18 mar 2013

Chyba po raz pierwszy od końca września całkowicie oddałam się przyjemnościom weekendowym.
Stres ostatnich miesięcy stopniowo topnieje. Przynajmniej na chwilę.
Weekend rozpoczeliśmy kawałkiem tortu. Jecie czasami tort na śniadanie? :)
Doktorant planował weekendowy deser i przez cały piątek wysyłał mi linki do przepisów na torty (zamiast pracować!) ;) Pomyśleliśmy, dlaczego nie. Bez okazji.
Nie, właściwie to z okazji: żeby celebrować sobotnie śniadanie...inaczej.
Sobotnie popołudnie spędziliśmy z Doktorantem na targu.
Tłumy, kolory, zapachy i ciągłe nawoływanie sprzedających. Czułam się, jak na tureckim baazar.
Są dni, kiedy tłum ludzi stąpający mi po piętach denerwuje mnie na potęge, ale w tę sobotę jedyne co było ważne to stragany z przyprawami, smakowanie kolejnych kawałków sera i wybieranie świeżego koperku. Nie było mnie tam całe długie tygodnie, cotygodniowe zakupy stały się domeną Doktoranta.
Widać, że już wie do kogo po pietruszkę, do kogo po najlepszy ser i gdzie sprzedają smaczną rybę i jego ulubione oliwki.
Wrociliśmy do domu obładowani pysznościami. Zastawiłam parapet w kuchni zieleniną, owocami i cały czas planuję kolejne posiłki. Nastawiłam dwa gary na bulion warzywny, poustawiałam w każdym zakątku mieszkania tulipany. W niedzielę poszliśmy na spacer...do sklepu, po wino:)
Bo na kolację były te cebule i ta pasta. Misz masz, ale jaki pyszny, do którego wino było koniecznością.
Bez wysiłku poddałam się uciechom, które tak bardzo zaniedbałam.
Brakowało mi tej zwykłej-niezwykłej codzienności.








Udanego tygodnia:)

17 komentarzy:

  1. oj,jak zazdroszczę Wam tego weekendu :( i tortu na śniadanie :)) ale co tam, niedługo może też mi się uda. uff, byle do wiosny, może kiedyś przyjdzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ida, jasne, że się uda. Ja się cieszę, że po tych długich miesiącach w końcu trochę mam czasu na przyjemności.

      Usuń
  2. Witam :)

    Jak miło czytać taki pozytywny wpis, zwłaszcza na początku tygodnia:)
    Udanego tygodnia życzę i pozdrawiam!!!

    A.

    OdpowiedzUsuń
  3. Agnieszko,
    jadam tort na śniadanie wcale nie rzadko!
    Ta uciecha daje mi tyle luzu i radości,że delektuję się nią jak mała dziewczynka...
    A Wasz weekend bardzo mi się podoba.
    Szczęśliwego tygodnia!

    OdpowiedzUsuń
  4. Taki optymistyczny post to mi się podoba! :)
    Nigdy nie jadłam tortu na śniadania, ale ja to zupełnie nietortowa jestem ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale Ci dobrze, zazdroszczę trochę :)
    tort na śniadanie - extraordinary ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. w domu u rodziców zdarza mi się zjeść tort na śniadanie, w naszym czekam z nim do pierwszej kawy czyli po śniadaniu ;)
    udanego tygodnia

    Ps. u nas cieplej, a u Was?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiu, u nas był na śniadanie a później na deser;))

      Tez cieplej, wczoraj piękne słońce, dzisiaj już nie ma, ale na szczęście nie pada i nie wieje:)

      Usuń
  7. Kochana Agnieszko cieszę się że masz czas znów na przyjemności!:)
    I że jesteś, ja już też mam w końcu ochotę na prawdziwy powrót na bloga:)

    Tort na śniadanie zdarzało mi się jeść nie raz i nie dwa;))
    Zazdroszczę Ci tego targu!

    Ja nie mogę się już doczekać wiosny i ulic bez śniegu. Chcę wrócić do biegania. A jak u Ciebie? Czy w dalszym ciągu biegasz?

    uściski wtorkowe:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olliveto Kochana, cześć:))

      Ja też czekam na wiosnę, taką prawdziwą. Schowałam już buty zimowe, żeby chociaż trochę zaklnąć na tegoroczną zimę, zobaczymy czy się w końcu wyniesie.

      Bieganie super sprawa:)) Ostatni raz biegałam jakieś 4-5 tygodni temu, od tamtego czasu zmagałam się z rwą kulszową, dopiero od 2-3 dni nic mnie nie boli i mam nadzieję, że w tym tygodniu wrócę do biegania (jak pogoda pozwoli).

      Ściskam!

      Usuń
  8. oj, taka codzienność niespieszna... brakuje mi tego. Może w święta nadrobię.

    OdpowiedzUsuń

Pozdrawiam :)