Zapachy jakieś inne.
Wkurzająca pani w urzędzie. I pan w serwisie foto też.
Łzy złości na środku chodnika.*
Upieczony chleb, pierwszy raz w nowej kuchni.
E-mail, którego się nie spodziewałam, a kóry mnie bardzo ucieszył.
Rocznica ślubu w międzyczasie. Fajna, jak wszystko z Doktorantem.
Słońce i Amsterdam. Dużo słońca i dużo ludzi.
Worek emocji, bodźców i lekcji w jeden tydzień.
Dzisiaj odpoczywam i kończę oglądać czwarty sezon MasterChef Australia ze szklaneczką rose: :)
Ach, no i nadal 6 lamp do powieszenia;)
| już drugi miesiąc w Holandii i jeszcze nie było roweru ;) Już się poprawiam:) |
PS I jeszcze jedno zdjęcie rowerowe, które zrobił Doktorant i które chciał Wam koniecznie pokazać pytając się jakie ma szanse na zostanie fotografem;)))
Życzymy wszystkim miłego tygodnia:)
I Wam też miłego ;), bez wkurzających urzędników, za to z rowerami i Doktoranta wariacjami na temat fotografii ;) i najlepszego w rocznicę ślubu ;)
OdpowiedzUsuńJo, dziekujemy!:)
UsuńAguś, ani się obejrzysz, a te nowe twarze będą starymi znajomymi "z widzenia" :). Życzę Ci, by nastąpiło to jak najszybciej ;)
OdpowiedzUsuńDoktorant może się zająć fotografią graffiti :D
Miłego dla Was!
Alucho, juz mam jedna "znajoma" w bloku, wpadamy na siebie nonstop;) Buziaki!
UsuńZmiany nie zawsze są łatwe...
OdpowiedzUsuńOswojenie nowego to lekcja życia,cierpliwości i pokory.
Będzie dobrze!
Powieście lampy i świętujcie Waszą rocznicę.
Amber, dziekuje za Twoje slowa. Pokory i cierpliwosci brakowalo mi ostatnio.
UsuńWiem jakie w Stanach dla mnie wszystko było łatwe w porównaniu z Europą...
OdpowiedzUsuńOby szok kulturowy jak najszybciej zamienił się w zachwyt. Jestem z Tobą Agnieszko!
Mi się czasami chciało tu płakać gdy widziałam tylko drewniane domy...
Doktorant już w jednej dziedzinie osiągnął pożądany tytuł więc przymierza się do kolejnej?;)) Mi się bardzo zdjęcie podoba:)
Wszystkiego najlepszego z okazji rocznicy!
uściski Agniesiu:))
Olliveto, sadze, ze zachwyt sie zwiekszy jak juz sie urzadzimy, co niestety idzie nam bardzo powoli.
UsuńA Doktorant za kazdym razem, jak robi zdjecie to mowi, ze to bedzie jego punkt widzenia i nie chce slyszec o jakis tam ustawieniach w aparacie:)
Dziekujemy! Usciski:)
Brzmi aboslutnie rewelacyjnie :)
OdpowiedzUsuńLatte, :))
Usuńtaki właśnie rower mi się marzy :)
OdpowiedzUsuńpo przeprowadzce do Stanów też przeżywałaś szkok kulturowy czy było łatwiej?
w UK wszystko zaskakiwało mnie na plus, ludzie naprawdę mili, pomocni, uśmiechnięci,
pamiętam jaka byłam zaskoczona kiedy ktoś przechodząc w markecie pomiędzy mną a półką na którą patrzyłam mówił 'przepraszam', teraz już mnie to nie dziwi, dziwią się natomiast ludzie w polskich marketach kiedy ja odruchowo mówię 'przepraszam' ;)
pS. mam nadzieję na więcej rowerowych zdjęć i może jakieś wiatraki kiedyś :D
Gosiu, tutaj takie rowery sa wszedzie i chyba zachwyt nad nimi maleje, bo powszednieja:) Ale rowery kupimy na pewno:)
UsuńDoktorant przylecial do Stanow pol roku przede mna wiec juz mial znajomych, dom w miare urzadzony. Ja przylecialam na gotowe i praktyczne od razu zaprzyjaznilam sie z jedna Polka, wiec bylo latwiej.
A z "przepraszam" przy przechodzeniu obok kogos w markecie jest tak samo w Stanach:)
Już nie jestem jedyną płaczącą na chodniku z nadmiaru emocji.
OdpowiedzUsuńAgnieszko uwielbiam tu wracać.
