Doktorant zawsze odpowiada: Jasne, że pójdę.
I tak chodzimy. Za rękę. Pod rękę.
Czasem ja z tyłu z aparatem. Doktorant czeka i podśpiewuje. Czasem podśpiewuje ale nie czeka i ja dobiegam.
Mamy swoje ścieżki. Za każdym razem odkrywane na nowo. Czasem wczesnym popołudniem, innego dnia wieczorem. W poniedziałek znowu poszliśmy. Był repertuar po francusku. Doktorant języka francuskiego nie zna ale imitować potrafi każdy dźwięk. I tak przez całą drogę słuchałam "Je t'aime Josephine". Według Doktoranta piosenka miłosna Bonapartego do niewiasty o imieniu Josephine. Lubię z nim chodzić na spacery :)
Do następnego naszego "Pójdziesz ze mną na spacer?" i do następnej piosenki.
***
Miłego Dnia!

A moj ex-doktorant tylko w weekendy chetnie chodzi na spacery. W tygodniu po pracy juz nawet nie pytam bo odpowiedz jest zawsze negatywna :)
OdpowiedzUsuńMilego wtorku!
romantycznie i cudnie :)), mój tez każdy dźwięk naśladuje i śpiewa mi piosenki, od zawsze ;) uwielbiam spacery :)) z moim mężem to wiem o czym piszesz... ale piękne stópki ;))
OdpowiedzUsuńuściski, wreszcie jakieś słońce u nas wyjrzało ;)
;) każdy spacer jest magiczny na swój sposób :) wielu takich Ci życzę :)
OdpowiedzUsuńMiłego i spacerowego.
OdpowiedzUsuń;)
Ależ macie fajnie, że macie czas na spacery. Za rękę, pod rękę... :)
OdpowiedzUsuńNo tak, spacery...zawsze za rękę, póżnym najlepiej chłodnym wieczorem, tylko, ze mój P. nie śpiewa...całe szczęście;-))
OdpowiedzUsuńMiłego dnia!!
Pięknie! My również spacerujemy, bardzo dużo (szczególnie ja z Chłopcem:), ale M. ,jak tylko ma chwilę, też nietrudno wyciągnąć:) Tylko, jak ostatnio zuważył M., jakoś mniej okazji żeby potrzymać się za ręce:-) Pozdrawiamy!
OdpowiedzUsuńPiękny spacer!
OdpowiedzUsuńNastrojowe zdjęcia.
I jakie śliczne zdjęcia z tych spacerów przynosisz ;) Ja także uwielbiam spacery, także mamy swoje ścieżki, z których czasem zbaczamy ;) Ostatnio spacerujemy codziennie, a ja czasami mam ochotę na samotny spacer nocą ;) Taka terapia oswajania lęków ;)
OdpowiedzUsuńMadziu, to zrozumiałe. U nas nie ma „normalnej” pracy. E. jest teraz w domu cały czas i mogę go częściej wyciągać na spacery. Uściski!
OdpowiedzUsuńUlu, dzień bez śpiewu i tańca z moim E. to dzień stracony :)
No w końcu macie znowu słońce..u nas też, zaraz zalegnę na tarasie z książką :)
Ściskam!
Mała Mi, o tak! dzięki!:)
Holgo, dzięki! :)
Owiecko, cieszę się bardzo, że mamy na to czas :) buzka!
Agnieszko, u nas w domu to E. śpiewa a ja mam „zakaz” ;) Spokojnej nocy!
Mimi, no tak teraz masz dwóch Chłopców do trzymania za rękę :) Serdeczności!
Amber, dziękuję. Zawsze jest pięknie.
Kemotko, dziękuję. Ja wolę nie oswajać lęków :)
A w temacie lęków czytałam kiedyś książkę „The gift of fear” o tym, że lęk jest częścią naszej intuicji, która może nas w wielu wypadkach uchronić od złego - tak mi się skojarzyło ;)
Szalenie przyjemnie się czytało ten wpis:) A pierwszy kolaż taki świeży, wręcz wiosenny:) Pięknie!
OdpowiedzUsuńDeli, :) dziekuje!
OdpowiedzUsuńbrzmi jak dotlenianie duszy :-) tez lubimy i praktykujemy.
OdpowiedzUsuńsuper pierwszy kolaz z japonkami :-)
Aniu, dotlenianie duszy brzmi super:)
OdpowiedzUsuń