12 sie 2012

Nowe twarze w windzie, inne rodzaje mleka w sklepie, nazwy mąk nieznane.
Zapachy jakieś inne.
Wkurzająca pani w urzędzie. I pan w serwisie foto też.
Łzy złości na środku chodnika.*
Upieczony chleb, pierwszy raz w nowej kuchni.
E-mail, którego się nie spodziewałam, a kóry mnie bardzo ucieszył.
Rocznica ślubu w międzyczasie. Fajna, jak wszystko z Doktorantem.
Słońce i  Amsterdam. Dużo słońca i dużo ludzi.
Worek emocji, bodźców i lekcji w jeden tydzień.
Dzisiaj odpoczywam i kończę oglądać czwarty sezon MasterChef Australia ze szklaneczką rose: :)
Ach, no i nadal 6 lamp do powieszenia;)
już drugi miesiąc w Holandii i jeszcze nie było roweru ;) Już się poprawiam:)
*Zdarzenia, które wcześniej nie wywarłyby na mnie najmniejszego wpływu, we wtorek wyprowadziły mnie z równowagi do tego stopnia, że urosły do rangi złości ze łzami w oczach. Już wiem, przeżywam, książkowy;), szok kulturowy. Moja reakcja i iritacja zmianą otoczenia jest silniejsza niż przypuszczałam a adaptacja nie przychodzi tak łatwo.

PS I jeszcze jedno zdjęcie rowerowe, które zrobił Doktorant i które chciał Wam koniecznie pokazać pytając się jakie ma szanse na zostanie fotografem;)))
Życzymy wszystkim miłego tygodnia:)

53 komentarze:

  1. I Wam też miłego ;), bez wkurzających urzędników, za to z rowerami i Doktoranta wariacjami na temat fotografii ;) i najlepszego w rocznicę ślubu ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Aguś, ani się obejrzysz, a te nowe twarze będą starymi znajomymi "z widzenia" :). Życzę Ci, by nastąpiło to jak najszybciej ;)
    Doktorant może się zająć fotografią graffiti :D

    Miłego dla Was!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alucho, juz mam jedna "znajoma" w bloku, wpadamy na siebie nonstop;) Buziaki!

      Usuń
  3. Zmiany nie zawsze są łatwe...
    Oswojenie nowego to lekcja życia,cierpliwości i pokory.
    Będzie dobrze!
    Powieście lampy i świętujcie Waszą rocznicę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Amber, dziekuje za Twoje slowa. Pokory i cierpliwosci brakowalo mi ostatnio.

      Usuń
  4. Wiem jakie w Stanach dla mnie wszystko było łatwe w porównaniu z Europą...
    Oby szok kulturowy jak najszybciej zamienił się w zachwyt. Jestem z Tobą Agnieszko!
    Mi się czasami chciało tu płakać gdy widziałam tylko drewniane domy...

    Doktorant już w jednej dziedzinie osiągnął pożądany tytuł więc przymierza się do kolejnej?;)) Mi się bardzo zdjęcie podoba:)

    Wszystkiego najlepszego z okazji rocznicy!

    uściski Agniesiu:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olliveto, sadze, ze zachwyt sie zwiekszy jak juz sie urzadzimy, co niestety idzie nam bardzo powoli.

      A Doktorant za kazdym razem, jak robi zdjecie to mowi, ze to bedzie jego punkt widzenia i nie chce slyszec o jakis tam ustawieniach w aparacie:)

      Dziekujemy! Usciski:)

      Usuń
  5. Brzmi aboslutnie rewelacyjnie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. taki właśnie rower mi się marzy :)

    po przeprowadzce do Stanów też przeżywałaś szkok kulturowy czy było łatwiej?

    w UK wszystko zaskakiwało mnie na plus, ludzie naprawdę mili, pomocni, uśmiechnięci,
    pamiętam jaka byłam zaskoczona kiedy ktoś przechodząc w markecie pomiędzy mną a półką na którą patrzyłam mówił 'przepraszam', teraz już mnie to nie dziwi, dziwią się natomiast ludzie w polskich marketach kiedy ja odruchowo mówię 'przepraszam' ;)

    pS. mam nadzieję na więcej rowerowych zdjęć i może jakieś wiatraki kiedyś :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiu, tutaj takie rowery sa wszedzie i chyba zachwyt nad nimi maleje, bo powszednieja:) Ale rowery kupimy na pewno:)

      Doktorant przylecial do Stanow pol roku przede mna wiec juz mial znajomych, dom w miare urzadzony. Ja przylecialam na gotowe i praktyczne od razu zaprzyjaznilam sie z jedna Polka, wiec bylo latwiej.