Miłego tygodnia dla Ciebie i Doktoranta! :)
Praline, dziekuje! Usciski.
UsuńEhh, jak ja to dobrze znam...sama pochodze z małego miasta i wiem, jak ciężko jest oswoic wszystkie aspekty życia w Dużym Mieście....pamietaj Agus, niż nie przychodzi z dnia na dzien, a łzy złości tylko Nas wzmacniaja i wcale nic nie ujmują. Dobrze, że jest Rose, Doktorant i Wasze wspólne wieczory...reszta sie poukłada:))))
OdpowiedzUsuńRocznicowo, i nie tylko najlepszego dla Was!
Usciski!
Agnieszko, dziekujemy! Czasem zdarzaja sie chwile slabosci, na szczescie czasem, i tak jak mowisz, tez sa potrzebne. Usciski.
UsuńDuże zmiany i sytuacje dzięki którym poznajesz lepiej siebie :)
OdpowiedzUsuńSylwio, dokladnie!
Usuńoj biedna Ty.... a w poprzednim wpisie pierwsze słowa takie pozytywne... głowa do góry i najlepsze życzenia rocznicowe :))
OdpowiedzUsuńOwiecko, raz z gorki, raz pod gorke:) Dziekujemy!
UsuńAgnieszko, dawno nie pisalam...
OdpowiedzUsuńWiataj w Europie ;))) Tak blisko teraz do siebie mamy ;)
A ja mysle ze ten szok kulturowy jest spowodowany nie tyle zmiana miejsca od tak, ale zmiana miedzy Stanami a Europa. Czy moze sie myle?
Jak bedziesz sie wybierala na zwiedzanie Londynu koniecznie daj znac, napewno znajde czas na kawe i croissanta z Toba w centrum ;)))
Pozdrawiam,
Monika
Moniko, dam znac, na pewno:) I moze Madzia z Wyspy tez sie dolaczy:)
UsuńPS Masz racje, to zmiana Stany-Europa, bo sadze, ze zmiana jednego panstwa europejskiego na inne nie bylaby tak odczuwalna.
Usciski.
Ja do Kanady jeszcze się nie przyzwyczaiłam. Nie polubiłam jej. I nie zanosi się, by miało być inaczej. Tęsknię za moją magiczną Irlandią.
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że chociaż Ty odnajdziesz się wkrótce w nowym miejscu.
Pozdrawiam, A.
Agato, z czasem wszystko sie zmnienia. Moze i Twoje odczucia do Kanady tez. Ja jestem pewna, ze sie przyzwyczaje do zycia tutaj mimo ze, za Oregonem tesknie i jak bede miala okazja to na pewno tam polece.
UsuńPozdrawiam serdecznie!
Oko Doktorant ma - wypatrzył bardzo ładny czerwony "pokrowiec" na siodełko. Fajny gadżet.
OdpowiedzUsuńMusi być dobrze i tego się trzymaj!
Heidi, tez mi sie podoab:)
UsuńDzieki!
ja to w ogóle nie będę komentować tego szoku kulturowego :P
OdpowiedzUsuńuszy do góry :)
a australijski masterchef jak? my amarykańdżański wałkujemy (2)
Ściskam!
Emmo, ty powinnas przyjechac i mi dac po tylku ta chinska parasolka, od razu by mi wszystkie szoki przeszly;)
UsuńUwielbiam australijski, bardzo mi sie podobaja prowadzacy i jest przyjazniej niz w amerykanskim.
Buziaki.
hahaha uważaj uważaj :P
Usuńnastępny australijski więc :)
Bezsilność i poczucie zderzania się z samymi przeszkodami też ze mnie łzy wyciskały.
OdpowiedzUsuńWażne, że jesteście razem! Będzie lepiej :-)
Uwyspiona, na pewno bedzie lepiej:) A te poczatkowe trudnosci za rok nie bede juz graly zadnej roli.
UsuńPrzekaż Doktorantowi, że jak najbardziej ma zadatki na dobrego fotografa. A miejsca, tak obce, wkrótce będą znajome :)
OdpowiedzUsuńJagodo, dziekuje, przekaze. Doktorant sobie zazyczyl, zebym raz w miesiacy pokazywala Wam jego zdjecia;))
UsuńJak masterchef to tylko austalijski...
OdpowiedzUsuńBedzie dobrze, poczatki sa zawsze trudne!!!
Maju, dokladnie, wczoraj probowalismy obejrzec jeden odcinek amerykanskiego i w polowie Doktorant juz nie mogl wytrzymac, zupelnie nie ten klimat co w australijskim.
