Bo tak to jest jak się ma coś pod nosem. Zazwyczaj albo nam powszednieje albo tego nie zauważamy. Mijaliśmy ten sklep wiele razy ale dopiero w sobotę przy okazji wypadu na lody weszliśmy do środka. Jest to sklep połączony z mini muzeum Nike. Eugene słynie z lekkoatletyki i jest określane mianem "Track Town" (track=bieżnia) Prawie pod samym domem mamy bieżnię i nawet ścieżki do biegania. Wielu ludzi biega tutaj namiętnie i wprowadzają mnie w kompleksy...:)
Nike zostało założone przez Bill Bowerman i Philip Knight w 1964 w Eugene (oficjalna nazwa Nike weszła w życie 1978, wcześniej firma nazywała się Blue Ribbon Sports). Philip Knight był znanym lekkoatletą na tutejszym uniwersytecie a Bill Bowerman jego trenerem. Na początku sprzedawali buty sportowe importowane od japońskiej firmy z bagażnika samochodu przed zawodami lekkoatletycznymi. W 1971 wyprodukowali pierwsze buty do gry w piłkę nożną o nazwie Nike. A później tak się rozwineli, że aż zaczeli tracić reputację w związku z łamaniem praw człowieka w swoich fabrykach w Azji...
***
A wybraliśmy się na lody bo pyszny sorbet czekoladowy był już tylko wspomnieniem. A wiadomo, latem dzień bez lodów to dzień...bez lodów :) Sobota była dniem lodów. Takich, że mam lodów dosyć do następnego lata. No chyba, że sama jakieś zrobię. Lody, które z uwielbieniem jadłam w Teksasie smakują tak samo w Oregonie. Tylko, że mi już nie. Jejku mejku jakie one słodkie. Nie dałam rady dokończyć swojej porcji bo zasłodziłabym się na kolejne lata a przecież jest jeszcze tyle pysznych deserów do wypróbowania. E. się ze mnie śmiał (mimo, że też miał minę nietęgą kończąc swoją porcję) jak mu powiedziałam, że mi smak wydoroślał :) No co, chociaż coś :)
Zawsze ciągnie nas w te same tereny...książki kucharskie i przewodniki. Takie nasze "palcem po mapie" i "łyżką w garnku".
A na koniec nie ma to jak dobre rady...
| wykorzystaj każdą przewagę... |
I jeszcze jedna porada... :)
| Nie jesteś twoim mózgiem :) |
| Każda chwila w roku ma swój urok. *** Miłego Dnia! :) |


Fajny niedzielny post Agnieszko.Bardzo miło czytało mi się przy kawie.Jestem w dobrym nastroju i poznałam parę nowości dzięki Tobie.
OdpowiedzUsuńSłonecznej niedzieli!
Oj, tak, Agnieszko, każda chwila ma swój urok... Ale doceniamy to tylko wtedy kiedy nie jesteśmy zmęczeni...( przetestowane), bo zmęczenie odbiera dużo pozytywnych emocji..., ale nie o tym teraz, teraz zmęczenia nie ma - jest kawa jak u Amber:) i jest niedziela:)
OdpowiedzUsuńA o Nike dobrze się dowiedzieć, bo ze sportowych najbardziej lubię właśnie te:), ale ten wyzysk - nieładnie...
Serdeczności na dobry dzień posyłam!
Kupiłam ostatnio loda w sklepie, był niejadalny:(chyba w końcu muszę zrobić swoje:)
OdpowiedzUsuńMasz rację, każda chwila ma swój urok:))
pozdrawiam!
Jaka idealna notka na niedzielny poranek!
OdpowiedzUsuńWprawdzie nie udało mi się jej zgrać z kawą, ale i tak jest miło.:)
Lody, lody, LODY...
Moje ulubione, nie wiem czy tylko w Oregonie, pewnie nie, ale w Nowym Jorku, ani w New Jarsey ich nie widziałam - Tillamook - The Peanut Butter Chocolate...
Myślę, że nie ma takiej ilości TYCH lodów, której nie dałabym rady.:)
Na moje nieszczęście.;(
Ja czytam wlasnie z kawa w rece :) Adzien bez lodow, to i dla mnie dzien 'stracony' ;)
OdpowiedzUsuń'Porady' do mnie przemawiaja, szczegolnie o ostatniej nie powinnam zapominac... ;)
Pozdrawiam serdecznie! I milej niedzieli zycze Agnieszko :)
PS. Lody 'The Peanut Butter Chocolate' o ktorych wspomina Lekka beda mi sie chyba teraz snic po nocach... ;)
Zgadzam się z pierwszym zdaniem! Dopiero gdy to tracimy zaczynamy doceniać to co mieliśmy..Dla mnie teraz zwykły wypad na lody w tej głuszy to prawie jak ekscytująca wycieczka na drugi koniec kraju;)) A Emersona cytat powinnam powiesić w kluczowym miejscu mieszkania. Deszcz i szarość wokół zdecydowanie za bardzo mnie dołują:) Wspaniałej niedzieli:)
OdpowiedzUsuńOstatni cytat dla mnie ;) Zdjęcie z lawendą i krzesłami w lodziarni przecudne!!! Wszysh inne też, ale te mnie szczególnie zachwyciły.
