Uwielbiam tutaj to, że wszyscy są bardzo mili i że w sekundę przechodzą na angielski, bez żadnych problemów. Bo inaczej to...:)
Moglibyśmy się
poddać niezbyt udanej passie, która towarzyszy nam tutaj od początku. Na
szczęście coraz częściej przyjmujemy przeciwności z uśmiechem na ustach i
zamiast oczekiwań, uczymy się na nowo; życia w dużym mieście i siebie.
No i jesteśmy o krok do przodu, lampa w jednym pokoju już wisi...Jeszcze tylko 6;)
cieszę się, że się powoli aklimatyzujecie, a co do lamp, mieszkam od roku i nadal połowa gołych żarówek dynda ;)
OdpowiedzUsuńBrawo za nastawienie Aguś! :)
OdpowiedzUsuńEee jedna lampa to już sporo! Ja w pokojach mam awangardę - piękne czarne kable zakończone żarówką :D
Buziaki!
Mam nadzieję, że ta zła passa to jednak nic poważnego i niedługo się skończy!
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki za Was:)
Piękne kolory na zdjęciu!
Uściski:))
Jo, przynajmniej zarowki macie:) My tylko mala, przenosna lampke, ktora w zaleznosci od potrzeby swiatla laduje w danym pomieszczeniu;)
OdpowiedzUsuńAlucha, podoba mi sie taka awangarda:) Usciski.
Olliveto, zaczelismy sobie zartowac z tych naszych przeciwnosci losu. Codziennie cos:) Dziekuje i sciskam serdecznie.
trzymam kciuki za pomyślną instalację w nowym miejscu (lamp też:))!
OdpowiedzUsuńDeli, dziekuje bardzo:)
OdpowiedzUsuńAgnieszko, powodzenia! Z czasem będzie lepiej, początki zawsze są trudne.
OdpowiedzUsuńSama żarówka często też ma dobrą prezencję:-)
Heidi, dziekuje. Ostatnio nawet stwierdzilismy, ze materac na podlodze i nasz kemping w domu tez jest ok;)
Usuńbędzie dobrze, zobaczysz. dobrze, że ludzie są mili. to bardzo dużo. trzymam kciuki :)
OdpowiedzUsuńDzieki Owiecko :)
Usuńale widok! ;-)
OdpowiedzUsuńBędzie dobrze, Agnieszko! Z takimi pozytywnymi ludźmi wokół nie może być inaczej!
Jagodo, pewnie bede Was jeszcze troche zanudzac widokami z naszego 19-pietra:)
UsuńZ pewnością nie zanudzasz!
Usuń'nie może ciągle padać' będzie dobrze, na pewno :)
OdpowiedzUsuńnajważniejsze jest Wasze pozytywne nastawienie i mili ludzie wokół
ja z mężem w ciągu ostatnich ośmiu lat dwa razy uczyliśmy się siebie, mieliśmy dwie roczne rozłąki na różnych etapach naszego życia i muszę Ci powiedzieć, że za każdym razem było lepiej :)
pozdrawiam ciepło :)
Gosiu, podziwiam za te roczne rozlaki. Ja sie na takie cos nie nadaje:)
UsuńUsciski.
O, na prawdę, tyle przeciwności?
OdpowiedzUsuńTeraz już musi być lepiej!
Trzymam kciuki, aby było! :))
Toniu, codziennie cos, ale juz lepiej sobie z tym radzimy:)
UsuńDziekuje!
Początki bywają okrutnie ciężkie. Pamiętam jak na początku nikt nie chciał parze wynająć pokoju... i jak kilka dni pod rząd pieszo w zimowym deszczu błądziliśmy po mieście szukając pokoi do wynajęcia... i jedyne dostępne miało zamiast okna szybki w metalowej oprawie... więc mielismy temperaturę jak na zewnątrz. brrrrr...
OdpowiedzUsuńBędzie dobrze! :-)
Uwyspiona, o ja! I ja narzekam a mielismy zalatwione mieszkanie jeszcze przed przylotem. Nic tam, juz sie zamykam i nie narzekam bo az glupio:)
UsuńNiesamowite kolory! Będzie dobrze, zobaczysz! Nie może być inaczej!
