Nie tak dawno temu jeden z kasjerów w sklepie zapytał się mnie skąd jestem. Zamarłam przez momenet! Po pierwsze, dawno nie słyszałam tego pytania. Po drugie, jest to jedno z pytań, którego po prostu nie lubię (dłłłługa historia). A po trzecie, co mu po tym, że mu powiem, że jestem z Polski?! I tak pewnie zrozumie Holland zamiast Poland :)
Facet zbił mnie z tropu. Chyba sam się bardzo zdziwił widząc moją jeszcze bardziej zdziwioną minę. Po chwili, jak już się otrząsnęłam i dotarło do mnie, że przecież jestem dobrze wychowana (buziaki dla rodziców:)), odpowiedziałam mu oczywiście, że jestem z Polski.
Długo nie dawało mi to spokoju. Bo szczerze, to nie obroniłabym się w dłuższej konwersacji o życiu w Polsce. Od dawna nie wiem jak to jest mieszkać i żyć w Polsce. Od prawie 8 lat nie ma mnie w Polsce i jedyne co obecnie łączy mnie z Polską to moja rodzina i dwie przyjaciółki. I z roku na rok coraz ciężej jest mi wyrażać opinie o Polsce, po polsku, a o pisaniu nie wspominając (m.in stąd ten blog ;)).
Od lat moim codziennym językiem jest angielski i niemiecki. Mieszkałam przez "chwilę" w Niemczech, teraz "drugą chwilę" mieszkam tutaj. I jak już kiedyś wspomniałam, nie przywiązuję się do miejsc ale do ludzi. Zatem wielu negatywnych opini o Teksasie czy Oregonie ode mnie nie usłyszycie bo jestem jedną z tych, która niewiadomo skąd ma szczęście do ludzi i nawet nieznajomi na ulicy się do mnie uśmiechają i są serdeczni. Podoba mi się, gdzie mieszkam/mieszkałam.
Nigdy nie miałam przykrości z powodu bycia "nietutejszą" - czy to w Niemczech, w Turcji czy w Stanach. I mimo, że Oregon jest o wiele lepszym miejscem do życia od Teksasu, to nawet z Teksasem mam bardzo miłe wspomnienia.
Wszelkiego rodzaju "cultural immersions" czyli tzw. "zanurzanie" sie w kulturze danego kraju przeszły gdzieś obok mnie...tak jakby nie dotyczyły mnie samej a kogoś innego. A do każdej sytuacji staram się podchodzić przeważnie tak samo - z uśmiechem i z przekonaniem, że dam radę :) Dlatego nie traktuję mojego mieszkania w Stanach jako czegoś wyjątkowego.
A dlaczego o tym piszę? Bo pytanie kasjera obudziło refleksje, o których już dawno zapomniałam. Skąd jestem? I coraz częściej rozumiem jak ktoś siebie określa mianem"citizen of the world" - czyli obywatelem świata.
Wiem, gdzie się urodziłam ale wychodzę z założenia, że każde doświadczenie jest pewnego rodzaju lekcją wychowania. Do Polski pewnie nigdy nie wrócę na stałe. Dlatego, czy fakt, że urodziłam się w Polsce i spędziłam tam prawie 21 lat jest wystarczający, żeby przez kolejne lata na pytanie "skąd jesteś" odpowiadać, że z Polski? Dlaczego dokumenty takie jak świadectwo urodzenia i paszport, mają określać moją przynależność? Tak, rodzinę mam z Polski..ale moja rodzina i dzieci będą już "trójwymiarowe" - rodzice z dwóch różnych krajów mieszkający w trzecim...i wtedy pytanie "skąd jesteś" nie będzie już takie proste...
Agnieszko,stawaisz sobie pytania i znajdujesz na nie odpowiedzi.Oczywiście wiesz, skąd jesteś, z Polski.Jestesmy stąd,gdzie się urodziliśmy. A kolejne kraje,gdzie mieszkałaś to Twoje tymczasowe miejsca.Nie przywiązujesz się do nich,jak sama piszesz.No i tu jest Twój dom,gdzie teraz jesteś.
OdpowiedzUsuńJa zawsze gdziekolwiek wyjeżdżam,mieszam się z tamtejszą rzeczywistością,postrzegam jako tymczasowe miejsce postoju.
Ciepło Cię pozdrawiam!
Amber, oczywiście zawsze na tak postawione pytanie odpowiem, że z Polski. Sądzę jednak, że z czasem będzie mi coraż ciężej "opowiadać" o Polsce...poza oczywistymi tradycjami wyniesionymi z domu. A jak pojawią się dzieci, to już wogóle będzie "galimatias" kulturowy:) Miłego tygodnia!
