26 lut 2012

Paryż. Książka.


Jedno z tych miast, które dzieli. Jedni je ubóstwiają, inni nienawidzą. Ale jest też grupa, dla których jest to miasto obojętne. Ja zaliczam się do tej ostatniej. Byłam tam raz i pamiętam ciastko, które dostaliśmy przed wejściem na wieżę Eiffla- a może to było już po, nieważne- ważne było ciastko, które było bardzo smaczne i wtedy nie do dostania w Polsce. Miałam dziewięć lat. Priorytety były wtedy inne, mniej skomplikowane. Przeczytałam wstęp i odłożyłam książkę myśląc sobie - stereotypowo, niestety-, że wydmuchane i egzaltowane historie o tym mieście to zdecydowanie nie jest lektura dla mnie. Kilka tygodni później: zbliżający się termin oddania książki i zdrowotna niedyspozycja, która przykuła mnie do łóżka, zmotywowały mnie, by sięgnąć po tę książkę po raz drugi. Kolejny raz miałam mieszane uczucia po przeczytaniu wstępu, ale dałam szansę pierwszej opowieści. I w ten sposób, nawet nie wiedząc kiedy, byłam w połowie książki; raz się śmiejąc, raz myśląc sobie "o też tak miałam", innym razem podziwiając siłę i determinację niektórych autorów. Według mnie nie jest to pozycja emitująca przesadną, cukierkową miłością do Paryża. Jest to zbiór trzydziestu dwóch, kilkustronicowych opowieści ludzi, którzy mieli albo nadal mają styczność z Paryżem. Trzydzieści dwa głosy, które w ciekawy sposób opisują swoje doświadczenia. Fajna pozycja dla tych, którzy lubią czytać o przygodach i spostrzeżeniach innych emigrantów. No i oczywiście dla miłośników Paryża, dla których rue de Clignancourt, rue Poncelet, Graineterie du Marche nie są jedynie pustymi nazwami, przy wymowie, których łamią język. 
A do Paryża wrócę-w końcu to niecałe 5 godzin drogi od Rotterdamu. Z wielką ciekawością obejrzę z dorosłego punktu widzenia miasto, które wywołuje tyle emocji. I na wycieczkę zaproszę moich kochanych rodziców, na których to miasto wywarło chyba dobre wrażenie. Na tyle dobre, że turystyczny powrót planują już od wielu lat. Nadal beskutecznie, ale to się niedługo zmieni. Może już jesienią?

19 komentarze:

  1. Mi tez Paryz jest obojetny. Ale dlatego ze pewne rzeczy w nim kocham, a innych nienawidze. Dlatego wychodzi mi na zero:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Agnieszko,niecałe 5 godzin!jak,ja Ci zazdroszczę:)zdecydowanie usytuuję się w tej pierwszej grupie i książkę,jak najbardziej przeczytam;)już sama okładka mnie przyciąga.
    pozdrowienia!
    m.

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja wczoraj wlasnie marudzilam M. ze musimy wrocic do Paryza pozna wiosna albo wczesna jesienia. Bo bylismy zima, krotko po moim wypadku, ja ze zlamana reka wiec nie skorzystalam z Paryza na tyle na ile bym chciala :)

    Trzymam kciuki, zeby udalo Ci sie tam wybrac i zaprosic rodzicow. Bede czekac na Twoje fotki z wyprawy.

    Udanej niedzieli!

    OdpowiedzUsuń
  4. Zaliczam sie to trzeciej grupy, i chociaz miasto jest piekne (oczywiscie) to tez wszystko. Zwiedzilam Paryz jako 15-latka i na pewno jeszcze raz do niego wroce, chociazby dlatego, ze moj J. tam jeszcze nie byl.
    Pozdrawiam cieplutko, kochana!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ps.A rodzice z wycieczki na pewno sie uciesza :)

      Usuń
  5. Paryż jest piękny. Ale znam też takich, co nienawidzą. Nie kojarzę, by komuś był obojętny. Powrotów życzę każdemu :)

    OdpowiedzUsuń
  6. a ja z Paryżem mam tak, że kiedyś go nie lubiłam, potem stał mi się obojętny, a im jestem starsza tym bardziej go lubię. i im więcej miejsc oglądam, to ten Paryż wydaje mi się wyjątkowy. i na wiosnę wybieram się tam sama na weekend, żeby spędzić dwa dni z moją przyjaciółką:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Paryż lubię i podziwiam.
    Przede wszystkim kulinarnie i zakupowo,poza tym historycznie i sentymentalnie.
    Nie będzie nigdy mi obojętny.

