22 paź 2011

Bardzo nieposkładane myśli wirują w mojej głowie od kilku dni. Prawie jak liście na wietrze. Z tą różnicą, że u nas wiatru w ostatnim czasie jest mało i dzięki Panu, który zajmuje się sprzątaniem terenu na naszym osiedlu i ostatnio o nich zapomniał, liście zdąrzyły ułożyć się w dywan w prawdziwie jesiennych odcieniach. Mam takie upodobanie, że szuram butami w liściach. I nie inaczej było tym razem.  Zapewne sąsiedzi już się przyzwyczaili do moich dziwnych zachowań:)

Mija rok odkąd ostatni raz pakowałam się w podróż (dłłuuugą podróż) do Polski.
Z trudem zostawiłam Doktoranta na prawie trzy miesiące. Nie lubię się z nim rozstawać.
Chociaż aktualnie gdzieś tam kołaczą się myśli, że mógłby wyjść na uczelnie na kilka godzin, żebym mogła za nim zatęsknić ;)
Ale dłuższe podróże są niełatwe. Słodko-gorzkie doświadczenie. Dużo emocji. Radość z pobytu z Rodziną (i ukochanym rodzinnym Psiakiem). Smutek, że Doktorant tak daleko i nie popija razem z nami domowej naleweczki próbując wymawiać polskie słówka:)

Ta cała "emigracja" daje się niekiedy we znaki. Traci się niektórych przyjaciół, znajomych. Rodzinę widzi się rzadko. Za rzadko. I mimo, że ma swoje walory i zazwyczaj pozytywne strony triumfują w ogólnym zarysie...to jednak strat też jest wiele. Wiele wspólnych chwil z ważnymi Osobami, których nie można nadrobić. Nie wiem czy uda mi się kiedykolwiek znaleźć złoty środek.

Szklaneczka martini. Czekolada.
I gdzieś tam w kącie ukryty smutek, który wpisany jest przecież w życie.




27 komentarzy:

  1. Agnieszko,złoty środek po prostu nie istnieje...
    Mała to pociecha,bo dalej nie wiadomo,co z tym zrobić.
    Myślę że tęsknić za jednymi,cieszyć się z bycia z drugimi.
    ,W życiu ważne są tylko chwile.'
    Pogodnej soboty!

    OdpowiedzUsuń
  2. Agnieszko sama nie ujęłabym tego lepiej! Tak dobrze Cię rozumiem, tak wiele razy to przeżywałam ale teraz najbardziej.. Mi, według moich założeń, został tu jeszcze rok ale różnie to bywa...
    Nie potrafię napisać nic pocieszającego bo sama sobie też nie potrafię nic wymyślić...i każdy mój dzień też smutkiem podszyty, że tyle chwil ważnych i mniej ważnych mi umyka...
    Zawsze jest coś za coś...

    Słonecznego dnia Agnieszko!

    ps. Ja myślałam, że doktorant jest Polakiem...;)) Jakiej narodowości jest Twój mąż jeśli można spytać?

    OdpowiedzUsuń
  3. tęsknoty.. tak dobrze je znam. nie mam tak daleko, ale też często jestem rozdarta. między rodziną,a kimś kto jest mi najbliższy.. ale tak to już jest i trzeba nauczyc się cieszyc wszystkimi wspólnymi chwilami.
    i wiesz, też strasznie lubię szurac w liściach.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zawsze nam teskno za tym czego nie mamy, gdzie nie jestesmy, gdzie zostawilismy czesc Nas, naszej przeszlosci, doswiadczen, Naszych bliskich. Ale zycie na tym polega ze sie zdobywa nowe doswiadczenia, nowe znajomosci, ze goni sie za marzeniami. Bo ja osobiscie uwazam ze najwieksza zbrodnia przeciw samemu siebie jest osiasc w jednym miejscu, narzekac ze zycie nam przeplywa przez palce ale nic nie robic w kierunku spelnienia naszych marzen, celow. Wiec jesli opuscilas rodzine w Polsce ale teraz czujesz sie szczesliwa, spelniona i masz obok siebie Doktoranta to mysle ze wychodzi na plus;)) Ja tak sobie to tlumacze bo minelo juz ponad 7,5 roku od kiedy wyjechalam i jakos trzeba zauwazac plusy naszych emigracji, bo inaczej mozna zwariowac. Ja tez tesknie, tez mi smutno ze niektore znajomosci sie rozeszly po swiecie, ze dziadki nie widza Sophie czesciej,ale coz, wybor padl jakis czas temu, nasze decyzje nadal kraza wokol Anglii wiec nic tylko tesknic zdrowo za rodzina w Polsce i zyc naszym zyciem tu i teraz;))
    Pozdrawiam jesiennie;))

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo dobrze Cie rozumiem, mam blizej do Polski ale tez bywa mi tak ciezko.