      A z "przepraszam" przy przechodzeniu obok kogos w markecie jest tak samo w Stanach:)

      Usuń
  7. Już nie jestem jedyną płaczącą na chodniku z nadmiaru emocji.
    Agnieszko uwielbiam tu wracać.

    Miłego tygodnia dla Ciebie i Doktoranta! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ehh, jak ja to dobrze znam...sama pochodze z małego miasta i wiem, jak ciężko jest oswoic wszystkie aspekty życia w Dużym Mieście....pamietaj Agus, niż nie przychodzi z dnia na dzien, a łzy złości tylko Nas wzmacniaja i wcale nic nie ujmują. Dobrze, że jest Rose, Doktorant i Wasze wspólne wieczory...reszta sie poukłada:))))
    Rocznicowo, i nie tylko najlepszego dla Was!
    Usciski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszko, dziekujemy! Czasem zdarzaja sie chwile slabosci, na szczescie czasem, i tak jak mowisz, tez sa potrzebne. Usciski.

      Usuń
  9. Duże zmiany i sytuacje dzięki którym poznajesz lepiej siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. oj biedna Ty.... a w poprzednim wpisie pierwsze słowa takie pozytywne... głowa do góry i najlepsze życzenia rocznicowe :))

    OdpowiedzUsuń
  11. Agnieszko, dawno nie pisalam...
    Wiataj w Europie ;))) Tak blisko teraz do siebie mamy ;)
    A ja mysle ze ten szok kulturowy jest spowodowany nie tyle zmiana miejsca od tak, ale zmiana miedzy Stanami a Europa. Czy moze sie myle?
    Jak bedziesz sie wybierala na zwiedzanie Londynu koniecznie daj znac, napewno znajde czas na kawe i croissanta z Toba w centrum ;)))
    Pozdrawiam,
    Monika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moniko, dam znac, na pewno:) I moze Madzia z Wyspy tez sie dolaczy:)

      PS Masz racje, to zmiana Stany-Europa, bo sadze, ze zmiana jednego panstwa europejskiego na inne nie bylaby tak odczuwalna.
      Usciski.

      Usuń
  12. Ja do Kanady jeszcze się nie przyzwyczaiłam. Nie polubiłam jej. I nie zanosi się, by miało być inaczej. Tęsknię za moją magiczną Irlandią.

    Mam nadzieję, że chociaż Ty odnajdziesz się wkrótce w nowym miejscu.

    Pozdrawiam, A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agato, z czasem wszystko sie zmnienia. Moze i Twoje odczucia do Kanady tez. Ja jestem pewna, ze sie przyzwyczaje do zycia tutaj mimo ze, za Oregonem tesknie i jak bede miala okazja to na pewno tam polece.
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  13. Oko Doktorant ma - wypatrzył bardzo ładny czerwony "pokrowiec" na siodełko. Fajny gadżet.

    Musi być dobrze i tego się trzymaj!

    OdpowiedzUsuń
  14. ja to w ogóle nie będę komentować tego szoku kulturowego :P
    uszy do góry :)
    a australijski masterchef jak? my amarykańdżański wałkujemy (2)
    Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Emmo, ty powinnas przyjechac i mi dac po tylku ta chinska parasolka, od razu by mi wszystkie szoki przeszly;)

      Uwielbiam australijski, bardzo mi sie podobaja prowadzacy i jest przyjazniej niz w amerykanskim.

      Buziaki.

      Usuń
    2. hahaha uważaj uważaj :P

      następny australijski więc :)

      Usuń
  15. Bezsilność i poczucie zderzania się z samymi przeszkodami też ze mnie łzy wyciskały.
    Ważne, że jesteście razem! Będzie lepiej :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwyspiona, na pewno bedzie lepiej:) A te poczatkowe trudnosci za rok nie bede juz graly zadnej roli.

      Usuń
  16. Przekaż Doktorantowi, że jak najbardziej ma zadatki na dobrego fotografa. A miejsca, tak obce, wkrótce będą znajome :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jagodo, dziekuje, przekaze. Doktorant sobie zazyczyl, zebym raz w miesiacy pokazywala Wam jego zdjecia;))

      Usuń
  17. Jak masterchef to tylko austalijski...
    Bedzie dobrze, poczatki sa zawsze trudne!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maju, dokladnie, wczoraj probowalismy obejrzec jeden odcinek amerykanskiego i w polowie Doktorant juz nie mogl wytrzymac, zupelnie nie ten klimat co w australijskim.