OdpowiedzUsuńBardzo mądre przemyślenia, z którymi w 100% się zgadzam, chociaż galimatiasem kulturowym bym się nie przejmowała. Moi rodzice są z różnych miast, ale ja urodziłam się w Gdyni i stamtąd pochodzę. Natomiast teraz jestem "z Warszawy" ponieważ tu mieszkam od kilku lat. Tak, jak Ty w tej chwili jesteś z Oregonu, ale pochodzisz z Polski. Tak ja to widzę. A Wasze dzieci "będą z USA" :-) i tyle!
OdpowiedzUsuńPS. "I tak pewnie zrozumie Holland zamiast Poland :)" - jakie to częste, prawda? :))))
Nie mieszkam w Polsce juz od ponad dwudziestu lat, spedzilam tam mniej niz polowe mojego zycia, ale na pytanie skad jestem (bo tutaj slysze to pytanie przynajmniej raz dziennie), zawsze odpowiadam bez namyslu, ze z Polski. Tyle ze tutaj malo kto wie co ta Polska jest i gdzie lezy. I mimo ze mieszkalam do tej pory w kilkunastu roznych krajach na kilku roznych kontynentach, to jednak okreslenie "citizen of the world" mnie drazni. Z tego co zaobserwowalam, uzywane jest glownie przez tych ludzi, ktorzy z jakiegokolwiek powodu wstydza sie przyznac skad pochodza.
OdpowiedzUsuń;) mogłabyś odpowiedzieć "urodziłam się w PL, a jestem z Oregonu" ;) co Ty na to? :)
OdpowiedzUsuńP.S. Agnieszko :) no właśnie na to liczę :) na tę ogromną radość jeśli w końcu uda mi się kupić moją Małą Kleo :)
A co Ty planujesz na Dzień Dziecka? :)
OdpowiedzUsuńAgnieszko
OdpowiedzUsuńten wpis to jak telepatia:)noszę się z zamiarem opuszczenia PL,wprawdzie inne rejony niż Twoje ale z PL coraz mniej mnie mentalnie łączy. poczucie niepasowania,nieprzystawalności. nigdy nie rozumiałam tego co kryje się pod stwierdzeniem "jakie to polskie"(cwaniakowanie, bumelactwo,egoizm rozdęty do granic, i kierowanie się doktrynami "jak zarobić by się nie narobić" i "zastaw się a postaw się". wiem-same negatywy ale tak to widzę)
coraz częściej czuję się jakbym urodziła się w "nie tym kraju"
pozdrawiam serdecznie!
Czasem się zastanawiam czy byłabym w stanie wyjechać i czasem żałuję, że tego nie zrobiłam. Ale nie dlatego, że tu mi źle. Ale dlatego że nie wiem jak to jest. Myślę, że takie oderwanie od korzeni trochę działa oczyszczająco do pewnego stopnia.
OdpowiedzUsuńPodpisuje sie pod tym co napisalas.
OdpowiedzUsuńMnie czasami bardzo drazni to pytanie: where are you from? Anglicy zadaja je notorycznie i gdy czasem mam dosc to odpowiadam po prostu: I am from Oxfordshire :)
Owiecko, jak ja lubię Twoje klarowne "rozwiązania" :):) A o "Holland-Poland" to można by książkę napisać :)
OdpowiedzUsuńDwakoty, dla mnie tzw. "obywatel świata" kojarzył się zawsze z nijakością. Bo jeśli wszystkiego ma po trochu a żadnych konkretów to musi być nijaki:) Ale potrafię zrozumieć jeśli ktoś po części czuje się w zawieszeniu pomiędzy różnymi krajami/kulturami, w których zostawił swój ślad, i ogólnie określi siebie jako "citizen of the world". Ale jeśli wstydzi się swojego pochodzenia, to jest tylko i wyłącznie żałosne....No może, "żałosne" to za ostre słowo! Ale na pewno jest to smutne.
Mi, wiesz jeśli wywiązuje się dłuższa rozmowa to jasne, że odpowiadam bardziej szczegółowo:) Ale niekoniecznie w sklepie z zupełnym nieznajomym:)
p.s. na dzień dziecka nic nie planuję:) Ale co roku obchodzę...rodzice nigdy nie zapominają :)
Mimi,
Ja z Polski nie "uciekałam" przez niczym i nie wyjechałam też "w poszukiwaniu" czegoś. U mnie tak po prostu wyszło, że wyjechałam na studia i już nie wróciłam. Ale z ogromną radością zawsze wracam w odwiedziny, bo bardzo tęsknie. Szkoda, że masz niemiłe doświadczenia i poczucie niepasowania. Dokądkolwiek wyjedziesz, życzę Ci abyś odnalazła to miejsce, w którym poczujesz się szczęśliwa i spełniona:) Serdeczności!
