ybo, bardzo się ucieszę jak spróbujesz. Będziemy mieszkać w Rotterdamie. Już się nie mogę doczekać...Dziękuję, mam nadzieję, że przyniesie.
Olliveto, mam nadzieję - chociaz narazie się nie zapowiada na ładną pogodę. Brązowy (short grain brown rice) gotuję tą metodą 30 min i wychodzi rewelacyjny.
A zwiedzać już raczej nie będziemy bo nie będzie czasu. Doktorant teraz wykłada a później jego obrona...no i samochód musimy też już niedługo sprzedać;) Ale nie ma tego złego...na pewno jeszcze wrócimy nad wybrzeże Pacyfiku bo jest przepiękne:)
Maju, Doktorant mnie też zaskakuje, że się nie boi latać z taką wiedzą :)
Praline, kierunek Amsterdam, później pociąg i Rotterdam:) Przetestuj i koniecznie daj znać jak wyszło.
Agnieszko, czyli nie jestem sama:) No coś w tym musi być, że takie tematy ich fascynują.
Mimi, ja też nie lubię takich filmów i lotów tez nie bardzo. Jestem bardzo ciekawa, gdzie tym razem Was poniesie. Obstawiam piękne, ciekawe i bardzo cieeeepłe miejsce:) Dziękuję bardzo i dla Was również udanego weekendu z rodzinką.
Bachert, tylko trzy miesiące...jestem pewna, że zlecą bardzo szybko. A lot dłuższy niż myslałam, byłam pewna, że uda się znaleźć bezpośrednio do Amsterdamu, ale niestety czekają nas przesiadki.
Agnieszko, jestem pod wrażeniem, że Ci wychodzi z wodą na oko:) Dobra jesteś!!!:)
Deszcz narazie denerwuje tylko dlatego, że objawia się u mnie zmęczeniem i bólami głowy. Niestety też budzi w nocy...cały czas pada. No ale to taki okres pogodowy i trzeba z tym żyć. Dziękuję Kochana, pozdrowię:)
Amebo, taki dochodzący pod pierzyną też pamiętam, ale muszę się przynać, że ten mój smakuje mi lepiej;)
Hehe może to rzeczywiście o tulenie mu chodzi, czort go wie;) Dziękuję i dla Was wzajemnie!
***
Dziewczyny dziękuję za odwiedziny! Miłego weekendu i uściski dla Was!
ciekawe hobby ;-) Byle tylko nie raczył Cię tymi opowieściami w trakcie lotu :)
OdpowiedzUsuńUdanego weekendu Agnieszko! :)
Ryz wyglada bardzo kuszaco, ja od dziecinstwa uwielbiam ryz.... moge go jest w kazdje postaci i w roznych daniach!!!
OdpowiedzUsuńA mi smutno troszke sie zrobilo, jak to tak - bilet w jedna strone??????
Jagodo, oh, znajac Doktorant to pewnie bedzie mnie raczyl takimi opowiesciami:) Zatkam uszy;)
OdpowiedzUsuńMarianno, ja tez lubie, ostatnio jest faza na salatki z ryzem:)
Nasza przygoda z USA konczy sie narazie. Latem wracamy na kilka lat do Europy, a pozniej kto wie...
***
Sciskam Was!
No to Doktorant ma swietne hobby...nie ma co! :)) Przynajmniej nie nudzi Ci sie podczas lotu :)) A ryz lubie taki posklejany...chyba jakas ietypowa jestem :)
OdpowiedzUsuńUsciski.
Mialo byc: nietypowa :)
UsuńMaju, :)) Ja taki posklejany to tylko do sushi;)Usciski!
OdpowiedzUsuńBardo lubię czarny ryż. Ale faktycznie na początku zwykle był niedogotowany i się z nim męczyłam dość długo :)
OdpowiedzUsuńa Doktorant niech Ci faktycznie takich historii nie opowiada, bo nie wytrzymasz lotu ;)