29 cze 2011

Bo lato jest na całego. Wariacja na temat letniej sałaty. I bułki pszenne.


Natknęłam się na pewien trend na blogach Amerykańskich pań domu (możliwe, że nie kraj tutaj ma znaczenie), a mianowicie planowania menu na cały tydzień. Planują one dania na każdy dzień tygodnia i ze szczegółową listą produktów idą na zakupy raz w tygodniu. Dodatkowo wycinają z gazet albo drukują z internetu tzw. kupony rabatowe (do zdobywania niektórych z nich trzeba znać pewnie specjalne triki a do ich organizacji oferowane są także specjalne foldery - kuponowy business!). Kupony oferowane są na najróżniejsze produkty i przez różne sieci sklepów - do tej pory skorzystałam z nich dwa razy na kupno mleka sojowego po promocyjnej cenie. Często kupuję spontanicznie i nie lubie magazynować produktów na zaś, nie wiedząc czy mi się przydadzą.

Często obiady planowane przez owe panie są co tydzień takie same. Na przykład, Poniedziałek - Wieczór Pieczonego Ziemniaka, Środa - Stek i Warzywa, Piątek - Pizza Night.
Mi planowanie wychodzi najlepiej na skrawku papieru. Ładnie w punktach wypisuję co należałoby zrobić...i zazwyczaj gubię te wszystkie listy albo po punkcie pierwszym zapominam, że było ich tam jeszcze jakieś siedemdziesiąt osiem. Trzymanie się planu nie leży w mojej naturze, mimo iż od wielu lat się staram. Zazwyczaj zmieniam moje listy, przesuwam punkty w czasie (czasami mam wrażenie, że również w przestrzeni!) albo jak już coś musi być koniecznie zrobione to wykonuję to na ostatnią chwilę.
A już planowanie menu na cały tydzień jest dla mnie całkowicie niewykonalne i bardzo ograniczające. Gdzie tu miejsce na wariacje na temat jedzenia? Na spontaniczność w kuchni?
Obiado-kolację planuję już w trakcie nagrzewania piekarnika, wyciągania lyżki z szuflady czy też dwie minuty po przeszukaniu czeluści szafek. Oczywiście zdarza się, że jakiś przepis zauroczył mnie na tyle, że produktu potrzebne do jego wykonania znajdują się na listach zakupowych, które i tak notorycznie zostawiam gdzieś w sklepie - ktokolwiek je czyta pewnie się dziwi, bo zazwyczaj są w trzech językach. W zależności, w którym języku nazwa produktu przyjdzie mi pierwsza na myśl tą zapisuję :)
W mój ulubiony Wtorek, wodzona smakiem i aromatem lata, zrobiłam już kolejną w tym sezonie wariację na temat letniej sałatki. Bez planu. Bez listy. Ot, tak!
***
A wy robicie "To-Do lists"? Planujecie tygodniowe menu obiadowe/kolacyjne?

Z jadalnymi kwiatami.

Składniki mogą się wydać, delikatnie mówiąc, dziwne:) Jak to truskawki i pietruszka?
Tak, nam takie połączenie jak najbardziej odpowiada. Ważne jest aby wszystkie produkty były świeże i jeszcze pachnące ziemią ;)
Dokładnej ilości nie podaję bo wszystko zależy od tego jak bardzo jesteśmy głodni.
Kombinacji letnich jest wiele i wszystko zależy od naszej wyobraźni...na jutro planuję podobny zestaw, tym razem z sosem na bazie rozpuszczonej gorzkiej czekolady :)
Bo lato jest na całego zatem bawmy się tym co nam oferuje w smakach i aromatach!:)


A do sałaty świeżo upieczone bułki pszenne.