      Usuń
  18. Doktorant niech szybciutko założy swój blog, bo zdjęcie zrobił bardzo fajne ;)))
    A z nowym miejscem musisz oswoić, "dotrzeć" się. Życzę samych dobrych chwil i wrażeń. Czasami chciałabym wieść takie życie, w kilku miejscach i poznawać je jako mieszkaniec, a nie turystka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kemotko, :)) dzieki!
      Na poczatku sie zastanawialam czy bede sie czuc tutaj jak turystka, ale nie...od razu na gleboka wode i zdecydowanie czuje sie jak poczatkujaca mieszkanka;)

      Usuń
  19. A co to MasterChef Australia?
    Duzo siły życzę, odkrycia, bo nawet nie wiesz ile masz jej w sobie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joanno, MasterChef Australia to show kulinarne:) http://www.masterchef.com.au/home.htm

      Dziekuje Ci!

      Usuń
  20. Agnieszko, dlugo mnie tu nie bylo, widze, ze juz przecieracie sciezki w nowym miejscu. Niech ten czas oswajania nowego miejsca minie Wam szybko!

    OdpowiedzUsuń
  21. Agnieszko głowa do góry, jestem pewna, że ten szok kulturowy szybko zamieni się w zachwyt:) Początki zawsze są trudne i potrzeba trochę czasu aby oswoić się z nowym miejscem:) A ja po cichu liczę, że może kiedyś uda nam się spotkać poza blogosferą w końcu do NL mamy całkiem niedaleko i czasem bywamy:) Uściski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimi, z kazdym dniem i nowo poznanym miejscem jest lepiej. Na szczescie, oprocz pani w urzedzie i pana w serwisie foto, nadal spotykamy samych sympatycznych ludzi na swojej drodze. Mam ogromna nadzieje na nasze spotkanie przed Waszym wyjazdem daaaleko:) Usciski serdeczne dla Was.

      Usuń
  22. P.s. Doktorant oczywiście ma zadatki na dobrego fotografa:) Przekaż proszę, że czekam na więcej zdjęć!

    OdpowiedzUsuń
  23. Agnieszko, siły....! Trzymam kciuki:)

    OdpowiedzUsuń
  24. Obie przeżywamy akurat teraz aklimatyzację w nowej kulturze, z tym że ja jeszcze nie tęsknię za Londynem. I nie bardzo mogę liczyć na dogadanie się w jęz. angielskim. Niedawno nawet myślałam sobie, jakie to dziwne, że porównuję trochę japońską kulturę z angielską, ale w języku polskim (a za Polską nie tęskniłam nigdy w życiu, nic a nic). Tylko język pozostał.
    Uszy do góry, nowa przygoda to fajna przygoda, mam nadzieję, że szybko się przekonasz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chihiro, dla mnie najwiekszym zaskoczeniem jest to, ze myslalam, ze bedzie latwiej. Wlasciwie to jak z jazda na rowerze, ktorej sie podobno nigdy nie zapomina. Poczatki byly doscyc nerwowe i stresujace, na szczescie juz jest o wiele lepiej.
      Duzo dobrego dla Was w Japonii.

      Usuń
  25. Wlasnie do mnie dotarlo, ze ostatnio bylam w Amsterdamie 11 lat temu! Pora wrocic chyba.

    Mam nadzieje, ze jest juz lepiej i jesli sa lzy to tylko z radosci.

    Zdjecie Doktorowi wyszlo :)

    Sciskam.

    OdpowiedzUsuń
  26. Wszystko się ułoży wraz z powieszeniem lamp, poza tym pierwszy upieczony chleb to dobry znak. Zdjęcie szanownego Doktora bardzo mi się podoba. Kiedy zaczniemy o nim mówić habilitant? Jakoś ta końcówka -ant bardzo mi w krew weszła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Amebo, juz mamy troche wiecej lamp. Sama sie wzielam za wiertarke i przywieszanie:) Doktorant pozostanie dla mnie doktorantem;) Habilitacji to on nie robi. Tutaj jest chyba troche inaczej, napierw "assistant professor" a jak sie wykaze i bedzie mial publikacje to bedzie "associate professor" po jakims czasie.

      Usuń

Pozdrawiam :)