Stres ostatnich miesięcy stopniowo topnieje. Przynajmniej na chwilę.
Weekend rozpoczeliśmy kawałkiem tortu. Jecie czasami tort na śniadanie? :)
Doktorant planował weekendowy deser i przez cały piątek wysyłał mi linki do przepisów na torty (zamiast pracować!) ;) Pomyśleliśmy, dlaczego nie. Bez okazji.
Nie, właściwie to z okazji: żeby celebrować sobotnie śniadanie...inaczej.
Sobotnie popołudnie spędziliśmy z Doktorantem na targu.
Tłumy, kolory, zapachy i ciągłe nawoływanie sprzedających. Czułam się, jak na tureckim baazar.
Są dni, kiedy tłum ludzi stąpający mi po piętach denerwuje mnie na potęge, ale w tę sobotę jedyne co było ważne to stragany z przyprawami, smakowanie kolejnych kawałków sera i wybieranie świeżego koperku. Nie było mnie tam całe długie tygodnie, cotygodniowe zakupy stały się domeną Doktoranta.
Widać, że już wie do kogo po pietruszkę, do kogo po najlepszy ser i gdzie sprzedają smaczną rybę i jego ulubione oliwki.
Wrociliśmy do domu obładowani pysznościami. Zastawiłam parapet w kuchni zieleniną, owocami i cały czas planuję kolejne posiłki. Nastawiłam dwa gary na bulion warzywny, poustawiałam w każdym zakątku mieszkania tulipany. W niedzielę poszliśmy na spacer...do sklepu, po wino:)
Bo na kolację były te cebule i ta pasta. Misz masz, ale jaki pyszny, do którego wino było koniecznością.
Bez wysiłku poddałam się uciechom, które tak bardzo zaniedbałam.
Brakowało mi tej zwykłej-niezwykłej codzienności.
oj,jak zazdroszczę Wam tego weekendu :( i tortu na śniadanie :)) ale co tam, niedługo może też mi się uda. uff, byle do wiosny, może kiedyś przyjdzie.
OdpowiedzUsuńIda, jasne, że się uda. Ja się cieszę, że po tych długich miesiącach w końcu trochę mam czasu na przyjemności.
UsuńWitam :)
OdpowiedzUsuńJak miło czytać taki pozytywny wpis, zwłaszcza na początku tygodnia:)
Udanego tygodnia życzę i pozdrawiam!!!
A.
Aga, :) Dziękuję i wzajemnie!
UsuńAgnieszko,
OdpowiedzUsuńjadam tort na śniadanie wcale nie rzadko!
Ta uciecha daje mi tyle luzu i radości,że delektuję się nią jak mała dziewczynka...
A Wasz weekend bardzo mi się podoba.
Szczęśliwego tygodnia!
Amber, dziękuję i wzajemnie!
UsuńTaki optymistyczny post to mi się podoba! :)
OdpowiedzUsuńNigdy nie jadłam tortu na śniadania, ale ja to zupełnie nietortowa jestem ;)
Alucho, :)) Dla Ciebie jajecznica w kształcie tortu ;)
UsuńOoooo tak! :D
UsuńAle Ci dobrze, zazdroszczę trochę :)
OdpowiedzUsuńtort na śniadanie - extraordinary ;)
Joanno, :))
Usuńw domu u rodziców zdarza mi się zjeść tort na śniadanie, w naszym czekam z nim do pierwszej kawy czyli po śniadaniu ;)
OdpowiedzUsuńudanego tygodnia
Ps. u nas cieplej, a u Was?
Gosiu, u nas był na śniadanie a później na deser;))
UsuńTez cieplej, wczoraj piękne słońce, dzisiaj już nie ma, ale na szczęście nie pada i nie wieje:)
Kochana Agnieszko cieszę się że masz czas znów na przyjemności!:)
OdpowiedzUsuńI że jesteś, ja już też mam w końcu ochotę na prawdziwy powrót na bloga:)
Tort na śniadanie zdarzało mi się jeść nie raz i nie dwa;))
Zazdroszczę Ci tego targu!
Ja nie mogę się już doczekać wiosny i ulic bez śniegu. Chcę wrócić do biegania. A jak u Ciebie? Czy w dalszym ciągu biegasz?
uściski wtorkowe:))
Olliveto Kochana, cześć:))
UsuńJa też czekam na wiosnę, taką prawdziwą. Schowałam już buty zimowe, żeby chociaż trochę zaklnąć na tegoroczną zimę, zobaczymy czy się w końcu wyniesie.
Bieganie super sprawa:)) Ostatni raz biegałam jakieś 4-5 tygodni temu, od tamtego czasu zmagałam się z rwą kulszową, dopiero od 2-3 dni nic mnie nie boli i mam nadzieję, że w tym tygodniu wrócę do biegania (jak pogoda pozwoli).
Ściskam!
oj, taka codzienność niespieszna... brakuje mi tego. Może w święta nadrobię.
OdpowiedzUsuńJagodo, koniecznie. Uściski!
Usuń