Bułeczki pszenne
(z przepisu Pracowni Wypieków. Oryginał tutaj.)

ziemniak o wadze 300 g plus 400 ml wody
1 łyżeczka suszonych drożdży instant
1 łyżeczka cukru
1 jajko
600 g mąki
2 łyżki oleju
2 łyżeczki soli
sezam/czarnuszka/mak do posypania


Ziemniaka obrać, pokroić w kostkę, zalać wodą i doprowadzić do wrzenia. Następnie zmniejszyć ogień i gotować ok. 20 minut - do czasu aż ziemniaki będą miękkie. Odcedzić je na sitku, zachowując wodę - powinno nam zostać ok. 200 ml wody.
Wodę ostudzić, lekko ciepłą wymieszać z drożdżami i odstawić na 15 minut, by drożdże "ruszyły". Ziemniaki ugnieść tłuczkiem lub przecisnąć przez praskę.
Do drożdży dodać pozostałe składniki wyrabiając głądkie ciasto (ja używam do tego celu miksera). Mąkę należy dodawać stopniowo - jeśli ciasto jest bardzo luźne można dodać jej minimalnie więcej.
Przykryć ściereczką i zostawić do wyrastania na 2 godziny.
Z wyrośnietego ciasta formować bułeczki (mi wyszlo 14).
Bułeczki układać na blasze zostawiając między nimi 5 cm odstępy (bardzo rosną podczas pieczenia!).
Spryskać z wierzchu oliwą/olejem, posypać sezamem/czarnuszka/makiem i odstawić do wyrastania na 30 minut.
W tym czasie rozgrzać peikarnik do 200 st C.
Wstawić bułeczki i piec ok. 15-20 minut, do czasu zrumienienia.
Ostudzić na kuchennej kratce.
Smacznego!

16 komentarzy:

  1. Nie potrafię planować domowego menu z takim wyprzedzeniem.A może to nie wada?
    Planuję menu z dnia na dzień.Często jest to chwilowy przebłysk,ochota na coś konkretnego.Plan tygodniowy by to zburzył.Bo gdybym miała chęć na coś innego?
    Sałatka i bułeczki cudowne.Tylko sie częstować.
    Dobrego dnia Agnieszko!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy nie planuję tygodniowego menu, co prawda staramy się robić większe zakupy raz w tygodniu ale efekt jest taki, że codziennie biegam do sklepu, bo nagle okazuje się, że czegoś mi brakuje lub zapomniałam:) Liste zakupów zdarza mi się zrobić, ale najczęściej gubię ją nim dojdziemy do sklepu:) Sałatka fantastyczna i bułeczki też! U nas w kuchni ostatnio też dominują sałatki w różnych wariacjach:) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jaka piekna kwiatowa salata :-) Fajnego tygodnia Agnieszko!

    p.s. List nie robie, no chyba, ze przed jakims wyjazdem np. do Polski notuje w telefonie (aby sie nie zgubilo ;-)) moje ulubione towary exportowe.

    OdpowiedzUsuń
  4. Sałatka super, ale szczególnie zainteresowały mnie bułeczki z ziemniaka - czy są warte grzechu?

    Od 6 już lat zawsze starannie planuję zakupy i robię je z kartką w ręku, dzięki czemu nie mam w lodówce zbędnych rzeczy i nie wyrzucam jedzenia. Jem głową, a nie chwilową emocją, która w przypadku grubych osób jest bardzo złym doradcą, a moje posiłki dopiero od tych paru lat są maksymalnie zróżnicowane i, niejako przy okazji, idealnie zbilansowane.

    U mnie spontaniczność polegałaby na jedzeniu wyłącznie lodów i ciastek, bo sama z siebie nie miałabym na nic innego ochoty, no niestety nałóg i złe nawyki ograniczyły mnie dużo bardziej, niż planowanie. Dopiero ono otworzyło mi oczy na kulinarny świat.:)

    Uwielbiam planować i na zaś cieszyć się, co którego dnia zjem ciekawego.:)
    Jest też planowania inna zaleta. Zakupy zabierają mi raptem 1-2 godziny w tygodniu - to potężna oszczędność czasu.:)

    Co do Amerykanek zaś... Zwykle mają one pracę od rana do wieczora, a przy tym często dość daleko do sklepów, czasem wręcz po 6 i więcej kilometrów, dlatego starają się kupować na zapas.
    Kupony zresztą też odgrywają tu niebagatelną rolę.:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja lubię mieć w domu "bazę" podstawowych produktów i dokupuję do nich to, na co mam ochotę - planowanie na kilka dni z góry jest raczej domeną mojej siostry :) Niestety zdarza mi się ulegać promocjom, więc np. teraz mam w lodówce poczciwy zapas mozzarelli :))) Piękna sałatka i bułeczki! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. U nas to M gotuje obiady i niestety nie planuje z takim wyprzedzeniem, to ja robię mu jednak listy zakupów na iPhonie, i staram się, żeby w domu zawsze były składniki na nasze "standardy":-): curry, makarony, sałatki itp. Marzy mi się jednak porządna spiżarnia, pełna produktów typu wszystkie typy mąki etc (taką ma Nigella), bym mogła wypróbowywać przepisy bez wiecznego sprawdzania, czy wszystko mam - jeden z powodów, dla ktorego nienawidzę domu, w którym mieszkamy, jest mała, idiotycznie zaplanowana kuchnia, oczywiście spiżarni nie ma. W UK posiadanie spiżarni (pantry) to luksus dla bogatych.