    Usciski kochana i udanego weekendu.

    PS: Tez jestem z tych szurajacyh w lisciach :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Święta prawda Agnieszko!
    Mi jednak po siedmiu latach już przestaje brakować Polski...

    OdpowiedzUsuń
  7. Agnieszko, wyobrażam sobie, jaka musisz być czasami rozdarta... ale faktycznie trudno jest znaleźć złoty środek. Mimo wszystko myślę, że dobrze dla Ciebie, że jesteś tam pomimo tęsknoty. Bo jesteś bogatsza w pewne doświadczenia, których nie zdobyłabyś siedząc całe życie w jednym miejscu :) a tęsknota to część tej przygody :) może wybierzecie się za jakiś czas razem do Polski?
    ściskam!

    OdpowiedzUsuń
  8. Wielka tęsknota i smutek bije ostatnio z Twoich postów:( mam nadzieję, że w końcu znajdziesz swoje miejsce!za to trzymam kciuki!
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Tęsknota i smutek, nie da się ich uniknąć. To część życia jak sama napisałaś. Jesień jest tak nostalgiczna czy taki czas w Twoim życiu?
    Czekolada i szuranie w liściach dobrze robią mi też.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Amber, masz rację. Złoty środek nie istnieje. Czasem tylko upieram się, żeby go poszukać. Tobie również udanego weekendu:)

    Olliveto, trudno mi chyba się przyzwyczaić do tego „coś za coś”. A Doktorant pochodzi z Turcji :) Uściski!

    Asiejo, szuranie w liściach dobre na wszystkie smutki:) U mnie tęsknota przeszyta jest chyba też brakiem możliwości planowania czegokolwiek...wiem, że to minie niedługo. Ale narazie jest jak jest.

    Moniko, zgadzam się. Ale czasem jest ciężko zdobywać nowe doświadczenia czy się realizować. Albo jest to niemożliwe, tak jak w moim przypadku. Na szczęście mam zapas swoich zainteresowań, które wypełniają mi dni ale poczucie niedosytu gdzieś tam też jest...I tak, jestem szczęśliwa :) I wiem, że te chwilowe smutasy się ulotnią niedługo.

    Madziu, szuranie w liściach będę musiała dzisiaj też uskutecznić bo w poniedziałek Pan od sprzątania pewnie je już zmiecie;)

    Maju, mi nie brakuje Polski. Nie wyobrażam sobie powrotu do kraju ale brakuje mi rodziny. Bardzo. I tych chwil, które mijają bez mojego udziału.

    Owiecko, tęsknota się chyba nasiliła jak pomyślałam ile już mnie w Polsce nie było. Do Polski wybierzemy się jak już Doktorant będzie „po”. Pewnie na przełomie czerwca/lipca :)

    Olu, Dziękuję! Moje miejsce znalazłam już dawno. Jest koło mojego Doktoranta:) A smutek jest ostatnio ale jest tylko częścią i na szczęście jeszcze nie dominuje.

    Yba, to chyba taki czas po protstu. Bo u nas jesień jak narazie jest pięknie letnia. Minie. Zawsze mija a przed takimi falami smutku już się nie bronie.

    Dziękuję za Wasze słowa i za odwiedziny. Piękna słoneczna sobota jest u nas:) Przesyłam po promyku do każdej z Was! Ściskam:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie tylko ja czytam Twój post z pewną dozą smutku, bo nie ma smutniejszej sytuacji niż bezradność przemiszana z absolutną empatią. Pomóc, niestety, Ci nie mogę, ale poradzić, żebyś zadowolona była z tego co masz wokół siebie w tej chwili, umiem.
    Uściski od polskiej emigrantki z Vancouver, B.C. (we're practically neighbours, aren't we?) Gosia

    OdpowiedzUsuń
  12. Gosiu, patrzę się w to małe okienko od komentarza i nie wiem co napisać. Zadowolenie z codzienności czasem gubi się wśród mniejszych i większych smutków i mimo, że się nie znamy, Twoje słowa dodają mi tak dużo otuchy. Dziękuję!

    O tak, jesteśmy prawie sąsiadkami.
    W pięknym mieście mieszkasz. Ostatnio przy okazji oglądania A. Bourdain w "No reservations" rozmawialiśmy z Doktorantem, że musimy koniecznie kiedyś odwiedzić Vancouver. Doktorant był rok temu w Victoria, niestety zabrakło mu czasu na zobaczenie Vancouver.
    Ściskam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  13. mam bardzo podobnie ostatnio, dokucza mi swiadomosc, ze tam za daleka woda toczy sie zycie mojej rodziny i ze mnie w tym zyciu nie ma... to znaczy niby jestem, ale tylko wirtualnie...
    lata leca, siostrzenice juz takie duze, a tak niedawno czytalam im bajeczki... mama coraz starsza... i chyba tego zal najbardziej... nie Polski, ale waznych dla mnie ludzi, ktorzy tam sa... a stad do nich tak daleko... sciskam mocno...

