27 mar 2013

Pocieszam się.

Są dni, w które lubię pocieszać się jedzeniem. I nie jest to tabliczka czekolady...na szczęscie te czasy już mineły :) Przyjemnością są naleśniki na śniadanie (to wczoraj), obiad "z niczego",  który okazuje się doskonałym daniem akurat w dniu w którym najmniej chciało mi się gotować, chwilka przed obiadem z kawałkiem koziego sera z pesto i lampką wina (to dzisiaj), kawałek domowego chleba z masłem i dżemem a do tego gorzka herbata...i mogłabym tak wymieniać bez końca.
Zawsze dobre jedzenie podnosi mnie na duchu (i nie chodzi mi o objadanie się czy podjadanie).
Ostatnie dwa dni Doktorant po porannego buziaka musiał zaglądać pod kołdrę (bez skojarzeń, proszę!!;). Zakopywałam się pod kołdrą i nie chciało mi się nic. Wstawanie było męczarnią. Znam się na tyle dobrze, że wiem że dobre śniadanie i zapach kawy są w stanie przegonić nadtrętne myśli...chociaż na chwilę. Potem myśl o obiedzie, potem o kolacji...i tak dociągam do końca dnia z chwilami radości przy talerzu.


19 komentarzy:

  1. Kurczę, chciałabym, żeby czasy w których pocieszałam się tabliczką czekolady minęły..
    Uwielbiam naleśniki, ale jakoś tak zawsze szkoda mi czasu, żeby je robić na śniadanie.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez;), ale chyba jeszcze nie wyroslam;);)
      "pick me up" faktor dobrze mi znany;)

      Usuń
    2. Dziewczyny, i na zdrowie:) Każy ma swoje pocieszajki;)
      Nadal uwielbiam czekoladę, ale całej tabliczki nie zjem:) Wolę pięć naleśników;)

      Usuń
  2. Też pociesza mnie jedzenie i przygotowywanie go. Jak już się zbiorę w sobie to mogę kilka godzin spędzić w kuchni i... humor znacznie lepszy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alucha, no właśnie o to chodzi...tylko jeszcze, żeby potem ktoś za nas kuchnie posprzątał;)

      Usuń
  3. Naleśniki wypełnione po brzegi twarogiem to smak mojego dzieciństwa. Teraz to się ładnie nazywa comfort food :)
    Uwielbiam :)
    Całusy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewelinko, te też były z twarogiem i to polskim:) Oj tam comfort food, pocieszajki to są;)

      Usuń
  4. też uwielbiam pocieszać się jedzeniem... naleśniczki, chlebuś, makaronik :)) tym sposobem mam 2 kg dodatkowe w ciągu ostatniego miesiąca ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ida, ojej:) Ale 2kg to jeszcze szybciutko można zrzucić zanim wiosna przyjdzie;)

      Usuń
  5. mam nadzieję, że to tylko przez tegoroczną leniwą wiosnę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiu, pewnie tak...przynajmniej Doktorant tak twierdzi:)
      Chociaż dzisiaj już było słońce...jest szansa na pierwszy wiosenny bieg w tym tygodniu (mam nadzieje, że nie wykrakałam jakiś wichur czy opadów) ;)

      Usuń
  6. Ja tez tak często robię. Takie male rzeczy daja wiele radosci.
    Oby wiosna juz zagoscila u nas!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olliveto, wszyscy ją nawołują a ona nas olewa:)

      Usuń
  7. Uwielbiam naleśniki. Najszczęśniejszej robię je w samotny weekend, gdy K. nie ma, bo on nie przepada jakoś specjalnie za mącznymi rzeczami typu naleśniki czy kluski na parze :) A ja wręcz uwielbiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Elka/Rotterdam29 marca 2013 16:23

    Właściwie czemu by nie naleśniki na świąteczne śniadanie :)
    Pozdrawiam z Rotterdamu ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Marzą mi się takie naleśniki z polskim twarogiem...to już niedługo:) A jedzenie i przygotowywanie go o tak to sama radość, zwłaszcza jeśli można ją z kimś dzielić:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak zawsze przepysznie i pieknie, nastrojowo :) Wysylam i ja buziaka :) spoznionego :)

    OdpowiedzUsuń

Pozdrawiam :)