24 paź 2011

W weekend...

W sobotę popijając poranną kawę zaglądałam do nowo odkrytych blogów. Tego i tego i tego.
Sczególnie podobają mi się przestrzenie zaprezentowane w Solid frog (ten ostatni link) z wysokimi sufitami i ogromnymi oknami wpuszczającymi dużo promieni światła.
Już wiem czego będziemy szukać przy kolejnym wynajmie mieszkania bo po mału czuję się coraz bardziej klaustrofobicznie w naszym obecnym.

W niedziele bieganie było jeszcze przyjemniejsze niż dotychczas.
Bo już po raz drugi Doktorant mi towarzyszył.
Biegnie, biegnie i od czasu do czasu ukradnie całusa w policzek. I słucha.
Dużo mu opowiadam. Głównie o tym o ilu fajnych sprawach można myśleć biegając.
I o tym co ostatnio przeczytałam na temat biegania.
I też o tym jak fajnie się z nim biegnie przy boku.
Lubię jak tak słucha moich wywodów i się uśmiecha:)
Pewnie zagłuszałam trochę jego myśli ;)

Spełniłam marzenie. Jedno. Kulinarne Doktoranta.
Z książki "Baked Explorations", którą kupiliśmy latem a do której do tej pory jeszcze nie zajrzałam, wybrał dla siebie deser.
Upiekłam w sobotę wieczorem. Bardzo się ucieszył.
Zjadł kawałek późnym wieczorem i prawie wylizał talerzyk...to "prawie" pewnie dlatego bo stałam przy nim w kuchni;)
Potem zjadł kolejny kawałek już późną nocą jak oglądaliśmy "Closer" Mike'a Nichols'a.
Doktorant wymiękł w połowie filmu...chyba za surowy ten film był dla niego.

Zachwycałam się pogodą. Piękna jest ostatnio. Temperatury późno letnie.
Dużo słońca, które oddawało trochę swojej energii.
I kolejny bieg w krótkim rękawku. Nie mam nic przeciwko takiej jesieni:)

Przeglądałam też różne przepisy dyniowe, które zbierałam przez ostatnie kilka tygodni.
Festiwal Dyni u Bei rozpoczęty.
Czas zakasać rękawy i przerobić kilka dyń, które zajmują trochę miejsca w naszej małej kuchni.
Na niedzielny obiad było curry dyniowe na ostro. Chociaż Doktorant twierdzi, że aż tak ostre nie było.
Przepis wkrótce:)

Ach i jeszcze bardzo spontanicznie zrobiłam w niedzielę pyszną konfiturę gruszkowo-cytrynową od Eweliny. Jejku jaka dobra.
I chyba podobnie jak Ewelina połączę ją z pleśniowym serem na chrupiącej bagietce :):)

A dzisiaj już poniedziałek. Jedyny dzień tygodnia, w którym wstaje przed siódmą. A kładę się jak zawsze późno więc teraz piszę patrząc jednym okiem;)
Uciekam za chwilę do psiaków. Już pewnie nie mogą się doczekać tych naszych spacerów i głaskania za uszkiem:)








































***
Miłego dnia albo popołudnia/wieczoru...w zależności od kontynentu:)

25 komentarzy:

  1. Chciałabym polubić bieganie. Może kiedyś?
    Piękne to dyniowe i gruszkowe zdjęcie. I trzeci blog rzeczywiście piękny, inspirujący.

    Mam wielką ochotę na to czekoladowe cudo. I
    ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej Agnieszko,
    Natrafilam na tej wiersz i przypomnialo mi sie twoje "szuranie" w lisciach. Enjoy!:

    Gathering Leaves

    by Robert Frost

    Spades take up leaves
    No better than spoons,
    And bags full of leaves
    Are light as balloons.

    I make a great noise
    Of rustling all day
    Like rabbit and deer
    Running away.

    But the mountains I raise
    Elude my embrace,
    Flowing over my arms
    And into my face.

    I may load and unload
    Again and again
    Till I fill the whole shed,
    And what have I then?

    Next to nothing for weight,
    And since they grew duller
    From contact with earth,
    Next to nothing for color.

    Next to nothing for use.
    But a crop is a crop,
    And who’s to say where
    The harvest shall stop?