OdpowiedzUsuńA sorbet z Twojego przepisu smakował bardzo nam i naszym przyjaciołom. Zniknął w sekundę, chyba nie będę już kupowała nigdy gotowych lodów, a sama je robiła ;) I śmiesznie, bo u Ciebie była lodowa sobota, u mnie także, ale niedziela również będzie lodowa, lecz tym razem w lodziarni ;) Chyba, że lunie, bo w Warszawie zbiera się na deszcz.
Piekne zdjecia! Ja uwielbiam lody! Wloskie sa przepyszne ale i kaloryczne :) Chociaz, raz na jakis czas nie zaszkodza! :) Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńfajnie cie widziec ;-) Dla mnie ostatnia okldadka po wzgledem tresci i grafiki super. Podpisuje sie pod cytatem obiema lapkami i pozdrawiam cieplo. A.
OdpowiedzUsuńAmber, a mi bardzo miło czytać Twoje słowa przy kawie w południe :)
OdpowiedzUsuńU nas słońce :) Spokojnego wieczoru.
Ewelajno, masz rację! Ale zmęczenie jest (najczęściej) stanem przejściowym. Mam nadzieję, że niedziela upłynęła Ci na odpoczynku :) Serdeczności!
Olu, polecam domowe! Albo ze sprawdzonej lodziarni. Z lodami ze sklepu w Polsce też mam mniej fajne wspomnienia . Pozdrawiam ciepło!
Lekka, już mi przesłodzenie przeszło -to pewnie dzięki tej jajecznicy na śniadanie;). Idę dzisiaj szukać tych Peanut Butter Chocolate. A firma Tillamook lodów aż do NY nie śle :)
Samego masła orzechowego nie lubię a już tutejsze uwielbienie łączenia masła orzechowego z dżemem jest dla mnie wielką zagadką...ale lubię czekoladki reese’s– połączenie peanut butter i czekolady i w małych ilościach mogę je jeść. Sądzę, że te lody będą podobne w smaku.
Bea, nastał nowy dzień i znowu mam ochotę na lody :) Poszukam dzisiaj tych Peanut Butter Chocolate :)
Pozdrawiam ciepło!
Olliveta, najważniejsze, żeby był balans strat i zysków. I taki wypad na lody w W-wie byłby czymś zwyczjanym a w tej Twojej głuszy jest czymś nadzwyczajnym...i może właśnie w tym cały urok. A szarości nie zazdroszczę bo mnie takie klimaty też dołują i odbierają energię. Przesyłam trochę słońca z Oregonu :)
Kemotko, te dwa zdjęcia też moje ulubione :) Dziękuję!
Cieszę się bardzo, że sorbet przeszedł test smakowy na Was i Wasych gościach i że smakował. Tyle tutaj o lodach, że coś czuję dzisiaj też będą w menu :) I jak dotarliście do lodziarni? Uściski!
Madziu, dziękuję! Włoskie mam nadzieję, jeszcze przed nami. A tam, trochę kalorii nie zaszkodzi. Pozdrawiam ciepło.
Aniu, ja to mam prawie same jakieś takie „odbite” zdjęcia :) To ostatnie to była kartka..też mi się bardzo spodobała. Uściski Aniu i miłego tygodnia!
Dziewczyny dziękuję za odwiedziny! Jest mi bardzo, bardzo miło. Uściski dla każdej z osobna:)
Ja kiedys biegalam 'zawodowo' w szkole i nawet niezle mi szlo. A teraz nienawidze :) Uwielbiam chodzic i jezdzic na rowerze, do biegania nikt mnie juz nie zmusi.
OdpowiedzUsuńW ramach akcji "letni dzien bez lodow jest dniem straconym" zjadlam wlasnie miske waniliowych z rodzynkami i golden syrup, a co! :)
Milego tygodnia dla Ciebie i E. Sciskam wirtualnie.
Madziu, ja do biegania zabierałam się wiele razy ale zawsze było mi nudno i rezygnowałam. Już teraz nawet nie próbuję. A ja kiedyś, daawno, uprawiałam strzelnictwo sportowe:) A dzisiaj będę uprawiąć "kolejną miseczkę lodów" ;) Priorytety się zmieniają :)
OdpowiedzUsuńUściski!
Coldstone potrafi zmieszać fajne składniki, ale rzeczywiście są za słodkie i porcją najlepiej podzielić się z drugą osobą;).
