Jako dziecko nie lubiłam ich jeść prosto z krzaka. Jedynie z cukrem albo w formie koktajlu przygotowanego przez moja Babcię. Od kilku dni są moim codziennym śniadaniem. Smaki dzieciństwa odkrywane na nowo w późniejszym wieku - nie nazywam go wiekiem dorosłym, bo ten kojarzy mi się z ludźmi poukładanymi ;)- przywracają wspomnienia. Wspomnienia, które na pewno są w pewien sposób zniekształcone przez sentyment. Ale co mi tam, takie zniekształcone lepsze niż żadne :)
A Doktorant krzywi się na sam ich widok.
Lubicie?
uwielbiam :)
OdpowiedzUsuńLubię. Ale odwrotnie, niż u Ciebie. Kiedyś jadłam je prosto z krzaka. Teraz jakoś trochę się krzywię i najbardziej lubię w formie domowego, gęstego soku. Ale ich smak jest niezmiennie dla mnie miły. Wspomnienie dziadkowej działki :)
OdpowiedzUsuńLubię mimo, że się krzywię :)
OdpowiedzUsuńOstatnio je smażyłam wiele godzin, wrzuciłam do słoika, a z części zrobiłam deser z ricottą. Mniam :)
szczęśliwi, że jeszcze macie, u nas już po "sezonie " ;(
OdpowiedzUsuńja też, białe również
OdpowiedzUsuńCzy ja jestem jedyna, ktora wchodzac na Twoja stronke pomyslala, ze jest u kogos innego? ;) Powaznie. Jest tyle Agnieszek, ale tylko jedna "from Oregon" - jak dobrze, ze masz jeszcze taki adres, ten sam styl pisania no i Pana Doktoranta- juz wiem, ze jestem u Ciebie, kochana! buziaki
OdpowiedzUsuńBachert Kochana, nie moge sie zdecydowac co w tym tytule napisac;) Buzka!
UsuńJa mimo, że się krzywiłam to tylko z krzaczka lub sok:) I zawsze będą przywoływać wspomnienia Dziadków i ich ogrodu:))
OdpowiedzUsuńNo tak, mi też wiek dorosły z poukładaniem się kojarzy;) Czy to oznacza, że nigdy nie dorosnę?;))
Olliveto, e tam, a po co dorastac?;)
UsuńUwielbiam, a tutaj nie ma ich w ogóle :(
OdpowiedzUsuńpewnie;)te czarne już grzecznie siedzą w słoikach;)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam!
Też ich nie lubiłam w dzieciństwie. Nie mogłam na nie patrzeć wręcz :)
OdpowiedzUsuńTeraz uwielbiam.
Do pewnych smaków trzeba dojrzeć najwyraźniej.
Uwielbiam porzeczki! Najbardziej czerwone, takie prosto z krzaczka. Lubie tez biale (sa slodsze) i czarne ale te ostatnie przewaznie w wypiekach :)
OdpowiedzUsuńUsciski.
ja z tych jak pan Doktorant;) kwaśny to najbardziej nielubiany przeze mnie smak, nawet słony lepiej zniosę;D
OdpowiedzUsuńz "krzakowatych" owoców to tylko agrest zdzierżę
pozdrawiam from Piernikowo:)
Nie wiem dlaczego, ale porzeczki kojarzą mi się jak te jedzone tylko prosto z krzaka. Właściwie to takie najlepiej smakują :) Fajnie, że możesz je tak łatwo dostać.
OdpowiedzUsuńnie lubie - ale tez i nigdy nie lubilam, wiec nie jest to moj smak dziecinstwa:)
OdpowiedzUsuńno ale jezeli wezmiemy pod uwage jagody? ooo... moge wiadrami:)
Aniu, o tak! Jagody tez uwielbiam.
Usuńzjadlabym takie z fla( odkrylas juz?), choroba nie pamietam czy pisze sie fla czy vla - jogurtobudyn. dla mnie najlepszy waniliowy z "czystym"(bezsmakowym?) jogurtem
OdpowiedzUsuńpierwszy raz komentuje, pozdrawiam!
M, nie probowalam nigdy...chyba:) Ale zapamietam. Serdecznosci.
UsuńDo kompotu! Mniam :)
OdpowiedzUsuńUsciski dla Was Dziewczyny! Milego weekendu:)
OdpowiedzUsuńbardzo lubię :)
OdpowiedzUsuńja ostatnio okupuję śliwkę węgierkę ;)
No to z porzeczkami mamy podobnie, jako dziecko lubiłam je jako ewentualny dodatek do czegoś, albo pod maminego postacią dżemu. Kilka lat temu odkryłam je na nowo, a teraz w moich ciążowych apetytach na kwaśne zjadam większość podczas obierania :)
OdpowiedzUsuń