    OdpowiedzUsuń
  7. Aha, kuponów i kodów internetowych używam tak namiętnie, że rzadko zdarza mi się kupić coś bez nich:-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Agnieszko! Amber i Mimi napisały dokładnie, to co i ja myślę!
    Zachwycam się Twoją sałatką i bułeczkami!
    Uściski!

    OdpowiedzUsuń
  9. jestem zachwycona. tak po prostu :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja zawsze staram się mieć bazę i ta lista jest prawie stała, kiedy znajduję fajny przepis to wzbogacam ją o te składniki, których potrzebuję. Czasami jednak gotuję spontanicznie i wtedy niestety ciągle czegoś brak, choć jadam raczej skromnie.
    pozdrawiam !!

    OdpowiedzUsuń
  11. Alez te buleczki wygladaja smacznie! :)
    Ja nie tyle planuje liste zakupow co pore pojscia do sklepu... Pausa pranzo we Wloszech (przez wielu nazywana siesta) jest niemozliwa. Wszystko jest pozamykane od 13:00 do 16:00 wiec nie ma mowy, ze jak np. w trakcie gotowania zabraknie akurat w tych godzinach skladnika to wyskocze do sklepu i go kupie od tak sobie :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  12. Amber, z pewnością nie jest to wada. Każdy z nas ma swój styl. Ja staram się dostosowywać posiłki do produktów/zapasów jakie już mam w domu ale nie planuję z dużym wyprzedzeniem.

    Mimi, większe zakupy to i u nas raz na tydzień/półtora tygodnia. Ale to zazwyczaj baza podstawowa: mleko/mąki/ryż/makarony. Ja listę zostawiam najczęściej na półce w sklepie jak odmierzam na wagę różne produkty:) Dobrze, że chociaż pamięć mam w miarę dobrą ;)

    Aniu, Dziękuję. A wiesz takie eksportowane to najważniejsze! Ja zawsze ze słodkości przemycam „kasztanki” dla E. :)

    Lekka, bułeczki z ziemniakiem są bardzo puszyste i smaczne. Dosyć mozolnie się je formuje- ciasto się lepi ale wysiłek wynagrodzony w smaku. Nam baaardzo smakują. Zjadłam wczoraj AŻ trzy, takie są dobre :)

    Co do zakupów i jedzenia to mam wielki podziw dla Twojej determinacji. I rozumiem, że planowanie w takim wypadku jest dużą częścią sukcesu.

    Ja te „kuszące” tereny w sklepie omijam-nie kupujemy słodyczy prawie wogóle, od czasu do czasu lody albo czekoladę, ale rzadko. Mam wewnętrzy radar ostrzegający ;) Jak już chcemy małe co nieco to muszę to zrobić – więc nie jest to codziennie, zazwyczaj tylko w weekend.

    Oszczędność czasu przy planowaniu to niewątpliwie jest atut, jednak ja lubię spożywcze zakupy więc czasem jak nam czegoś brakuje to wieczorny spacer łączymy z krótką wizytą w sklepie. Mamy to szczęście, że jest kilka w okolicy.