Deli, ja też nie wyjechałam bo było źle. Tak wyszło:) I nigdy nie żałowałam swojej decyzji a poźniej już naszych decyzji o kolejnych przeprowadzkach. A "oderwanie się od korzeni" dało mi możliwość przewartościowania pewnych spraw. Ach, i za każdym razem jak jestem w Polsce to wszystko "smakuje" jeszcze lepiej niż poprzednim razem:)
Magdo, świetny patent:) Ale u mnie, z moim akcentem, to chyba nie przejdzie jak odpowiem "I'm from Oregon...at least for now" ;)
Ja tez mam akcent i czasami mnie pytaja skad on jest (kolejny sposob na zadanie pytania: where are you from). Zawsze kaze zgadywac i nigdy nikt nie potrafi tego akcentu rozpracowac. Bo juz nie polski ale jeszcze nie brytyjski - mam taki dosyc specyficzny, bardzo moj :)
OdpowiedzUsuńDuzo podrozuje sluzbowo i prywatnie wiec pytanie pojawia sie czesto. Ja na takie pytanie odpowiadam, ze urodzilam sie w Polsce, mieszkam w Wiedniu, pracuje w Europie.
OdpowiedzUsuńDo Polski mam blisko niemniej jednak czas spedzany z rodzina i przyjaciolmi zmieniamy teraz na "jakosc" a nie "ilosc".
Dodatkowo zauwazylam, ze teraz bardziej "promuje" Polske wsrod znajomych :-)
pozdrawiam cieplo Ania
p.s. mysle, ze jezeli powiekszy nam sie rodzina to beda w domu trzy jezyki urzedowe ;-)
Aniu, z tym "promowaniem" Polski też tak mam:) Jest wiele rzeczy, które w Polsce i tym co polskie mi się podoba i za którymi tęsknie. I po wyjeżdzie zaczęłam doceniać pewne aspekty "polskości", których wcześniej nie zuważałam. A z tymi trzema językami urzędowymi to będzie dopiero jazda ;) U nas też:) Uściski!
OdpowiedzUsuńMyślę, że ten problem dotyka już w dużej mierze młodych ludzi żyjących właśnie w Polsce i to jest na prawdę smutne...nie wiedzą juz z czym się identyfikować, co chwalić a na co narzekać.Bacznie obserwuje co się dzieję w Polsce, dużo rozmawiam z rodziną, a na takie pytania odpowiadam z uśmiechem , bo przecież każdy gdzieś ma swoje korzenie, których mimo wszystko nie powinien się wstydzic:)))
OdpowiedzUsuńEvo, zgadzam się. Problemy z tożsamością, kim się jest i skąd pochodzi, są bardzo trudne i poważne. Różnorodność doświadczeń, które ludzie w dzisiejszych czasach zdobywają, nie ułatwiają zazwyczaj określenia "siebie". Obawiam się, że podobny problem może mieć moje i E. dziecko w przyszłości. Mam nadzieję, że uda nam się tego uniknąć.
OdpowiedzUsuńJa wiem gdzie są moje korzenie i chętnie o nich opowiadam bo bardzo lubię wracać wspomnieniami do Polski i tego co polskie. Ale i tak nie lubię jak się mnie ktoś obcy i niespodziewanie pyta skąd jestem. A na dodatek nie pytając się najpierw o imię. Czuję wtedy, że ta osoba jest pewnego rodzaju "intruzem" - tak jak by ktoś wszedł do mojego domu bez wcześniejszego pukania :)
Agnieszko, czytam i uśmiecham się. Bo mam podobne wrażenia. A w Chinach pytanie "skąd jesteś?" słyszę czasem częściej, niż raz na dzień. Ponieważ umiem powiedzieć to po chińsku nie zdarza się zbyt często pomyłka typu Holland-Poland, natomiast uwielbiam, kiedy w odpowiedzi słyszę "mmmm beautiful country" :))
OdpowiedzUsuńMój dom teraz jest tutaj, za kilka lat pewnie będzie, gdzie indziej. Nie ma to dla mnie znaczenia. Wtapiam się w nowe kultury bez żadnego problemu. Ważne, że mam przy sobie męża, reszta jest mało ważna. Nie wyobrażam sobie jednak powrotu do Polski. Ten temat często przewija się w naszym domowym zaciszu, ale myślę, że my już tam po prostu nie pasujemy. Chyba za dużo widzieliśmy; zobaczyliśmy, że gdzie indziej może żyć się inaczej i lepiej, a dlaczego u nas w kraju ciągle to takie trudne? [choć muszę zaznaczyć, że nie wyjechaliśmy z tego powodu-tak samo wyszło] Lubię wpaść w odwiedziny, spotkać się z bliskimi, zjeść coś polskiego, słyszeć polski na ulicach, pojechać na wycieczkę.