    OdpowiedzUsuń
  3. Holgo, ja przez wiele lat nie lubilam biegac. Moze i na Ciebie przyjdzie czas:)

    Ahora, dziekuje Ci:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Znowu czekoladowe cudo? :)
    Ja tez nie mam nic przeciwko takiej jesieni, choc u Ciebie kolory lisci zdecydowanie piekniejsze :)
    A co to za psiaki drapiesz za uszkiem? :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Moniko, tak znowu:) Na specjalne zyczenie Doktoranta i tym razem nie odchudzalam:) No dobra, torszke zmniejszylam ilosc cukru ale tylko troszke:):)
    Jezdze do schroniska dla zwierzat. Chodze z psiakami na spacery, trenuje je troszke i drapie za uszkiem :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Agnieszko nadrabiam zaległości na Twoim blogu (bo trochę mnie tu nie było) i wow jestem pod wrażeniem tego Twojego biegania i akademickiego podejścia!:-) Ja biegać niestety nie lubię ale kto wie może kiedyś się przekonam tak jak Ty:-) Z niecierpliwością czekam na przeis na curry dyniowe:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Mimi, wciagnelo mnie bardzo z tym bieganiem bardzo. Ale tylko z planem, szczegolowym planem:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie wiedziałam, że jest festiwal dyniowy:) To ja z moim pumpkin pie się niego wpisałam jakoś:)

    A pierwszy podlinkowany blog jest jednym z moich ulubionych.

    Podoba mi się to co napisałaś o bieganiu:) Razem:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Deli, z pumpkin pie wpisalas sie jak najbardziej, nawet jak nie jest w okraglej foremce ;)
    A od blogu publicbookstore nie moge sie uwolnic od kilku dni. Jestem zauroczona:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Agnieszko, dzisiejszy post aż kipi od optymizmu...cieszę się bardzo:))
    Twoje wypieki zawsze wprawiają mnie w zachwyt, ja po ostatnim pleśniaku ktory co prawda wyrósł pięknie ale opadł równie spektakularnie(!) chyba zaprzestanę moją przygode z pieczeniem...sił mi brak na ten mój gazowy piekarnik!!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Z pocieszeniem czytam dzisiaj Twoje myśli.
    Teraz o zdjęciu, tym z dyniami i jabłkiem. Piękne światło, naprawdę. Czy możesz mi opisać ustawienie jakie zaaranżowałaś? Źródło światła jakby z "południowego-wschodu", co w tle? Jaki obiektyw? A co z przesłoną i czasem, "focal length"??? Każdy ze szczegółów, jeśli podzielisz się bez oporów, to uczynisz mnie taaakąąąąąąą szczęściarą. Uściski. Gosia

    OdpowiedzUsuń
  12. Agnieszko, już jest mi lepiej:) "wygadałam" się i przeszło:) I wszystkojest praktycznie "back to normal" ;)

    Z gazowym piekarnikiem nie miałam nigdy do czynienia. Nawet nie wiem co Ci poradzić:( Ja z mojego nadal korzystam na wyczucie chociaż już coraz lepsze. A pamiętam to ciasto śliwkowe u Ciebie. Przecież świetnie Ci wyszło:)
    Spokojnej nocy:)

    Gosiu, Zdjęcie robiłam na statywie przy drzwiach balkonowych od strony wschodniej...ale popołudniu bo u nas w mieszkaniu to nie ma znaczenia gdzie robię a tylko tam mieści mi się statyw;)
    A ustawienia to ISO-100, 1/80s, f/1.8, obiektywem 50mm (co przekłada się u mnie na 75mm bo nie mam aparatu full frame) i exposure bias miałam na -1/3.
    Zwiększyłam trochę "shadow effect" i contrast w picniku.
    Nie wiem jednak czy moje "dane" do zdjęcia Ci pomogą bo, żeby światło się odbiło od dyni uzyłam małego "display board" czarnego. Nasze mieszkanie jest bardzo ciemne i promienie słoneczne do nas nie dochodzą (jesteśmy zabudowani od zewnątrz...zabudowany taras z jednej strony i schody z drugiej przez co jesteśmy ciągle w cieniu) dlatego czasem używam "wspomagaczy", żeby nie było widać odbić (white display board) albo dla takiego efektu jak na zdjęciu (black display board). Niestety rzadko się udaje przez brak dobrego światła.
    Ale i tak się cieszę, że zdjęcie Ci się podoba:)
    Uściski Gosiu i dziękuję za wirtualne odwiedziny:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Dziękuję za wyczerpujące namiary. Naprawdę. Całkowicie jestem za "wspomagaczami", sama też używam, ale żeby do takiej jak Ty perfekcji dojść wykorzystując brak światła (fotograficzny paradoks), to mi jeszcze bardzo daleko. Te dynie to sam urok.

