Spacer w słońcu. Znane uliczki, sklepy, kafejki, nawet niektóre twarze przechodniów. Za chwilę będą już tylko wspomnieniem. Staram się jak najwięcej zapamiętać, dostrzec szczegóły, które przez te ponad dwa lata możliwe, że gdzieś umknęły chowając się za codziennością. Wszystkie poprzednie miejsca wpisały się w moim sercu, to też. Cieszę się na te nadchodzące zmiany. Nie analizuję, nie denerwuję się, nie przewiduję, nie mam wygórowanych oczekiwań. Po prostu się cieszę, ale już teraz wiem, że i tak będę tęsknić.
Inaczej się spaceruje wiedząc, że za chwile już nas tu nie będzie, prawda? Od razu jakiś filtr się włącza.
OdpowiedzUsuńA tęsknota jest nieodzowna :)
Dobranoc.
Zapamiętuj, zapamiętuj! :)
OdpowiedzUsuńPięknie napisałaś...
Bo punkt widzenia, zależny od punktu sadzenie...
To dobrze, że się nie denerwujesz.
I czerpiesz podwójną radość z chwil codzienności.
Coś się kończy, coś zaczyna. W Twoim przypadku mam nadzieję obie dobre.
Bo wspaniale nieć wspaniałą perspektywę, zawsze.
Spokoju i czasu na przyjemne spacery.
Dużo wspaniałych chwil, zdjęć, które pomoga Ci wykorzystać czas do wyjazdu.
Oraz mnóstwo rzeczy zapamiętanych...
Uściski!
Zrob sobie duzo pieknych zdjeci- na pamiatke:) Poza tym jestem pewna ze kiedys tam wrocisz!
OdpowiedzUsuńPięknie, spokojnie, zdrowo do tego podchodzisz:) Mi samej trochę czasu zajęło nim do tego doszłam:) Tak jest duuużo łatwiej i lepiej! Relaksuj się, spaceruj, zapamiętuj...ale fajnie:-) Pozdrawiam ciepło
OdpowiedzUsuńnajlepszą rzeczą ,jaką możemy sobie podarować są wspomnienia i nadzieja na jeszcze milszą przyszłość,bez wygórowanych oczekiwań;)tak po prostu,dla Nas.
OdpowiedzUsuńwszystkiego dobrego Agnieszko!
m.
też zaczynam tak patrzeć na miasto, w którym jeszcze chwilę pomieszkam..Fajnie,że będziesz bliżej niż w Oregonie;)
OdpowiedzUsuńuściski!
J
Moja Droga, pieknie to napisalas!
OdpowiedzUsuńPS1. Jadlam te orginalne ciasteczka, i zadne 'podrobki' nie moga im dorównac ;)
PS2. Tak mi przeszla mysl....czy zmienisz nazwe bloga na 'From Rotterdam with Love' ? :))) heheheh taki drobny sobotni "zart" ;)
Chyba nigdy nie będzie tak, że za czymś nie będziemy tęsknić... Ale to też - jak na to spojrzeć pod odpowiednim kontem - też ma swoje plusy :).
OdpowiedzUsuńBuziaki Aguś :)
bo tak wlasnie najlepiej, nie analizowac i nie wizualizowac za bardzo (choc ja niestety to robilam przed przyjazdem tutaj i sie troche rozczarowalam)... tesknota na zawsze wpisana w zycie wloczykija (tak mnie moj tato nazywal).
OdpowiedzUsuńLubie takie zmiany i to podekscytowanie i oczekiwanie na nowe miejsce. Az mnie ciarki przeszly jak sobie wyobrazilam te uczucia, chyba zaraz znowu bede miala "itchy feet" i bede meczyc M., zebysmy sie gdzies przeprowadzili :)
OdpowiedzUsuńUsciski.
Ybo, dokladnie! inaczej sie spaceruje i inaczej dostrzega codziennosc.
OdpowiedzUsuńToniu, staram sie zapamietywac i jednoczesnie cieszyc na to nowe. Dziekuje Ci!
Ahora, no z tymi zdjeciami to ciezko mi idzie bo aparat ostatnio zostaje czesto w domu;)
Mimi, ten pierwszy raz po wyprowadzce z Polski nie byl taki spokojny. Teraz jest zupelnie inaczej:)
Moniko, dokladnie to powtarzam Doktorantowi, zeby nie przesadzal z oczekiwaniami tylko sie cieszyl chwila:)
Just, tez sie ciesze, ze odleglosci, ktore wydawaly sie ogromne skurcza sie znacznie:)
Bachert, masz racje, te podrobkowe ciastka sa zdecydowanie inne. A co do nazwy bloga to sie zasmialam w glos;)) Myslala o tym, przez jakas sekunde:) Nic nie zmienie, wybralam nie uniwersalna nazwe i widocznie tak mialo byc, zebym nigdy nie zapomniala o Oregonie;)
Alucho, tesknota w wpisana jest w zycie i juz...oby tylko nie przeradzala sie w niekontrolowana rozpacz ;)
Atsanik, ja przezylam maly kulturowy szok po przeprowadzce do Teksasu. Ale wiedzac, ze to tylko "na chwile" szybko mi przeszlo :) O, a moj tatus nazywa nas tak samo:)
Madziu, jeszcze M. zwali na mnie, ze mu dziure w brzuchu wiercisz o przeprowadzke;)
Usciski dla Was Dziewczyny!
Piękna fotografia i wzruszające słowa;)
OdpowiedzUsuńWszystkiego dobrego Agnieszko!
Uściski!
Dziekuje Aniu, spokojnej nocy!
OdpowiedzUsuńTak oto nieprzewidzianie działa ten nasz mózg. Jeszcze nie tak dawno czuć było w Twoim pisaniu tęsknotę za starym i jeszcze większą za zmianą i nowym, a tutaj nagle to teraźniejsze nagle ma tyle samo seksapilu co wszytkie nasze wspomnienia wzięte do kupy i wszystkie nasze nadzieje i zamiary spięte jednym spinaczem. Cieszy to, że ta lekcja życia nie przemija nie zauważona.
OdpowiedzUsuńGosiu, o tak! Bardzo trafnie to ujelas.
OdpowiedzUsuńA lekcja cieszenia sie terazniejszoscia jest chyba ta najtrudniejsza.
Milego wieczoru!