Kot wygrzewa się na parapecie w kuchni.
Ja przeglądam książkę i czekam na Doktoranta i na nasz przedkolacyjny bieg.
W międzyczasie upiekę chałkę, która właśnie rośnie.
Będzie akurat do śniadania i do resztek kremu orzechowo-czekoladowego;)
I tak sobię myslę, że następne w kolejności będzie pewnie to cudo:)

Robiłam to ciasto jeszcze zimą. Jest przecudowne. W wersji z orzechami smakowało nam najbardziej.Polewa z cukru sprawia, że jest niemalże jak drożdżowa baklawa :)
OdpowiedzUsuńCudo :)
Cozerko, no po takiej rekomendacji zrobię na pewno:)
Usuńnie nadążam za Twoimi wpisami, w wolniejszej chwili muszę przelecieć wstecz ;)
OdpowiedzUsuńJo, ja też za sobą czasem nie nadążam;)
UsuńNie, no chyba będę musiała przestać czytać te słodkie wpisy!
OdpowiedzUsuńO mamo! Ale bym zjadła!;) A tu jeszcze trochę nadprogramowych kilogramów do zrzucenia;))
Olliveto, kajam się;) Może upiec, zjeść kawałek a resztę rozdać:)
UsuńA co to za pyszności? Mam nadzieję, że jak już poczynisz to pochwalisz się pięknymi zdjęciami no i oczywiście przepisem! :)
OdpowiedzUsuńJagodo, drożdżowe ciasto z nadzieniem czekoladowym, nazywa się "krantz" (z "Jerusalem"). Jak zrobię i nie zjem przed zrobieniem zdjęć to się pochwalę;)
UsuńI co ja mam napisać? Uwielbiam wszystko co z makiem, a szczególnie drożdżowe :) Pyszności!
OdpowiedzUsuńGosiu, ten jest z nadzieniem z ciemnej czekolady i orzechów, ale fakt, wygląda jak mak:)
UsuńWidze Aguś, że czekolada leje się u Was strumieniami;););)
OdpowiedzUsuńPS baardzo dziękuję za przepis na chałkę! You're the best:):)
Aguś, ojtam!:) Strumyczkiem może, ale nie od razu strumieniami;))
UsuńPS You're welcome!
Kochana i co ja mam dodac? Ewa Chodakowska, bieganie przez pol miasta, diety a u Ciebie takie pysznosci. To niesprawiedliwe!!! hihi Agus, idac za dobrym przykladem (oczywiscie Twoje gotowanie) zakupilam kilka ksiazek kucharskich i zaraz po powrocie do Irl mam zamiar (bede wowczas juz bardzo szczupla hihi) eksperymentowac :) Ufam, ze synek pozwoli :)
OdpowiedzUsuńLatte, ja wiem, jestem niemożliwa i ciągle tylko kuszę:) Obiecuję, że następnym razem jak już pokażę jedzenie to będą to warzywa (których o dziwo jemy na tonę ale jakoś nie trafiają tutaj) :))
UsuńMy też biegamy i się zamęczamy, bo tak to już jest, coś za coś:)
hmmmmm...a coz to za ksiazka? slinka cieknie!
OdpowiedzUsuńMagdaleno, "Jerusalem", przepiękna i z fantastycznymi przepisami, polecam bardzo:)
UsuńPowiedz mi kochana, jak Ty to robisz, ze przy tych wszystkich pysznosciach ktore goszcza na Waszym stole, masz taka (o ile moglam zauwazyc) ladna figure? ;)
OdpowiedzUsuńBachert, miło mi, że tak sądzisz, ale z tą ładną figurą to przesada;)
UsuńNa co dzień nie objadam się, nie podjadam, staram się biegać/ćwiczyć i tak jakoś leci:) Uwielbiam kulinaria i mam ogromną satysfakcję ze smakowania, przy czym nigdy nie mam wyrzutów sumienia jeśli chodzi o jedzenie:)