Zawsze dobre jedzenie podnosi mnie na duchu (i nie chodzi mi o objadanie się czy podjadanie).
Ostatnie dwa dni Doktorant po porannego buziaka musiał zaglądać pod kołdrę (bez skojarzeń, proszę!!;). Zakopywałam się pod kołdrą i nie chciało mi się nic. Wstawanie było męczarnią. Znam się na tyle dobrze, że wiem że dobre śniadanie i zapach kawy są w stanie przegonić nadtrętne myśli...chociaż na chwilę. Potem myśl o obiedzie, potem o kolacji...i tak dociągam do końca dnia z chwilami radości przy talerzu.
Kurczę, chciałabym, żeby czasy w których pocieszałam się tabliczką czekolady minęły..
OdpowiedzUsuńUwielbiam naleśniki, ale jakoś tak zawsze szkoda mi czasu, żeby je robić na śniadanie.
Pozdrawiam!
Ja tez;), ale chyba jeszcze nie wyroslam;);)
Usuń"pick me up" faktor dobrze mi znany;)
Dziewczyny, i na zdrowie:) Każy ma swoje pocieszajki;)
UsuńNadal uwielbiam czekoladę, ale całej tabliczki nie zjem:) Wolę pięć naleśników;)
Też pociesza mnie jedzenie i przygotowywanie go. Jak już się zbiorę w sobie to mogę kilka godzin spędzić w kuchni i... humor znacznie lepszy :)
OdpowiedzUsuńAlucha, no właśnie o to chodzi...tylko jeszcze, żeby potem ktoś za nas kuchnie posprzątał;)
UsuńNaleśniki wypełnione po brzegi twarogiem to smak mojego dzieciństwa. Teraz to się ładnie nazywa comfort food :)
OdpowiedzUsuńUwielbiam :)
Całusy!
Ewelinko, te też były z twarogiem i to polskim:) Oj tam comfort food, pocieszajki to są;)
Usuńteż uwielbiam pocieszać się jedzeniem... naleśniczki, chlebuś, makaronik :)) tym sposobem mam 2 kg dodatkowe w ciągu ostatniego miesiąca ;)
OdpowiedzUsuńIda, ojej:) Ale 2kg to jeszcze szybciutko można zrzucić zanim wiosna przyjdzie;)
Usuńmam nadzieję, że to tylko przez tegoroczną leniwą wiosnę ;)
OdpowiedzUsuńGosiu, pewnie tak...przynajmniej Doktorant tak twierdzi:)
UsuńChociaż dzisiaj już było słońce...jest szansa na pierwszy wiosenny bieg w tym tygodniu (mam nadzieje, że nie wykrakałam jakiś wichur czy opadów) ;)
Ja tez tak często robię. Takie male rzeczy daja wiele radosci.
OdpowiedzUsuńOby wiosna juz zagoscila u nas!:)
Olliveto, wszyscy ją nawołują a ona nas olewa:)
UsuńUwielbiam naleśniki. Najszczęśniejszej robię je w samotny weekend, gdy K. nie ma, bo on nie przepada jakoś specjalnie za mącznymi rzeczami typu naleśniki czy kluski na parze :) A ja wręcz uwielbiam! :)
OdpowiedzUsuńJagodo, ja też uwielbiam:)
UsuńWłaściwie czemu by nie naleśniki na świąteczne śniadanie :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam z Rotterdamu ;)
Elka, o jak miło:) Serdeczności!
UsuńMarzą mi się takie naleśniki z polskim twarogiem...to już niedługo:) A jedzenie i przygotowywanie go o tak to sama radość, zwłaszcza jeśli można ją z kimś dzielić:)
OdpowiedzUsuńJak zawsze przepysznie i pieknie, nastrojowo :) Wysylam i ja buziaka :) spoznionego :)
OdpowiedzUsuń