Nie mogę przestać o tym myśleć co będzie. Bo to nie tak miało być. Ze mną. Chcę mieć plan dla siebie. I kiedyś miałam. Teraz już nie mam. Bo jak planować w kraju, w którym zapłaciłam za studia ale już pozowolenie na pracę mi się nie należy. Często myśle o tym co będzie jeśli zostaniemy tutaj. I wiem, że ani dzisiaj, ani jutro nic nie wymyślę.
Już od dłuższego czasu zastanawiałam się jak coś zmienić, żebym chociaż na teraz, na jutro miała poczucie spełniania większego niż tylko udany obiad. Wytyczenie celu i dążenie do niego bez względu na wszystko. Pewnego niedzielnego wieczoru przeczytałam jeden artykuł. Później kolejny. Na czytaniu spędziłam kilka wieczornych godzin. Spisałam plan treningu, który wydawał mi się najbardziej sensowny.
W nocy sniło mi się, że biegam. W poniedziałek popołudniu pojechałam z Doktorantem do sklepu sportowego i kupiłam buty do biegania. We wtorek zaczęłam biegać. I tak dzisiaj kończę piąty tydzień biegania. Plan mam na kolejne 13 tygodni.
Biegam z planem, który motywuje mnie do każdego wyjścia do parku. Biegam po parkach, po których biegali pekursorzy joggingu. Wcześniej mysłałam, że bieganie jest nudne. Teraz już wiem, że najgorzej jest wyjść i zacząć biegać ot tak, bez planu. Teraz mam cel i satysfakcję z każdej przebiegniętej minuty. Sekunda po sekundzie odmierza czas mój no-name sportowy zegarek. Taki bieg rozbudza całą gamę emocji. Wewnętrzne monologi z samą sobą mogą być naprawdę oczyszczające i...zabawne. Bieg pod wiatr. Proszę bardzo. Jest ciężko ale mam cel. I wiem, że jak dobiegnę to będzie wielka euforia. Nikt na mecie nie czeka na mnie z medalem ale sama go sobie wręczam poprzez poczucie spełnienia, które towarzyszy mi nawet w te niebiegające dni.
***
Zawsze do nowych pomysłów i projektów podchodzę w sposób akademicki :)
I tym razem nie było inaczej.
Przekrój literatury na temat biegania, diety biegaczy, strategii, motywacji...
Po mału ucze się, że biega się nie tylko nogami ale przede wszystkim głową.
***
Biegacie?:)
***
Miłego tygodnia dla Was...może biegającego?:)
Agnieszko, ucieszył mnie Twój post:) . Tzn, w części pierwszej szkoda, ale dzielnie sie z tym... godzisz, choć nie jest to łatwe. Biegałam..., chciałabym znów, ale czas złodziej jeden..., a aktywna jestem na co dzień, bo ja na sali tyłem do lustra(no..., czasami też przodem). Mam nadzieję, że wrócę do biegania, a na pewno wtedy, kiedy będę robić coś innego:). W każdym razie ciągle o tym myślę... Mam nawet upatrzoną przedwczoraj książkę...:):):). Podejście w sposób akademicki - świetne:). Pozdrawiam Cię gorąco i cudownego czasu ze sobą na treningach życzę a później... półmaratonu...:)
OdpowiedzUsuńEwelinko, no tak, Ty masz ruch na co dzien:) I pewnie mase innych obowiazkow...ale takie samotne bieganie ma w sobie cos wspanialego. Dlugo myslalam, ze to nudne tak biagac. Teraz juz wiem, ze po prostu nie wiedzialam jak i porywalam sie z motyka na slonce.
OdpowiedzUsuńMam nadzieje, ze wiosna bede miala szanse wiasc udzial w tutejszym biegu na 10K. Ale narazie musze jakos przebrnac biegowo przez deszczowa jesien i zimna zime:) Lubie takie wyzwania:)
Sciskam i milego tygodnia!
Agnieszko,
OdpowiedzUsuńLiczy sie tylko tu i TERAZ! Bardzo, bardzo trudna sztuka, ale również wyzwanie, któremu codziennie stawiam czoła...
Biegałam...trzy czasem cztery razy w tygodniu, zawsze po 40min.
Uwielbiałam to uczycie pozytywnego zmęczenia i te krople potu spływajace po moim czole...bardzo satysfakcjonujące i pobudzające zarazem:))Powód?...z ciekawości, co z tym przyjdzie...czy zadawalajace uczucie i satysfakcja, czy może nic nie przyjdzie...
Teraz trenuje Pilates...ze wzgledu na problemy z plecami, biegam tylko po 20min. zawsze na rozgrzewke...wystarczy:))
Co po 13tym tygodniu??planujesz dalej biegać?