I nie zgodzę się z komentarzem, że określenie "citizen of the world" jest negatywne. To jest po prostu tak, że w przeciwieństwie do ludzi nie wyjeżdżających z kraju, my odwiedzamy swoich znajomych zagranicą-ten mieszka tu, ten tam, to coś, jak dwa miasta w Polsce, a na wesele do znajomych nie jedziemy na drugi koniec Polski tylko na inny kontynent :)
Mam tak samo - tez sie podpisuje. Ja nie mieszkam w Polsce od 13 lat, i nie tesknie za krajem - jedynie za rodzina i przyjaciolmi. I tak samo nie lubie odpowiadac na pytanie "skad jestes" - zbyt skomplikowane:)
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńjak mnie zawsze wkurza to "Holland", przecież mówię, że z Poland!
OdpowiedzUsuńEmmo, no w Chinach to się wyróżniasz i nie dziwię się, że pytanie o pochodzenie jest takie częste:) Ze znajomymi/przyjaciółmi na różnych kontynentach i w różnych krajach mam podobnie i nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej:)
OdpowiedzUsuńAhora, dokładnie! ja jeszcze nie lubię "small talk" :) Nie mam problemu, żeby o sobie opowiadać ale tylko wtedy kiedy rozmówca jest naprawdę zainteresowany...a "where are you from" nie zaliczam też do formułki grzecznościowej więc takie pytanie znienacka mnie po prostu wkurza:)
Zielone-buty, no właśnie!
Agnieszka, tyle bym chciała napisać w tym temacie. Ale chyba jeszcze nie potrafię. Zmienia mi się z dnia na dzień jak w kalejdoskopie. Jasne, jestem from Poland i zawsze będę, gdziekolwiek nie wyląduję. Ok, reszta mysli jeszcze mi wiruje w nieładzie...
OdpowiedzUsuńJa to pytanie słyszę codziennie i bynajmniej nie ze względu na wygląd, jak Emma:) i śmieszy mnie zawsze ta mina pt "aaaa taaak, jasne, wiem, swietny kraj", lub odpowiedzi typu "o, wiem, mój sasiad był kiedys w Holandii".
mnie się Oregon kojarzy bardzo pozytywnie;)
Nana, no po tylu latach odpowiadania ciągle na te same pytania zadane przez zupełnie obcych mi ludzi... no nie mam na to już siły ;) Wkurza mnie to i tyle:) I właśnie te ich reakcje..."Oh, great country" - przecież większość z nich nawet nie wie, gdzie na mapie jest Holland a co dopiero Poland ;)
OdpowiedzUsuńZdaję sobie sprawę, że może to jest trochę moja reakcja na wyrost ale mam do tego prawo i już..bo tak jak mówisz pewne reakcje/odczucia jak się mieszka za granicą zmieniają się czasami szybciej niż o nich pomyślimy! Każdy dzień przynosi coś nowego, coś do czego nie jesteśmy przyzwyczajeni...taka ciągła prywatna "walka" i poszukiwanie odpowiedzi w sobie: podoba mi się czy nie? Dostosuję się czy nie? I tak w kółko, bez końca.
A Oregon fajny jest:) Ale Washington też:)
A to napiszę :)
OdpowiedzUsuńAgnieszko ja myślę, że jesteśmy stamtąd, gdzie nasze serce.
Moje serce mi zawsze mówiło, że tęskni za Polską.
Wiem, że jest tu ciężko, że mogłoby być lepiej pod wieloma względami, ale ja mocno wsiąkłam w naszą polskość, w jej kulturę. I jest mi z tym dobrze :)
Jeśli Tobie jest dobrze tam gdzie jesteś, to najważniejsze. Tam Twój dom gdzie Twoje serce ;)
Polko, oczywiscie! Zgadzam sie z Toba w calej rozciaglosci i szerokosci ;)
OdpowiedzUsuńMoje serce jest z mężem, który w naszym pięknym kraju by się nie odnalazł i dlatego, w przyszłości, mam nadzieję, że będziemy bliżej i Polski i Turcji. Bliżej naszych korzeni i rodzin, za którymi tęsknimy tak bardzo, że żadne słowa tego nie oddadzą. A z roku na rok obserwuję u siebie zwiększoną nostalgię do tego co w Polsce zostawiłam. A, że było to ponad 8 lat temu to sądzę, że i realia w PL się zmieniły i nie wiem jakby to było na nowo się dostosować do tamtejszego życia.