12 lip 2011

Zapewne mając tutaj pozwolenie na trochę więcej niż tylko oddychanie nie spędziłabym wtorkowego poranka stojąc na bosaka na tarasie, przyglądając się kroplom deszczu, które spadły pierwszy raz od dwóch tygodni. 
Nie przywitałabym się rano z miłym Panem, tutejszą złotą rączką, który często widzi mnie na tarasie z aparatem w ręku i zawsze z uśmiechem proponuje, że mi zapozuje.
Nie zjadłabym w spokoju pajdy domowego chleba z konfiturą rabarbarową na świeżym, rześkim powietrzu bo pewnie nie miałabym rano na to czasu. 
Nie chodziłabym po mokrej od deszczu trawie. Ot tak, w środku dnia bo akurat mam na to ochotę.
Nie podglądałabym zapracowanego Doktoranta przy pracy. A przy okazji przypominała mu o jedzeniu...
Jeszcze rok temu plany były inne. Zajeło mi trochę czasu pogodzenie się z tym, że jest tak a nie inaczej.
Właściwie to nie wiem czy tak do końca się z tym pogodziłam ale czy kiedykolwiek można być w pełni zadowolonym!?  Powtarzam sobie jak mantrę, że każda chwila jest tą właściwą, na swoim miejscu...



Chleb z ziarnami na zakwasie (pyszny!) Przepis u Anity tutaj.
Konfitura rabarbarowo-imbirowa (cudo! ale należy zdecydowanie zmniejszyć ilość cukru). Przepis u Bei tutaj.
***
Miłego Dnia!

32 komentarze:

  1. Oj, jakie świetne jest to zdjęcie Ciebie i Doktoranta:)

    I kropli deszczu.

    Mam też takie chwile refleksji, czy to gdzie jestem teraz jest tym czego chcę. Mijają, może to dowód na to, że jestem. Nie wiem. Chociaż czasem tęsknię. Nie wiem za czym, ale tak jest.

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdybym wiedziała,czy to co teraz to jest ,to'...
    Nigdy tego nie wiem.Dlatego przyjmuję,że tu i teraz to jest ,to'.
    Piękne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
  3. Podglądanie doktoranta bezcenne...:).
    Po trawie też bym pochodziła - mogę , co najwyżej, po mokrym balkonie...
    Chlebek urodziwy:), a konfitury Bei zawsze pyszne;)
    Co ja robię tu... - prawie codziennie zadaję sobie to pytanie...

    OdpowiedzUsuń
  4. ładnie ci się upiekł ten chlebuś.
    a w zdjęciu z nagłówka się zakochałam, dodatkowo ten koleś siedzący przy koputerze- też fajne ujęcie.
    Od dziś Cię obserwuję:)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. chyba najważniejsze to cieszyć się z tego co jest, z tych małych chwil przyjemności, bo wszystko tak szybko mija i się zmienia, ja np. też bym chciała stać na bosaka na tarasie i patrzeć na deszcz (;
    pierwsze zdjęcie z kroplami deszczu na trawie jest cudne!

    OdpowiedzUsuń
  6. piękne. uwielbiam te Twoje pełne spokoju wpisy :) i zdjęcia! :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Zdjecia cudne!! Tak ladnie to wszystko ujelas! :) A chlebek... poezja!! Niestety nie mam dostepu do rabarbaru, zeby samej zrobic konfiture. Ale jak tylko jestem we Francji to kupuje confiture Bonne Maman o smaku rabarbaru- pyszna jest! :) Pozdrawiam z prawie tropikow! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kochana, pide się piecze właśnie, moje pierwsze w życiu, pokraczne, krzywe ale się piecze ;))),
    nadzienie super wyszło to reszta jakoś też pewnie będzie ale na pewno nie takie ładne jak Twoje ;)
    Fajne zdjęcia zrobiłaś i moja droga, to co piszesz.... to marzenie niejednej kobiety na tym świecie, tak się składa, że mam podobnie z ta różnicą że moja połowa wybiega rano do pracy, mogłabym z nim nieraz ale mi miło w domu a teraz mam moje 14-lenie maleństwo do towarzystwa :)ot i co ;)), ciesz się każdą mijająca minutą, nawet wtedy kiedy łza się w oku kręci, każda z tych chwil jest jedyna i niepowtarzalna nawet jeżeli się tak może nam nie wydawać ;)))
    i biegaj po deszczowej trawie!!
    buziole wielkie ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Deli, dziękuję. Doktorant nieświadomy paparazzi przed oknem :)A refleksje są potrzebne...

    Amber, dziękuję! Staram się też myśleć takim torem, co nie oznacza, że czasem nie myślę o tym, że to moje „to” mogłoby być inne...

    Ewelinko, Doktorant nie zauważył:) A piosenka na czasie „Co ja robię tu, co ja tutaj robię” ;) Weszła do głowy i już pewnie dzisiaj nie wyjdzie :)

    Olcik, witaj! Dziękuję:) A Chlebuś najważniejsze, że pyszny:) Pozdrawiam i zapraszam!

    Mru, oj staram się! I w porównaniu sprzed rokiem jest jak niebo a ziemia.

    Martuś, welcome back! Dziękuję Ci Kochana!

    Madziu, dziękuję...oh, bonne maman to ma nawet nazwę pyszną :) Tutaj mamy jeszcze trochę rabarbaru i dzisiaj będe robić nową porcję, żeby było wspomnienie lata zimą!