UsuńDoktorant niech szybciutko założy swój blog, bo zdjęcie zrobił bardzo fajne ;)))
OdpowiedzUsuńA z nowym miejscem musisz oswoić, "dotrzeć" się. Życzę samych dobrych chwil i wrażeń. Czasami chciałabym wieść takie życie, w kilku miejscach i poznawać je jako mieszkaniec, a nie turystka ;)
Kemotko, :)) dzieki!
UsuńNa poczatku sie zastanawialam czy bede sie czuc tutaj jak turystka, ale nie...od razu na gleboka wode i zdecydowanie czuje sie jak poczatkujaca mieszkanka;)
A co to MasterChef Australia?
OdpowiedzUsuńDuzo siły życzę, odkrycia, bo nawet nie wiesz ile masz jej w sobie
Joanno, MasterChef Australia to show kulinarne:) http://www.masterchef.com.au/home.htm
UsuńDziekuje Ci!
Agnieszko, dlugo mnie tu nie bylo, widze, ze juz przecieracie sciezki w nowym miejscu. Niech ten czas oswajania nowego miejsca minie Wam szybko!
OdpowiedzUsuńAtsanik, dziekujemy! Juz jest coraz lepiej:)
UsuńAgnieszko głowa do góry, jestem pewna, że ten szok kulturowy szybko zamieni się w zachwyt:) Początki zawsze są trudne i potrzeba trochę czasu aby oswoić się z nowym miejscem:) A ja po cichu liczę, że może kiedyś uda nam się spotkać poza blogosferą w końcu do NL mamy całkiem niedaleko i czasem bywamy:) Uściski!
OdpowiedzUsuńMimi, z kazdym dniem i nowo poznanym miejscem jest lepiej. Na szczescie, oprocz pani w urzedzie i pana w serwisie foto, nadal spotykamy samych sympatycznych ludzi na swojej drodze. Mam ogromna nadzieje na nasze spotkanie przed Waszym wyjazdem daaaleko:) Usciski serdeczne dla Was.
UsuńP.s. Doktorant oczywiście ma zadatki na dobrego fotografa:) Przekaż proszę, że czekam na więcej zdjęć!
OdpowiedzUsuńMimi, :)) przekaze, dzieki!
UsuńAgnieszko, siły....! Trzymam kciuki:)
OdpowiedzUsuńEwelajno, dziekuje Ci serdecznie!
UsuńObie przeżywamy akurat teraz aklimatyzację w nowej kulturze, z tym że ja jeszcze nie tęsknię za Londynem. I nie bardzo mogę liczyć na dogadanie się w jęz. angielskim. Niedawno nawet myślałam sobie, jakie to dziwne, że porównuję trochę japońską kulturę z angielską, ale w języku polskim (a za Polską nie tęskniłam nigdy w życiu, nic a nic). Tylko język pozostał.
OdpowiedzUsuńUszy do góry, nowa przygoda to fajna przygoda, mam nadzieję, że szybko się przekonasz :)
Chihiro, dla mnie najwiekszym zaskoczeniem jest to, ze myslalam, ze bedzie latwiej. Wlasciwie to jak z jazda na rowerze, ktorej sie podobno nigdy nie zapomina. Poczatki byly doscyc nerwowe i stresujace, na szczescie juz jest o wiele lepiej.
UsuńDuzo dobrego dla Was w Japonii.
Wlasnie do mnie dotarlo, ze ostatnio bylam w Amsterdamie 11 lat temu! Pora wrocic chyba.
OdpowiedzUsuńMam nadzieje, ze jest juz lepiej i jesli sa lzy to tylko z radosci.
Zdjecie Doktorowi wyszlo :)
Sciskam.
Madziu, to przylatuj :) Usciski.
UsuńWszystko się ułoży wraz z powieszeniem lamp, poza tym pierwszy upieczony chleb to dobry znak. Zdjęcie szanownego Doktora bardzo mi się podoba. Kiedy zaczniemy o nim mówić habilitant? Jakoś ta końcówka -ant bardzo mi w krew weszła :)
OdpowiedzUsuńAmebo, juz mamy troche wiecej lamp. Sama sie wzielam za wiertarke i przywieszanie:) Doktorant pozostanie dla mnie doktorantem;) Habilitacji to on nie robi. Tutaj jest chyba troche inaczej, napierw "assistant professor" a jak sie wykaze i bedzie mial publikacje to bedzie "associate professor" po jakims czasie.
Usuń