    OdpowiedzUsuń
  14. Agnieszko, taka jesień jak Twoja, zbieganiem w krótkim rękawku i z Doktorantem u boku nie może być zła:). To wspaniała jesień:)
    Konfitura Ci zasmakowała - cieszę się ogromnie:). Ale prezent...!
    Mam nadzieję, że z serem i bagietkami tez Cię nie zawiodę:)
    Bardzo gorąco Cię pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  15. Poglaszcz psiaki ode mnie. Udanego tygodnia kochana.

    Usciski z zachmurzonej dzis Wyspy.

    OdpowiedzUsuń
  16. Takiej jesieni to można pozazdrościć! :)
    Udanego tygodnia!!!

    OdpowiedzUsuń
  17. PRZEPIĘKNE zdjęcie dyń! I blogi piękne, faktycznie na Solid Frog super wnętrza. Dziękuję- będę miała w czym utonąć ;)
    Cieszę się, że Ci lepiej. Ten Doktorant, to musi być w Tobie zakochany :) fajnie, że razem biegacie.
    Ja zbyt wcześnie wrzuciłam swój przepis na krem z dyni i chyba on się już nie kwalifikuje? muszę chyba spytać Beę :) uściski!

    OdpowiedzUsuń
  18. Szukam prodziza, co za paradoks! O ekektrycznej kuchni moge zapomniec, za duzo pradu pobiera i tu gdzie mieszkamy tylko gazowe wchadza w gre...
    Czasami wychodza, jak to ze sliwkami wlasnie:)) ale ja mam tyle pomyslow a P. tyyyyle zachcianek:)))
    Sciskam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  19. Gosiu, a Twoje zdjęcia można gdzieś oglądać?:)
    U mnie to jest łut szczęścia bo macham tym aparatem i czasem tymi display boards i niekiedy jakiś promyk się napatoczy:) Ale to zabawa, którą uwielbiam:)

    Ewelino, Konfitura jest cudowna!:) Zajadam się od niedzieli i nie mogę przestać:) Bagietki też wyszły pyszne. Wczoraj zjedzone z hummusem ale dzisiaj dokupię sera i będzie full-wypas kanapka:) Uściski!

    Madziu, pogłaszczę za tydzień:) Dziękuję i dla Ciebie również udanego tygodnia! Ściskam

    Maju, chwytam każdy promień słońca:) Niesamowita pogoda! Dziękuję i wzajemnie! Ściskam

    Owiecko, dzięki:) Cieszę się, że moje machanie aparatem coś daje:) Doktorant zakochany, mam nadzieję;) Uściski!

    Agnieszko, prodziż to świetny pomysł. Kiedyś tak się piekło:) Mój E. też ma dużo zachcianek a ja pomysłów ale nie ma komu później jeść tych ilości:) Ciasto z soboty mimo, że pyszne to nadal w lodówce bo Doktorant je po większym kawałku, ja po mniejszym i dziubiemy jak takie wróble ;) Uściski!

    OdpowiedzUsuń
  20. Jak wiele pozytywnych rzeczy zrobiłaś Agnieszko w ten jeden weekend:) I wyczuć można optymizm:)
    Szczęściara z Ciebie, że Doktorant Ci towarzyszy! I jeszcze słucha;)) I całuje;)
    Spełnianie marzeń Bliskich jest cudowne prawda? Nawet jeśli są to akurat "tylko" kulinarne:)

    A teraz do sedna;) zdjęcie dyń jest zachwycające!!! Piękne światło, kolory, tło. Mistrzostwo martwej natury!

    Ściskam Cię ciepło i miłego tygodnia Agnieszko!

    OdpowiedzUsuń
  21. Olliveto, to chyba brak planów był najlepszym planem na ten weekend. Jakoś tak samo wszystko ułoźyło się w fajne chwile godne zapamiętania:)

    O, tak!! Spełnianie marzeń kulinarnych Doktoranta to najlepsze co moge mu podarować, szczególnie teraz w tym bardzo pracowitym dla niego czasie. No i należy mu się czekoladowe ciacho za te całusy i słuchanie ;)

    Dziękuję za zdjęciowy komplement...cieszę się bardzo, że Ci się podoba:)
    Również udanego tygodnia dla Ciebie.
    Uściski!

    OdpowiedzUsuń
  22. Smakowita ta fotka z ciastem czekoladowym.. aż ślinka cieknie, a mówi to osoba dość mocno anty-cukierkowa :) Ale jak coś ładnie wygląda to... ^^

    Pozdrawiam jesiennie i dziękuję za wizyty.. :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Chiquillo, dzięki! I też bym chciała być od czasu do czasu anty-cukierkowa!!:) Ale stety-niestety mam "a sweet tooth" :) Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń

Pozdrawiam :)