Ostatnio przy gotowaniu zupy, jej kolor przypomniał mi o moim długoletnim zachwycie kolorem zielonym. Mieszam groch łyżką w garnku a na myśl przyszedł mi zielony, rozpinany sweterek, który kupiłyśmy razem z moją mamą. Ponad 15 lat później nadal wisi na wieszaku. Pomiędzy miskowaniem grochu a dosalaniem zupy sweterek został przymierzony:)
Jest na zasłużonej, sentymentalnej emeryturze mimo, że wygląda jak nowy i nadal pasuje.
Przy kolejnych próbach doprawiania zupy przed oczami mam zielone martensy, które nosiłam prze całe liceum. Nie wiem jak dałam radę przeżyć te pierwsze tygodnie w tych skórzanych, twardych butach. Pamiętam, że pierwszego dnia nie mogłam zejść ze schodów. Skóra nie chciała się zgiąć wtedy kiedy moja stopa chciała. Ale byłam cool bo miałam martensy, z którymi nie rozstawałam się przez 4 lata, bez względu na porę roku...lato wtedy chyba nie było aż tak gorące?;)
Wniosek: zupa pyszna, nadal lubię zielony ale zdecydowanie bardziej na talerzu, od dawna kupuję tylko wygodne buty, no i nie zmieniłam gabarytów aż tak bardzo przez te lata :)
Zupa z zielonego łuskanego grochu
(źródło tutaj z małymi zmianami)
1-2 łyżki oliwy
1 duża cebula drobno pokrojona (albo dwie mniejsze)
1/2 łyżeczki soli morskiej
2 szklanki zielonego łuskanego grochu -umytego pod bierzącą wodą
5-6 szklanek wywaru z jarzyn (ew. wody) (1250-1500ml)
świeżo zmielony pieprz
szczypta wędzonej papryki
sok z cytryny
W garnku na rogrzanej oliwie zeszklić cebulę. Dodać sól. Wsypać groch. Zamieszać.
Dodać wywar z jarzyn. Przykryć i gotować około 20 minut aż groch będzie miękki ale nie rozgotowany.
Część zupy zmiksować w blenderze. Dodać do niezmiskowanej części.*
Na tym etapie jeśli zupa jest za gęsta dodać więcej wywaru.
Doprawić świeżo zmielonym pieprzem.
Przed podaniem posypać szczyptą wędzonej papryki i pokropić sokiem z cytryny.
Smacznego!
*można zmiksować całość.
Zgrałyśmy się:) U mnie dziś też o kolorach:)
OdpowiedzUsuńTen zielony z pierwszego zdjęcia podoba mi się:) Kojarzy mi się z filmem Ptaki Hitchcocka. Tam Tippi Hedren miała garsonkę w tym kolorze.
I podoba mi się stary Aston Martin w tym kolorze:)
A z martensami - granatowymi - miałam podobnie. Najpierw skóra zdarta do krwi, a potem chodziłam w nich cały rok. Mam je do dziś.
Tego filmu nie widziałam. A Aston Martin podoba mi się bez względu na kolor :)
OdpowiedzUsuńTeż chyba mam jeszcze gdzieś moje martensy, znoszone całkowicie. Pamiętam, że na połowinkach w liceum miałam zieloną krótką sukienkę i do tego zielone martensy :):)
zielony kojarzy mi się z wiosną, której teraz tak bardzo mi brakuje :)
OdpowiedzUsuńPaula, my tutaj też czekamy na wiosnę:)
OdpowiedzUsuńzielona zupa kojarzy mi się z wiosną. i lubię tę zupę! jest pyszna (:
OdpowiedzUsuńMru, zupa rzeczywiście pyszna. Prosto i smacznie, tak lubię najbardziej:) Ach, ta wiosna, mogłaby już zawitać do nas i do was:)
OdpowiedzUsuń