Pozdrawiam
Agnieszko, tego tu i teraz trzymam sie kurczowo. Masz racje, to jest wyzwanie, ktore czasem przytloczone jest myslami o przyszlosc. Po kolejnych 13 tygodniach musze znalezc kolejny plan treningowy. Sadze, ze moje akademickie podejscie mi w tym pomoze:) Chodzilam na pilates jak jeszcze studiowalam w Niemczech. Wtedy wydawalo mi sie, ze jest to za ciche i za spokojne trenowanie i wolalam moje wtorkowe wyciskanie siodmych potow na ogolnej gimnastyce i piatkowe poranki spedzane na basenie...ale kto wie, moze kiedys sprobuje jeszcze raz bo z plecami to mam problem odwieczny. Pomaga Ci pilates?
OdpowiedzUsuńUsciski!
Bardzo!! mam swój sprawdzony zestaw ćwiczeń, jedno po drugim, coś w rodzaju planu właśnie:)) Rozciągam, naprężam i relaksuję mięśnie wszystko w odpowiednim odstępach czasu. Fakt, ćwiczenia trzeba wykonywac powoli i bardzo dokładnie, nie ma tu miejsca na pośpiech. Dlatego, zawsze staram sie ćwiczyć w godzinach kiedy nic i nikt już na mnie z niczym nie czeka:)) wtedy jestem najbardziej skoncentrowana.
OdpowiedzUsuńGorąco Cie namawiam na spróbowanie raz jeszcze...Twoje plecy będą Ci bardzo wdzięczne:))
Ps. na youtube jest cała masa ćwiczeń, pamietam że bardzo przydały mi sie z początku filmiki, jak wykonywać poszczególne ćwiczenia.W książkach rysunki nie zawsze wystarczają:))
Pozdrawiam
Dziekuje bardzo za info. Na pewno skorzystam i w koncu zainteresuje sie potrzebami moich plecow.
OdpowiedzUsuńSpokojnego wieczoru.
oj, jak jak bym chciala biegac, albo w ogole cos robic, bo czuje jak flaczeje :-( ale zawsze jest jakas wymowka... z bieganiem tu troche gorzej, bo podczas paromiesiecznej zimy trzeba biegac w hali, a to juz nie to samo... marzy mi sie pilates ze wzgledu na moje problemy z kregoslupem, obiecuje sobie, ze jak juz zycie mi sie ustatkuje (moze juz niedlugo?) to w koncu wyjde z domu...
OdpowiedzUsuńwspolczuje z tym pozwoleniem na prace :-( jednak Kanada jest znacznie bardziej przyjazna niz US... tu mialabys open work permit... moj kolega z Niemiec dostal kiedys prace w stanach (H1 visa) i niestety zona nie mogla pracowac, a byla farmaceutka. wytrzymali 2.5 roku i wrocili do Niemiec, bo jednak bylo jej ciezko bez mozliwosci wykonywania ukochanego zawodu... trzymam kciuki, zeby wszystko sie jakos Tobie ulozylo!
Agnieszko wiesz co? Motywujesz mnie baaardzo! Ja mam plan już od marca i niestety do dzisiaj nie ruszyłam się z domu :( I bardzo źle czuję się sama ze sobą. Uwielbiam jeść, nie potrafię i nie chcę odmawiać sobie tej przyjemności, ale brak ruchu robi swoje. Niestety. Wytrwałości Agnieszko! I poproszę więcej takich wpisów ;) Może w końcu zrobi mi się głupio i ruszę do Łazienek na poranny jogging :) Udanego dnia!
OdpowiedzUsuńPS ja mam plan na siebie, ale w tym grajdole raczej niemożliwy do zrealizowania...
Podziwiam! I to przygotowanie akademickie też.
OdpowiedzUsuńBardzo nie lubię biegać - uraz ze sportowej szkoły z trenerem sadystą, kiedy biegaliśmy do smaku krwi w ustach. Ale lubię się zdrowo zmęczyć:)
Ja też właśnie wdrożyłam plan:) Trochę inny i na 6 tygodni. Z wytrwałością u mnie słabo, ale zobaczymy. To jedna z tych rzeczy z listy "co zrobię po 35 roku życia":)
Gdybym mogła to zaprosiłabym Cię do siebie na pilates...:)
OdpowiedzUsuńAgnieszko, znam to "bo nie tak miało być". I szukanie nowych celów też znam.
OdpowiedzUsuńTwój plan na bieganie bardzo mi się podoba. Ja próbowałam biegać, bez planu. Nie wyszło, może właśnie dlatego że bez planu?
