Jeszcze kilka lat temu wyobrażałam sobie siebie "nie wiadomo jak" w tym wieku.
Jest spokój i zwyczajność. Nasza rzeczywistość. Bez fajerwerków. Nie potrzebujemy wyeksponowanych doznań, żeby z zadowoleniem zakończyć kolejny dzień.
Jak już bedzie więcej wszystkiego, więcej wrażeń i obowiązków to będę tęsknić do tego minimalistycznie urządzonego mieszkania, które wpuszcza zaledwie kilka promieni słonecznych w ciągu dnia. Do tych dni, kiedy najzwyczajniesze wyjście na kawę nie tylko umila dzień ale również zapisuje się w kalendarzu jako coś szczególnego. Do tych chwil, w których robię co chcę i kiedy chcę. Dni mijają niepostrzeżenie bez zegarka i kalendarza w zasięgu. Jest dobrze.
![]() |
| "Do zapamiętania. Na później..." |

Zazdroszczę :) ciesz się chwilą kochana...
OdpowiedzUsuńPiękne są takie chwile i cieszę się, że tak ci biegnie życie, zwyczajnie dla innych fantastycznie dla ciebie, a to najważniejsze.
OdpowiedzUsuńLubię kiedy szczęście jest w ludziach i spokój ty masz to na pewno. Pozdrawiam ciepło i kolejnych pięknych dni, miesięcy itd...
Pa
Inka
Agnieszko, bardzo dziękuję za Twój komentarz, który jak "po nitce" przyprowadził mnie na tę stronę! Twój blog zauroczył mnie już od pierwszego wejrzenia ;) Cudowne zdjęcia, pięknie opisane... Będę zaglądać i jeśli pozwolisz dodam Twój blog do listy moich ulubionych.
OdpowiedzUsuńMuszę koniecznie tu powrócić i poczytać sobie na spokojnie :)
Pzdr z dalekiej Warszawy
Aniado
Przyznaję, że i mi niepotrzebne są codziennie niespodzianki i mnóstwo wrażeń.
OdpowiedzUsuńBardzo cenię sobie spokój i choć czasem się tego wypieram- lubię monotonność. Ale na pewno nie w kuchni ;).
Też bardzo sobię cenię takie simple pleasures:-)
OdpowiedzUsuńAgnieszko, zwyczajne chwile są najważniejsze.Fajerwerki nie mogą wiecznie trwać.Szybko się kończą.
OdpowiedzUsuńUwielbiam dni bez planu i kalendarza.
Miłego weekendu!
Owiecko, staram się :)
OdpowiedzUsuńInka, dziękuję. Kiedyś go nie było ale teraz jest dużo spokoju i zadowolenia. Uściski!
Aniu, dziękuję za odwiedziny, jest mi bardzo miło i zapraszam:)
A na jutro zrobię chyba crumble zainspirowana przepisem z dalekiej Warszawy:) Pozdrawiam ciepło.
Holga, monotoność w kuchni to zdecydowane NIE :)
Anno Mario, oj ja też! W końcu, trzeba sobie jakoś umilać chwile:)
Amber, tak, właśnie! Również miłej reszty weekendu.
Ja najbardziej cenię sobie zwyczajność...
OdpowiedzUsuńpozdrawiam!
Jesteśmy szczęśliwcami jeśli potrafimy się cieszyć takimi wyjściami na kawę :) i ogólnie drobnymi sprawami :)
OdpowiedzUsuńDlatego torujmy sobie drogę do szczęścia małymi przyjemnościami :)
Udanego weekendu!
Jak dobrze, ze jest dobrze.
OdpowiedzUsuńOlu, bo zwyczajność może też być niezywkła jeśli tylko tego chcemy. Serdeczności!
OdpowiedzUsuńMi, dokładnie!:) Również udanej reszty weekendu!
Madziu, i tego dobrze należy się trzymać.
Pięknie i oby tak dalej!:-) Ja powoli się tego uczę...:-) Pozdrawiam serdecznie
OdpowiedzUsuńSpokój i zwyczajność lubię najbardziej :)
OdpowiedzUsuńJak dobrze usłyszeć/przeczytać, że jest dobrze.
Pozdrawiam i życzę żeby trwało to "jest dobrze i zwyczajnie"...
Mimi, u mnie też zajeło to trochę czasu...i jest coraz lepiej:) Serdeczności!
OdpowiedzUsuńYba, dziekuję Ci:) Pozdrawiam ciepło!
piekne zdjecia. chociaz nie jestem pewna co przedstawia to drugie, bardzo podoba mi sie slonce i detal:)
OdpowiedzUsuńNa drugim to fragment krzesła na którym ktoś siedzi, pewnie małżon :)) i razem sobie kaffke pija z Agnieszką, tak trzymaj kochana , w prostocie siła i wielka przyjemność ;))a dlaczego, bo gdy trafi się większa od czasu do czasu tym lepiej smakuje i cieszy
OdpowiedzUsuńpozdrawiam cieplutko ;))
Ahora, dzieki. A to kawalek E. na drugim zdjeciu :)
OdpowiedzUsuńUla,:) Bingo! Kawa najlepiej smakuje z E. obok, ktory mnie notorycznie rozsmiesza ;) Milego tygdonia. Usciski!
Pięknie napisane i śliczne zdjęcia! :))
OdpowiedzUsuńDziekuje, Asiu:)
OdpowiedzUsuńDobrze jest się umieć cieszyć, dosłownie ze wszystkiego ,bo nie wiadomo przecież ile taka zwyczajność może trwać :)
OdpowiedzUsuńDokladnie tak!:) Pozdrawiam serdecznie!
OdpowiedzUsuńJa też właśnie jestem na takim etapie. Jedna walizka najpotrzebniejszych rzeczy i dużo więcej czasu niż w ostatnich latach i niż będzie go w następnych..Lecz życia bez rzeczy, w które już zaczęłam ostatnio w kraju obrastać musiałam się nauczyć. I nie zawsze jest łatwo;) Niestety moje ukochane filiżanki musiałam zabrać;) pozdrawiam serdecznie:)
OdpowiedzUsuńOllivieto, ja tez musialam sie nauczyc, ze pewne rzeczy sa zbedne. Teraz cokolwiek kupie to mysle dlugo czy aby na pewno jest mi to potrzebne i czesto decyduje sie, ze jednak nie. Lubie to uczucie wiekszej "przestrzeni":) Pozdrawiam cieplo!
OdpowiedzUsuńPięknie napisane. Bo i to co za słowami piękne.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Cię delektując się zaległymi (dla mnie) wpisami na blogu:)
Deli, dziękuję!
OdpowiedzUsuńAch, jak miło, że już jesteś!:)