    Ulu, Kochana! Ooooo jak fajnie i jak wyszło? Mam nadzieję, że Wam smakowało!:) Mi te kształty też nie do końca wyszły ale najważniejszy jest smak!!:)
    A cieszenia każdą się chwilą uczę się i jest coraz lepiej! A najważniejsze, że jest spokój i szczęście w domu :)

    ***
    Uściski dla Was Dziewczyny!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Chlebek i konfitura mniam! Też miewam takie myśli. Na dzień dzisiejszy pogdziłam się z tym jak jest i jest mi dobrze i nawet chyba mogę powiedzieć, że z dnia na dzień lepiej:-) Wiem, że jak już będzie to za czym tak teraz tęsknię będę tęsknić za tym co mam teraz...:-) Jak to mówią "wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma"- coś w tym jest:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. he he :))) wyszło i to jak :))), może nie piękne ale smakowite przeogromnie, i już.... nie ma ;)))
    jeszcze raz dzięki za przepis :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Tez bym chciala pochodzic po trawie w ciagu dnia, a z reguly siedze za biurkiem lub za kierownica. Buuuu :(

    Dobrze, ze potrafisz cieszyc sie kazda chwila, ja sie nadal tego ucze.

    Fotki jak zawsze swietne. A doktorant jaki pracus. Moj jak robil doktorat to tez byl wiecznie zajety.

    OdpowiedzUsuń
  13. Mimi, masz rację!! Ach, trzeba się cieszyć teraz bo jak nie teraz to kiedy? :) Uściski.

    Ulu, cieszę się jak nie wiem:)!!

    OdpowiedzUsuń
  14. Madziu, no właśnie Ty za biurkiem a ja na trawie...a czasem mi się to biurko marzy. No nie do końca biurko, ale w tym klimacie:) Doktorant jest teraz w gorącym okresie i jak tak na niego patrzę to nie wiem skąd u niego ta motywacja...Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
  15. Takie codzienne chwile są kwintesencją życia właśnie. Fajnie, że je łapiesz. Też się uczę je doceniać.
    Chleb i konfitura sprawiły, że poczułam głód :)
    Zdjęcie z doktorantem świetne!

    OdpowiedzUsuń
  16. Yba, od czasu do czasu dobrze jest sobie przypomnieć, że to właśnie te drobne chwile tworzą ogromny sens. Pozdrawiam cię ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  17. fajnie, że umiesz dostrzec urok (nie)zwykłych codziennych chwil, ja sie muszę jeszcze tego nauczyc :)

    OdpowiedzUsuń
  18. M., witaj! To też jest moja codzienna, przyjemna nauka...Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  19. Uwielbiam do ciebie zagladac :-) Zdjecia super.
    Mnie troche nosilo po swiecie ale musze powiedziec, ze dwa lata temu jak przenioslam ksiazki, buty ;-) i rozne inne rzeczy w jedno miejsce to poczulam, ze to jest to i wlasciwie nie chce nic zmieniac. Bardzo fajne uczucie jak przychodzi taki czas. Sciskam, czekam na spotkanie i kawe :-)

    OdpowiedzUsuń
  20. Piękne zdjęcia pobudzają zmysły...i apetyt:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Super zdjęcia, zwłaszcza to z kroplami. :-)

    OdpowiedzUsuń
  22. Aniu, a wiesz, ja już też czekam na ten moment jak przeniosę książki (bo z butami to u mnie marnie;)) na "bardziej" stałe. A na kawę i lody (w Wiedniu) z Tobą już nie mogę się doczekać:) Uściski

    Burczymiwbrzuchu, dziękuję!

    Dragonfly, dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  23. Agnieszko! Po trawie właśnie przed chwilą chodziłam - po wieczornym deszczyku jest cudownie rześka:)
    Na Twoje pytanie chyba nie potrafię odpowiedzieć...
    Uściski!

    OdpowiedzUsuń
  24. Aniu, a wiesz ja też przed chwilą spacerowałam po mokrej trawie...ale tym razem po podlanej:) Dzisiaj mamy u nas słońce:) Uściski i spokojnego nocy!

    OdpowiedzUsuń
  25. Niech zgadne, jestes na F2? Jezeli tak, to pozostaje ci tylko praca wolontariuszki - ja przez kilka miesiecy "pracowalam" w domu starcow - bardzo milo to wspominam! No i chodzenie po mokrej trawie:)

    OdpowiedzUsuń
  26. Ahora, tak, zgadza się. Przeklęte F-2!! A zastanawiam się nad wolontariatem w schronisku dla zwierząt.

    OdpowiedzUsuń
  27. What gorgeous clicks! So poetic... Nice loaf too.

    Cheers,

    Rosa

    OdpowiedzUsuń
  28. Myślę, że dobrze jest pogodzić się z tym w czym tkwimy, poukładać sobie priorytety szczęścia i znaleźć sobie swój azyl..dlaczego by nie balkon i aparat w dłoni. Chlebek i konfitury prezentują się smakowicie. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  29. Galopku, dokladnie tak...
    Dziekuje:) Chlebek juz jest wspomnieniem (po czesci zamrozonym) a konfirtura tak pyszna, ze dorobilam na zapas:)
    Pozdrawiam Cie serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  30. No wlasnie, nie zawsze latwo jest sie pogodzic z tym co tu i teraz... I choc teoretycznie 'jak sie nie ma co sie lubi, to sie lubi co sie ma', to w praktyce wcale nie jest latwo to wdrozyc w zycie; w kazdym razie nie zawsze ;)

    Chleb wyglada naprawde smakowicie Agnieszko! I ciesze sie, ze hiram i Tobie posmakowal (ja tez daje o polowe cukru mniej...).

    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  31. Bea, Hiram jest booooski w smaku!!:) Zrobiłam już dwa razy i ostatnim razem jeszcze bardziej zmniejszyłam ilość cukru - lubię wyraźny imbirowo-cytrynowy posmak:)

    OdpowiedzUsuń

Pozdrawiam :)