26 maj 2011

Pierwszy znaleziony w Oregonie bez.
Przy ostatnim blasku zachodzącego słońca.
Dla Mamuni.
Dla nas zawsze z bezgraniczną cierpliwością, bezwarunkową miłością i nieustającym wsparciem.
Niezwykła w swojej zwyczajności.
Piękna. Moja. Najlepsza. 

11 komentarzy:

  1. śliczne słowa :), a u nas już bez przekwita :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. krótko, a ile w tym uczucia...

    OdpowiedzUsuń
  3. Czuję się trochę jak intruz wpisując się pod tak pięknym i ukierunkowanym wpisem... więc dorzucę tylko swój P.S. :)

    P.S. Agnieszko ;) dobrze powiedziane to o życiu daną chwilą i jej docenianiu... i bardzo ciekawy wątek poruszyłaś o marzeniach naszych i nie naszych... czasem wydaje nam się, że czegoś chcemy... prawda? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Amber, bo Mama jest cudna:)

    Ula, tutaj niestety bez nie rośnie od tak sobie na polanie i ciężko było znaleźć ale się udało w końcu - też już przekwita.

    Deli, dziękuję.

    Mi, "intruzuj" kiedy chcesz:) Prawda, oj prawda!:)

    Owiecko, i ja Tobie przesyłam :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Agnieszko! Pięknie napisałaś, naprawdę pięknie....
    Uściski:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Odnośnie do Twojego komentarz u mnie:

    Agnieszko :) ale mimo wszystko, wtedy były inne czasy... były problemy... owszem, ale inne. I ja czasem próbuję wyłączać rozum... ale zwykle robię to w nieodpowiednim momencie ;P

    OdpowiedzUsuń
  7. Aniu, dziękuję!:)

    Mi,:)Przyjdzie czas kiedy będziemy po tej dugiej stronie i te wszystkie kalkulacje będą nas tylko bawić:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Pomysł cudowny w swojej prostocie!
    Dziś obudziłam się bladym świtem i nagle okazało się, że mam czas na spacer po bogosferze. Piękny, blog Agnieszko! Zdecydowanie wyróżnia się na tle innych. Serdecznie gratuluje!

    PS Fajnie, ze ciasto Ci smakowało :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Anoushko, dziękuję! A ciasto rewelacja :)

    OdpowiedzUsuń

Pozdrawiam :)