Od jakiegoś czasu ćwiczę jogę i mam plan w związku z nią :)
Jeśli o 'przeciwności losu' za granicą to przerabiałam to wielokrotnie! Ale grunt to się nie poddawać!! Z każdej sytuacji jest jakieś wyjście!
OdpowiedzUsuńGratuluję biegania!! Ja kiedyś biegałam (już we Włoszech) ale nie sprawiało mi to przyjemności i bieg zamieniłam na szybkie chodzenie (marsz), dzięki któremu schudłam (to był mój cel) ale i psychicznie czułam się lepiej.
Pozdrawiam z zimnej Polski :)
Ja nie biegam, ale szybko chodzę - pies wymusza na mnie regularne spacery. Zaczęłam biegać w zeszłym roku, ale mimo sportowego stanika, i tak czułam się winna wobec mojego biustu (który jest spory), więc teraz maszeruję;-) Też do wszystkiego podchodzę "akademicko":-)
OdpowiedzUsuńNie biegam - nawet do ostatniego tego dnia autobusu ;-))) Ale za to uwielbiam szybko chodzić, o :-)
OdpowiedzUsuńPowodzenia!
Biegam, ale niestety nie po parkach, ale na bieżni w gymie.
OdpowiedzUsuńGratuluję planu i zapału!!!
Swietny plan! Ja kiedys biegalam, ale im jestem starsza tym mniej to lubie. Teraz tylko dluuuuuugie spacery :)
OdpowiedzUsuńSciskam.
jakos sie nie moge przkonac do biegania ale moze z akdemickim podejciem, kto wie .... woman run, business run, night run, Vienna Marathon are waiting ;-)
OdpowiedzUsuńWitaj. Kiedyś dużo biegałam, ale teraz moje kolana już tego nie wytrzymują. Lubiłam to nawet. Te momenty, kiedy umysł wyłącza się choć na chwilę...Teraz jeżdżę na rowerze i jest mi z tym dobrze:)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam najserdeczniej!
Co do biegania, to niestety ja nie mogę:( ale podziwiam Cię!mnie brak konsekwencji w wielu kwestiach niestety:( trzymam kciuki za Ciebie!
OdpowiedzUsuńbuziaki!
Atsanik, moja motywacja rodziła się długo. Ćwiczyłam w domu, mam małą kolekcję różnych DVD z ćwiczeniami. Dość długo wystarczały mi one. Od dawna obserwowałam ludzi, którzy biegają i zawsze im zazdrościłam...ale nie zawistnie ale tak szczerze. Chciałam poczuć to co oni i znaleźć w sobie taką samą motywację. I w końcu się doczekałam. Trochę się boję zimy ale na szczęście tutaj nie jest aż tak zimno.
OdpowiedzUsuńA co do pozwolenia na pracę i dalsze plany to tylko czas pokaże. Mam nadzieję, że nawet jeśli tutaj zostaniemy to znajdę coś dla siebie...
Poleczko, rusz ten swój chudy tyłek, załóź adidaski i dalej do łazienek biegać. Jak się zmotywujesz do pierwszego wyjścia...to później już z drugim będzie łatwiej. A po 2-3 tygodniach nie będziesz chciała zaprzepaścić tych wybieganych dni i wejdzie Ci w krew:) Do dzieła!!!
Biegam według tego planu http://www.maratonczyk.pl/content/view/322/125/ który na początku może Ci się wydać za łatwy ale uwierz mi, że działa i jeśli nie chcesz się zniechęcić to taki stopniowy trening wspaniale przyzwyczaja organizm do wzmożonego wysiłku. Mimo, że to nie był mój cel to powiem Ci na ucho, że centymetry tu i ówdzie też lecą w dół;) To jak, biegniesz ze mną? :)
Deli, Powodzenia zatem:) A ja sobie ostatnio założyłam, że nie będę nic zakładać w ostatnim roku przed 30-tką;)
Ewelinko, na Twój pilates to mogłabym pewnie codziennie chodzić:)
Yba, ja po mału się uczę nie planować, żebym znowu nie musiała być rozczarowana. Jogi nigdy nie ćwiczyłam. Trzymaj się planu:)
Madziu, wyjścia z mojej sytuacji będę szukać jak już gdzieś osiądziemy na dłużej...Mi też bieganie nie sprawiało przyjemności bo źle do tego podchodziłam. Teraz to sama przyjemność:)
Aniu, znam to z autopsji:) Wczoraj spędziłam ponad 2 godziny na takich szybkich marszach z pieskami:)
Agnieszko, :) No do ostatniego autobusu to pamiętam, że biegałam...:) Dzięki!