    A do kuponów to się chyba nie przekonam bo są zazwyczaj na produkty, których akurat nie potrzebuję albo na produkty, których wogóle nie jemy/nie używamy. A nie mam w zwyczaju magazynowania np. 10 past do zębów bo akurat na każdej zaoszczędzę 20 centów. :) Wiele z tego co mam w domu kupuję na wagę (mąki, sól, ryż, herbata, przyprawy, fasolę...mnóstwo produktów). Po pierwsze są świeższe i mogę kupić tyle ile chcę a dodatkowy plus to przyjazne dla środowiska bo nie zużywam niezliczonej ilości opakowań. Woreczki, w których je kupuję używam wielokrotnie a w domu mam już na wszystko pojemniki. A wogóle, za tą różnorodność i że dla każdego znajdzie się coś dobrego lubię tutaj mieszkać :)

    Kasiu, dziękuję! A promocji ulegliśmy ostatnio raz – nasze ulubione lody były 2 opakowania w cenie 1 :) Na szczęście (dla mojej figury) zdarza się to rzadko :)

    Anno Mario, „pantry” mieliśmy w wynajmowanych mieszkaniach w Teksasie – ale tam to wszystko jest „bigger” :) Tutaj kuchnia teź mini i miejsca nie ma za dużo więc staram się nie magazynować. W „pantry” lubię też przejrzystość – otwieram i widzę co mam a tutaj jak pochowam po szafkach to czasem po kilku miesiącach odnajduję zapomniane „perełki”.

    A od internetowych kodów na większe zakupy to jest mój E. Kupony na spożywcze produkty, jak pisałam wyżej, nie są na to co jemy. Nie mam też wystarczającej cierpliwości, żeby pod kupony planować zakupy.

    Aniu, to mamy tak samo:) Dziękuję za zachwyty, zawsze umilają mi dzień:)

    Paulo, dziękuję ślicznie:)

    Olu, baza to podstawa. Też tak mam, że pewne produkty muszę mieć zawsze pod ręką.

    Magdo, ach ta siesta:) Aż trzy godziny!?:) Ja pamiętam z Niemiec moją pierwszą niedzielę – chciałam zrobić zakupy na obiad i byłam bardzo zdziwiona, że wszystko było pozamykane. Ale to tylko jeden dzień w tygodniu a nie trzy godziny codziennie...:) Wtedy planowanie jest jak najbardziej wskazane :)

    Dziękuję Wam za odwiedziny i pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  13. Różnie to bywa, jak odchudzam męża :), to trochę planuję, a jak nie, to kupujemy stały zestaw produktów, bo nie lubię nie mieć tego pod ręką czego zwykle mi potrzeba do nakarmienia rodziny, ceny w sklepach osiedlowych nawet na takiej wsi jak moja są wysokie więc jak mam kupić paczkę makaronu i inne produkty każdy o 1-2 zł droższy, to wiem, że muszę mieć zapas kupiony w tańszym sklepie, rodzinę mam dużą więc i zapasy muszą być spore, robię duże zakupy do dwa tygodnie, bo zwyczajnie nie lubię tego robić, a że mam gdzie trzymać to pewnie i też dlatego.
    Od czasu do czasu zrobię jakiś wymyślny obiad
    czy sałatkę, Twoja wygląda cudnie :))
    wtedy rzeczywiści podskoczę do sklepu po coś czego nie mam, ale ogólnie samo planowanie aż tak dokładne na cały tydzień mnie nie zajmuje
    bo wszak nie wiemy co się wydarzy następnego dnia i może dlatego :)
    A bułeczki popełnię bo bardzo zacnie wyglądają :))
    buziole wielkie

    OdpowiedzUsuń
  14. Od dawna chodzi za mna pomysl planowania jedzenia z tygodniowym wyprzedzeniem, ale jakos nigdy nie moge sie do tego zabrac. Jednego sie trzymam, raz w tygodniu musi byc pizza domowej roboty :)

    Uwielbiam Twoje zdjecia!

    OdpowiedzUsuń
  15. Ślinka cieknie na widok tych pyszności. Nigdy nie jadłam jadalnych kwiatów - czas to nadrobić ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ula, też kiedyś planowałam bo odchudzałam E. :) Na szczęście to krótka historia. A wyszło nam to na dobre bo zmieniłam naszą "kuchnię" i wiele przyzwyczajeń jest już przeszłością ;)
    Bułki polecam, jeszcze dzisiaj, trzeciego dnia, były smaczne:)

    Madziu, pizze domową uwielbiam. U nas tak średnio raz na 2 tygodnie się pojawia.
    Dziękuję:)

    Kemotko, kwiaty są fajnym, kolorowym dodatkiem ale same w sobie nie mają jakiegoś wyszukanego smaku:)

    OdpowiedzUsuń

Pozdrawiam :)