    OdpowiedzUsuń
  8. W Paryżu byłam tylko raz jako dziecko i niewiele z tego pamiętam stąd plasuję się w tej grupie co i Ty:). Już od kilku lat wybieramy się tam z M. w odwiedziny do jego kuzynek i jakoś nam to nie po drodze, raz już nawet mieliśmy bilety lotnicze kupione:) Kolejne podejście planujemy na maj:) Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziewczyny w takim razie zycze tym z Was, ktore planuja rychlych powrotow i samych przyjemnosci w Miescie Swiatel:) Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  10. Paryż...byłam wielokrotnie i pewne rzeczy mnie zachwycają, inne zniechęcają, ale obojętnym być nie można...
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio Paryż stał się strasznie modny, zawsze był, ale... teraz wież i inn charakterystyczne miejsca są wszędzie. Tzw. na wszystkim :))

      A książkę - przeczytam :)
      Jak tylko będe miała chwilkę czasu to wypożyczę.
      A ty, widzę, ze jestes już na maksa zakręcona wyjazdem. Pozytywnie, wszystko kojarzy ci sie z wyjazdem. Takie moje wrażanie.
      To na prawdę wspaniale, Agnieszko!
      Dobrego tygodnia!

      Usuń
  12. a ja mam ogromny sentyment do Paryza... jak bylam mloda i gniewna nastolatka do mialam w planach zostac artysta i zamieszkac na Montmartre ;-) do Paryza dotarlam wiele lat pozniej z mezem, w piec dni pogalopowalismy po Paryzu, bo chcielismy zobaczyc jak najwiecej. jeszcze wroce kiedys, czego i Twoim rodzicom zycze :-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Olu, chyba jak z kazdym miejscem, im wiecej mamy z nim wspomniem tym wiecej sentymentu.

    Toniu, ooo tak, nawet bardzo jestem zakrecona wyjazdem. Przeprowadzka i szukanie mieszkania nie sa najprzyjemniejsza strona tych zmian, dlatego szukam ucieczki w planowaniu przyszlych wyjazdow. Bardzo dlugo odkladalismy z Doktorantem nasze plany i marzenia do szuflady, nareszcie przyjdzie czas i okazja na ich realizacje:)

    Atsanik, niektore z tych opowiesci w ksiazce sa w podobnym klimacie: mlodzi, gniewni ludzie szukajacy artystycznych doznan w Paryzu, probujacy pisac ksiazki...a wszystko i tak konczylo sie na imprezach;) W takim razie zycze Ci rowniez rychlego powrotu!:)

    Usciski dla Was!

    OdpowiedzUsuń
  14. byłam przejazdem jako mała dziewczynka :) póki co jest mi prawie obojętny... chociaż z naciskiem na "prawie", bo chętnie pojechałabym tam teraz, ale nie zwiedzać w pośpiechu, tylko przede wszystkim powłóczyć się spokojnie nasiąkając powoli atmosferą miasta i jego mieszkańców :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Owiecko, ja tez z checia sie tam wybiore. Obejrzec i doswiadczyc "magii" Paryza z innej perspektywy:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Nadal nie wierzę, że byłam tam w wakacje. Na początku baardzo mi się nie podobało, ale gdy zaczął padać deszcz, a stary Francuz przy kawiarence rozegrał się na akordeonie, zrobiło się magicznie. Pochmurne niebo nad Paryżem, przy urokliwym blasku małych uliczek, sprawia, że może być magicznie..

    Oczywiście to nie zmienia faktu, że to nie był wyjazd pt. "Zwiedzamy piekarnie i urocze knajpki", więc pod odkrywczo-kulinarnym kontem muszę tam powrócić :)

    Oczywiście nr 2, w takie miejsca trzeba jeździć z Kimś.

    Pozdrawiam! :)

    ps. Naszła mnie melancholia..

    OdpowiedzUsuń
  17. Praline, bardzo sie ciesze, ze przywolalam u Ciebie tak mile wspomnienia:)
    Ja mam wrazenie, ze Paryz to jedno z tych miast o bardzo rozdmuchanym uroku i nawet jakbym nie chciala, to gdzies tam "samowolnie" kreuja sie oczekiwania, ktore nie wiem czy sie spelnia jak juz dam dotre. Ale jak nie pojade to sie nie dowiem:) Sciskam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń

Pozdrawiam :)