Maju, na bieżni też biegałam krotko w Teksasie bo tam za gorąco było na bieganie po parkach. Dzięki:)
Madziu, oh widzisz, a u nas długich spacerów u nas ostatnio brakuje.
Aniu, akademickie podejście to podstawa:) Ja się szykuję na pierwszy mini run w listopadzie...taki prezent na 2 dni przed moimi urodzinami:)
Filoarte, rower też był mi kiedyś bliski. A dzisiaj przyjdzie mi biegać w deszczu...;)
Uściski dla Was Dziewczyny!
Olu, dziekuje Ci bardzo!:) Sciskam!
OdpowiedzUsuńZabieram się za bieganie podobnie jak ty, to znaczy najpierw sklep a pozniej, kiedy bieglam po schodach cos mi strzelilo w kolanie i przez kilka dni bolalo kiedy wchodzilam po schodach, co mnie bardzo przestraszylo, bo ja przeciez musze funkcjonowac w ciagu dnia....
OdpowiedzUsuńAle mysle wciaz, mysle, moze powinnam cos poczytac?
Moniko, nie wiem jak zaczynałaś ale ja zawsze robie rozgrzewkę (w tym kolan) i nigdy sie nie rozciągam przed bieganiem (a wiem i widze też, że niektórzy to praktykują ale wyczytałam, że nie powinno sie rozciagać nierozgrzanych mięśni. Jeśli planuje się długi bieg to można, po porządnej rogrzewce się porozciągać...ale ja narazie długich biegów nie praktykuję;)). Po biegu chwile odpoczywam i wtedy jeszcze ćwiczę i póżniej rozciągam przykurczone mieśnie. Boję się kontuzji bo też dużo się o nich naczytałam. Biegam też w większości po specjalnych scieżkach do biegania w parku za to rzadko po asfalcie (chodnikach itp.), żeby nie obciążać stawów i scięgn. Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńAgnieszko bardzo Cię podziwiam za "plan" i wytrwałość. Ja biegałam ... 2 miesiące. Kupiłam sobie buty i z wielką motywacją kilka razy radośnie się męczyłam i pociłam. Niestety przez deszcz od początku maja padający codziennie przestałam (tak to sobie tłumaczę;) ). Chciałabym znowu, obiecuję sobie codziennie, że znowu zacznę. Chciałabym z lekkością biegać 10 km. Myślę, że to by mnie na początek zadowoliło. Mam wujka, który ma duuuże problemy zdrowotne i jest w stanie, mimo to, przebiec 8 godzin po lodowcu bez jakiejkolwiek przerwy! To się nazywa wytrwałość:)
OdpowiedzUsuńDobrze, że masz cel. Cele są ważne ale faktycznie najbardziej liczy się tu i teraz. To mój odwieczny problem - ciągły imperatyw zdobywania nowych umiejętności i robienia nowych rzeczy a zapominanie o teraźniejszości..Więc walczę z tym i staram się cieszyć chwilą.
Trzymam kciuki za powodzenie.
Ja w obliczu mrozów norweskich wracam do jogi:)
pozdrawiam!
Olliveto, zmian pogodowych sie boje:) Chociaz juz kilka razy biegalam jak bylo przerazliwie wietrznie. Ale jeszcze nie jak bylo zimno czy deszczowo...dzisiaj na szczescie po ulewie wyszlo slonce i przybieglam sucha do domu:)
OdpowiedzUsuńTen plan, ktorego sie trzymam przygotowyje do 10km biegu. Narazie moim celem jest 5km:)
A Twojego Wujka podziwiam...jak juz sie zacznie walczyc ze soba, z wlasnymi slabosciami to widac jak duzo jest w nas sily.
Och tez tak mam. Chcialabym przeczytac kazda ksiazke, obejrzec kazdy warty obejrzenia film, nauczyc sie w koncu tureckiego...i tysiac innych rzeczy. Mysle tez o dalszej akademickiej nauce. I tak w kolko cos. Nie potrafie nic nie robic i o niczym nie myslec...to sie chyba "zen" nazywa. Stan kontemplacji pustki. Tego jeszcze nie potrafie chociaz bieganie daje mi narazie duzo energii i o dziwo odpoczynku.
Przyjemnej jogi:) Sciskam!
Agnieszko:) gratuluje i trzymam kciuki:)) Mieszkasz w Track city USA to i pewnie spirit Steve Prefontaine ci pomaga:)
OdpowiedzUsuńBaaaardzo zazdroszcze - wytrzymalosci i tego ze masz czas. Bieganie - nie dosc ze cudowne dla figury to bardzo dobre dla zdrowia psychicznego. Och, jakbys byla moja sasiadka, tobym cie "zatrudnila" do dawania mi kopa.