OdpowiedzUsuńAgnieszko można prosić o Twojego maila, bo chciałam napisać;)
Uściski!
Aniu, mam taka nadzieje. Nie, wlasciwie to wiem, ze bedzie dobrze, tylko troche wody w holendersdkich kanalach musi uplynac;)
UsuńA moj email to picccata@gmail.com
Usciski.
Zielone-buty, usmiecham sie do Twoich ":))" :)
OdpowiedzUsuńCiekawa jestem Agnieszko jak odbierasz Europe - czy duze sa roznice w zyciu? Na pewno trudno na poczatku sie zaasymilowac - obojetnie gdzie, bo wszystkiego trzeba sie uczyc od nowa. Ale wszedzie dobrze tam gdzie jestescie razem, bo wiadomo - gdzie serce, tam i dom bedzie:)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam z bardzo slonecznego!:) oregonu
Aniu, roznice sa. Moja Przyjaciolka twierdzi, ze tez mialam na poczatku klopoty z przystosowaniem sie do zycia w Stanach, ja tego nie pamietam, wiec pewnie szybko przeszlo:) W Stanach bylo nam latwiej na poczatku, to na pewno. Ja to okreslam, ze nie bylo tak "sztywno".
UsuńA z takim codziennych spraw to najbardziej, do tej pory, denerwuje mnie to, ze wszedzie ludzie pala. Jestem bardzo wyczulona na tym punkcie i nie moge tego zniesc:)
Usciski do slonecznego Oregonu z zachmurzonego Rotterdamu:)
PS Za Oregonem tesknimy baaaardzo:)
oj to prawda z tymi papierosami, ja rowniez jestem na to uczulona:(
UsuńAguś Kochanie, mój mail dotarł?
OdpowiedzUsuńSlonce, dotarl:) Wlasnie odpowiedzialam:) Buziaki i uwazajcie tam na siebie dzisiaj!!
UsuńAguś,nie napisze nic odkrywczego, nic co nie zostało juz powiedziane...może tylko tyle, że w całym tym zamieszaniu, to Wy jesteście najważniejsi!
OdpowiedzUsuńPS cały czas nie dociera do mnie, że Was juz tutaj nie ma...i chyba na zawsze zostaniecie dla mnie Para z Oregonu:):):)
Uściski!
Agnieszko, do mnie tez dociera bardzo powoli. Caly czas wracam myslami do Oregonu :) Usciski!
UsuńJeszcze 6 lamp? ;)
OdpowiedzUsuńmy też się przeprowadziliśmy, co prawda właściwie w obrębie tej samej dzielnicy więc to bez porównania z Waszymi wojażami.
A dziś okazało się, że mieszkamy w bloku z moimi koleżankami ze studiów tak więc może i Ty spotkasz kogoś znajomego :)
uściski i cudownego odkrywania nowego miejsca!
Eljotynko, jeszcze tylko 4;) Dwie juz powiesilam:)
UsuńUsciski i duzo dobrego w nowym miejscu!
Trzymaj sie i powodzenia.
OdpowiedzUsuńWidok z 19 pietra cudowny.
usciski A
Aniu, dziekuje. Codziennie rano z usmiechem na ustach otwieram drzwi balkonowe :) Usciski.
UsuńOby poszło Wam szybciej niż mojemu mężowi, który na 3. rocznicę slubu przywiesił głosniki, do dyndających tyle czasu kabli ze ściany ;)
OdpowiedzUsuńJoanno, cos czuje, ze tez na rocznice przeprowadzkowe za rok czy dwa, bedziemy wieszac;)
UsuńPiękny widok macie Agnieszko! Powodzenia w urządzaniu mieszkania!:) Pamiętam jak przyjechałam pierwszy raz do M. do Niemiec w mieszkaniu (po 2 miesiącach mieszkania!) był jedynie materac i szafa...więc szybko zaciągnęłam go do sklepu i kupiliśmy stół i krzesła żebyśmy jakoś obiad normalnie mogli zjeść:) potem poszło już jak po maśle:)
OdpowiedzUsuń