OdpowiedzUsuńRaz jadłam i mi wystarczyło;).
Ulu, racja oj racja:) chociaz my pewnie tam kiedys wrocimy na kulke lodow albo dwie "for old time's sake" :)
OdpowiedzUsuńDo masła orzechowego WINOGRONOWA GALARETKA - koniecznie i tylko ona.:) Dziwne, ale w tym zestawieniu o dziwo działa (czyt. smakuje) nawet nie najgorzej.:) Na gorącym, rumianym toście.:)
OdpowiedzUsuńA bajgle już jadłaś?
Nie pamiętam czy są w Oregonie...
Lekka, do kanapek (tostów) z takim zestawieniem to się raczej nie przekonam:) Nie jadłam bajgli wogóle (raz z supermarketu ale trudno to nazwać prawdziwymi bajglami:)). Nie kupuję pieczywa i nie orientuję się za bardzo w piekarniach i tego typu przybydkach.
OdpowiedzUsuńO bajglach czytałam ostatnio u D. Lebovitz'a, który polecił też artykuł w Time
1)http://www.time.com/time/nation/article/0,8599,2080346,00.html
2)http://www.davidlebovitz.com/2010/08/flat-bagels/
Agnieszko! A ja czytam dopiero na koniec weekendu, ale za to cudowna energia tego posta wspaniale zapoczątkuje nowe tydzień. I nawet moją kochaną lawendę u Ciebie znajduję!
OdpowiedzUsuńJa ostatnio ufam wyłącznie domowym lodom...
A ostatni cytat bardzo, bardzo mi bliski...
Uściski:)
Aniu, jak miło!:) Lawendę i ja lubię bardzo:)
OdpowiedzUsuńNiech Poniedziałek będzie dla Ciebie dniem pełnym uroków:)
Uściski!
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńZnaczy nie smakowało Ci masło orzechowe w tym wydaniu?
OdpowiedzUsuńTak bywa.:) W końcu różne mamy gusta smakowe i pewnie dzięki temu sztuka kulinarna się rozwija.:)
Dzięki za linki.:) Ciekawe.:)
Nie jadłam bajgli z supermarketu, więc nawet nie mogę ocenić.:)
Wiem tylko, że do końca życia będę za nimi tęsknić... W nich i w całokształcie kolacji świątecznej Dnia Indyka zawarty jest dla mnie cały smak Ameryki. Ten, którego udało mi się doświadczyć przez ten krótki czas, który został mi przez nią ofiarowany.:)
Serdeczności na nowy tydzień.:)
Lekka, jadłam raz takiego tosta masło orzechowe z dżemem - nie wiem czy dżem był winogronowy ale mi nie smakowało.
OdpowiedzUsuńA Thanksgiving i indyka doświadczyliśmy jako goście bardzo sympatycznej rodziny w Teksasie. Bardzo miło to wspominam. Bardzo typowe Amerykańskie jedzenie świąteczne i po kolacji każdy się "spowiadał" za co jest wdzięczny:) Te bajgle muszę koniecznie gdzieś dorwać...ale to chyba dopiero przy okazji wycieczki do NY:) Uściski!
Świetny post:-)
OdpowiedzUsuńZdjęcie z lawdendą cudne! Pozostałe również, ale to z lawendą i pszczółkami wyjątkowe:) Wspomnianymi czekoladkami reese’s zajadałam się a za samym masłem orzechowym również nie przepadam a na samą myśl o połączeniu go z dżemem robi mi się słabo:) Aczkolwiek dzieci, którymy się zajmowałam pracujac w USA jako baby-sitter (będąc jeszcze studentką:), nie wyobrażały sobie śniadania bez takiego zestawu...:) Miłego i słonecznego dnia Agnieszko! P.s Lubię czytać Twoje posty, zawsze są takie pozytywne:-)
OdpowiedzUsuńAniu, dziękuję:)
OdpowiedzUsuńMimi, te pszczółki przy lawendzie były chyba mało zadowolone, że wpychałam obiektyw w ich nosy ale mnie oszczędziły:) No też tak mam, niektóre zestawy smakowe jakimi tutaj ludzie się zachwycają nie współgrają z moimi kubkami smakowymi:) Uściski Mimi! P.S. dziękuję:)
Dziękuję za informację o czasie, nie byłam pewna :)
OdpowiedzUsuńWłaśnie przeglądałam Twoje wpisy, podglądam zdjęcia...
robię to tak na "raty", gdy czas pozwala. Zachwyca!
Pozdrawiam!
Anito, witaj i dziękuję:)
OdpowiedzUsuńA z czasem to aż 9 godzin różnicy...:(
Serdeczności!
;) no to mieliście świetny dzień :) jakieś buty kupiliście chociaż? ;p czy tylko lody? :)
OdpowiedzUsuńA rady? Świetne! :)
Miłego wieczoru :)