Ja mam treadmill w domu, no ale wiadomo ze to nie to samo. A teraz jak wracam z pracy to juz jest zmrok i mam kolejna wymowke, ze ciemno.
Pogody sie nie obawiaj - wiesz, ze tu tak naprawde nigdy nie jest zimno i wielka rzadkoscia jest to, ze pada caly dzien - no pada, ale potem jest przerwa i znowu pada - i tak na zmiane - zawsze mozna te godzine/dwie wygospodarowac.
Ogromnie zazdroszcze:)
Aniu, oj tak, to na pewno te duchy prekursorów w końcu do mnie przemówiły...i z pewnoscia tez nadwyzka wolengo czasu. Chcialam w koncu poczuc, ze sie nie marnuje. Z przyjemnoscia bym Cie motywowala:) Nawet do wieczornego truchtania.
OdpowiedzUsuńDzisiaj byl wlasnie taki dzien. Najpierw ulewa a pozniej piekne slonce:) Wlasnie tak mi sie wydawalo jak dzisiaj o tym myslalam, ze te poprzednie zimy nie byly az takie straszne. Nie chcialabym przerywac tego planu z powodu pogody bo parki to dla mnie jedyna opcja miejsca do biegania.
Spokojnej nocy!
Agnieszko jesteś drugą osobą, po mojej przyjaciółce, która manie rozumie i "też tak ma";))
OdpowiedzUsuńJa też w kółko coś. Skończone drugie studia i obiecywałam sobie że już nigdy więcej a tu z chęcią bym znowu pewne zaczęła (gdybym była w polsce). I z tymi filmami, książkami i językiem (u mnie to francuski) - to samo! Przecież tak nie można;))hihihi. A gdzie czas na tu i teraz? Ja też tego nie potrafię ale muszę powiedzieć, że to co napisałaś o stanie umysłu podczas biegania u mnie też występuje:) Uspokaja i umożliwia kontakt z tym wewnętrznym "ja":)
miłego dnia:)
Olliveto, tak sobie myślę, że może to właśnie jest część naszego tu i teraz. Te ciągłe plany i ich weryfikacja, nasze marzenia w połączeniu z dniem dzisiejszym. W końcu mamy ambicje i marzenia bez których życie byłoby puste i takie zupełne odcięcie się od jutra nie jest możliwe. I jest tyle ciekawych rzeczy, które jeśli tylko jesteśmy zdeterminowani, możemy doświadczyć:) Najważniejsze to nie dać się zwariować i od czasu do czasu przy kawie nie myśleć o niczym innym tylko o tym jak dobrze ta kawa smakuje;) Miłego wieczoru!
OdpowiedzUsuńNie biegam ;) Próbowałam chyba dwa razy zacząć, niestety jestem urodzonym leniwcem nie potrafię się zmobilizować do sportu ;)
OdpowiedzUsuńAga, u mnie też "nie tak miało być", miałam spełniać się zawodowo, towarzysko a wychowuję córkę bo o żłobek jest mega ciężko... ale powiedziałam sobie, że trudno odłożę inne plany na ten czas, mam nadzieję, że zdążę je dogonić ;)
a spełnienie w postaci "udanego obiadu" też nie mi nie wystarcza na długo.
Ściskam w pełnym porozumieniu emocji :D
Biegam! I dzisiaj przed chwilką wyflaczyłam się na ten temat w necie :) Robiłam kilka podejść do biegania, nienawidziłam tego no i w tym roku zaskoczyło. Przygotowujemy się z mężem do maratonu za 2 lata, nie mogę już bez biegania żyć!
OdpowiedzUsuńEljotynko, ale ja tez leniwiec jestem ale lubie z tym moim leniwcem walczyc:)
OdpowiedzUsuńA z planami to tak niestety czasem jest...umyslimy sobie cos a pozniej trzeba wszystko weryfikowac i szukac innej drogi. Ja po malu sie ucze, ze ambicje i plany mozna miec ale trzymanie sie ich kurczowo nic nie da bo czasem i tak trzeba wywracac wszystko do gory nogami, zeby zmierzyc sie z nowa rzeczywistoscia. Usciski:)
Ameba, wlasnie przeczytalam u Ciebie. Super! Ja robie male kroki, ktore mam nadzieje zaprowadza mnie kiedys na mete maratonu:) Jesli tutaj zostaniemy to moze Marathon in NY ;) Narazie mam cala mase determinacji i wlasnie za godzine ide biegac :) Pozdrawiam!