    OdpowiedzUsuń
  14. Atsanik, dokładnie podobne odczucia mi ostatnio towarzysza. Raz sa silniejsze, tak jak teraz...a czasem przytlumione. I czasem tak bardzo zal, ze tyle chwil bez naszego udzialu przemija.
    Dobrze, ze chociaz jest skype i email. Nie musimy czekac tygodniami na odpowiedz na list:)
    Usciski!

    OdpowiedzUsuń
  15. Agnieszko, po prostu życzę Ci, by tych chwil melancholijnych było coraz mniej :), a swoją drogą, dzięki nim możemy docenić co mamy :).

    Ja też zawsze szuram w liściach :) i specjalnie idę taką trasą gdzie ich więcej ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Mnie tęsknota nie doskwiera, choć oczywiście chciałabym częściej widywać rodzinę. Ale ja mam znacznie bliżej, to robi różnicę.

    OdpowiedzUsuń
  17. Alucho, dziekuje!:) Na szczescie takich dni jest malo.

    Aniu, a ja tak sobie mysle, ze nawet jesli zamieszkamy kiedys w Europie to wcale nie bedzie wyznacznikiem czestszego widywania rodziny. Pewnie czesciej niz raz na dwa lata ale i tak zawsze codziennosc i wlasne sprawy rodzine beda dominowac.
    Dzisiaj tesknota doskwiera juz mniej:)

    Pozdrawiam Was serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  18. Dzielimy ten sam los Agnieszko.
    Budujemy swoje zycia, swiaty. Realizujemy plany i marzenia. Wiadomo jakim kosztem...i czasem mysle ze to takie niesprawiedliwe... i czuje sie potwornie samotna...

    OdpowiedzUsuń
  19. Agnieszko, wiem...
    Te ciagle kompromisy, decyzje i niekonczaca sie lekcja jak byc szczesliwym w danej chwili bez wzgledu na...
    Sciskam!

    OdpowiedzUsuń
  20. Piekne liscie!!! Ja tez szuram a Nikolas za mna:)
    Natomiast co do wyjazdow to tez tak mam, raz bym chciala by M pojechal sam do Peru na tydzien i wrocil a dwa ja bez niego nie moge, on tez wolalby bym pojechala sama do PL ale ja sama nie chce....

    OdpowiedzUsuń
  21. Moniko, szuranie jest super:):)

    Ja jezdzilam do tej pory zawsze sama bo Doktorant sie nie ruszal stad juz od ponad 3 lat. Ale po ostatnim razie powiedzialam dosc i nastepnym razem jak wsiade do samolotu to tylko z Nim:)

    OdpowiedzUsuń
  22. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  23. Prawdziwe, to co napisałaś. Całe szczęśćie, że te pozytywne strony jednak w ogólnym zarysie dominują:-) Ja bez M. również nie lubię się nigdze ruszać, chociaż czasem decyduję się na tydzień, max dwa:-) Trzy m-ce to zdecydowanie za długo...Pozdrawiam:-)

    OdpowiedzUsuń
  24. Mimi, o tak pozytywow jest na szczesciej wiecej! Sam Doktorant i bycie przy nim jest jednym wielgachnym pozytywem;)
    Pozdrawiam rowniez cieplo:)

    OdpowiedzUsuń
  25. Hmm.. więc Ty Agnieszko za polską aż tak nie tęsknisz, tylko za bliskimi..u mnie dochodzi jeszcze tęsknota za krajem, nawet za polską szarą rzeczywistością, dawnym życiem i ogromna chęć powrotu. Może gdybym znalazła się w innym kraju..Kiedyś, jeśli już wyobrażałam sobie życie na obczyźnie, z pewnością nie była to zimna norwegia;)
    Dobrze, że choć jednej tęsknoty, tej za utraconą "Arkadią" masz mniej:)

    Niemożliwe jest jednoczesne bycie przy wszystkich nam drogich osobach, realizowanie siebie oraz tworzenie i budowanie swojej własnej małej rodziny..Niby takie to oczywiste a tak boli. I ciągła świadomość upływającego czasu..Gdyby mogło to być trochę prostsze..
    pozdrawiam Cię serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  26. Agnieszko wypalę jak filip z konopii: robisz cudne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń

Pozdrawiam :)