Czasem chciałabym, żeby wszystko było tak proste, jak ten posiłek.
(O, Naiwności!)
***
Polecam pieczenie warzyw do zupy. Zupełnie inny wymiar smaku.
Do pomidorowej zazwyczaj zapiekam cebulę, pietruszkę, marchewki (2-3), trzy ząbki czosnku z odrobiną oliwy i przypraw (sól, pieprz, kukurma,imbir) przez około 35-40 min w 220C, potem miksuję z pomidorami z puszki (zimą) albo świeżymi (latem piekę pomidory razem z resztą warzyw) i bulionem. Zagotuję i gotowe.
Idealny kolor pomidorowej :). Dobry pomysł z tym pieczeniem warzyw - muszę wypróbować :).
OdpowiedzUsuńNie ma jak to naiwność, prawda? ;)
Jakiś smutek bije z tego posta...
OdpowiedzUsuńZupa z pieczonych warzyw nabiera smaczniejszego wymiaru.
Plus własny chleb.Kulinarna poezja.
Zupka prezentuje się pysznie, na tyle pysznie, że chyba sama ją dzis ugotuję i spróbuję z pieczonymi warzywami:) Głowa do góry Agnieszko! Przesyłam duuużo słońca, bo dziś mamy go pod dostatkiem!:) Uściski!
OdpowiedzUsuńAlucho, sprobuj koniecznie:)
OdpowiedzUsuńEch, czasem mysle sobie, ze chcialabym sie schowac za kotara naiwnosci, niewiedzy i ignorancji, ale na szczescie szybko mi takie myslenie przechodzi.
Amber, sa dni, w ktorych "wiadomosci ze swiata" dobijaja sie do drzwi za glosno i zdarza sie, ze na wpol smutek przeplatany jest z codziennymi radosciami.
Mimi, polecam!:) Moj Doktorant wlasnie dokonczyl kolejny talerz zupy - tak mu smakuje, ze nawet po 1 w nocy ja je;) Pieczone warzywa daja zupie super esencji i mozna robic najrozniejsze wariacje. Czasem dodaje ziemniaka albo pora, rozne przyprawy. A smak zawsze zachwyca. Mam nadzieje, ze Wam zasmakuje:)
PS Slonca zazdroszcze:) U nas od kilku dni jakis dziwny nawrot deszczowej zimy.
***
Udanego dnia! Sciskam Was!
Agnieszko miałaś rację to zupełnie inny wymiar zupy! Doktorantowi wcale się nie dziwię- sama myślałam, że ugotowałam w ilości na 2 dni a tu niewiele na dnie garnku zostało a jutro M. wraca...:) Z przyjemnością ugotuję kolejną, dziękuje za inspirację! Uściski
UsuńMimi, to super!:) Ciesze sie bardzo i mam nadzieje, ze M. tez zasmakuje:) Usciski!
Usuńżyczę Ci,aby takie właśnie było,bez zbędnych myśli,po prostu Twoje:)
OdpowiedzUsuńpieczenie warzyw na pewno wypróbuję!
pozdrawiam serdecznie!
Oby smutkow i trudnosci bylo jak najmniej. I niech wszystko bedzie tak proste (i tak piekne) jak ten posilek.
OdpowiedzUsuńSciskam kochana.
Nie próbowałam, ale koniecznie muszę wypróbować.
OdpowiedzUsuńA pomidorówkę uwielbiam! Czekam już na prawdziwe pomidory (a nie te o smaku tektury) pachnące latem.
Wtedy to dopiero będzie pomidorówka!
Jest Miłość (z poprzedniego posta) - jest zupa z nią przygotowana( pamiętam, jedna z moich Ci pasowała:)) - będzie dobrze, przecież to wiesz:)
OdpowiedzUsuńoj tak beztroskość, prostolinijność, spokój wewnętrzny...chyba właśnie podczas robienia zdjęć to odkrywam na nowo..pozdrawiam:) a za pieczenie chleba biorę się już od dawna:P ale coś się zebrać nie moge:)
OdpowiedzUsuńAno szkoda, ze zycie nie jest tak proste,szkoda...
UsuńA zapiekanie warzyw do zupy brzmi interesujaco :)
Proste i smaczne....nie tak dawno robilam podobna zupe z warzyw zapiekanych w piekarniku, cos pysznego :-)
OdpowiedzUsuńMoniko, dziekuje!
OdpowiedzUsuńMadziu, och fajnie by bylo, jakby te zyczenia sie spelnily:)
Jagodo, o tak! Pomidory latem nie maja sobie rownych. Ale zima dobre pomidory z puszki tez nie sa zle:)
Ewelinko, u nas jest dobrze, szkoda tylko, ze u innych niekoniecznie...A pieczenie warzyw zaczelam od Twojej zupy latem i juz tak zostalo:)
Paulo, upiecz ten pierwszy chleb koniecznie, nie zwlekaj!:)
Maju, no szkoda, ale nic na to nie poradzimy.
Marianno, prawda, ze inny smak niz gotowanych warzyw?:) Ja juz inaczej nie robie:)
Sciskam Was!!!
Ta zupa ma idealny kolor!. Nigdy nie piekłam warzyw do zup, bardzo podoba mi sie ten pomysł:))
OdpowiedzUsuńUściski na weekend!
Agnieszko a próbowałaś upiec warzywa do gulaszowej? Zupełnie inny smak. Bogaty i głęboki.
OdpowiedzUsuńJeśli masz wolne miejsce przy stole i wolną miskę zupy to ja chętnie się przysiądę :)
Miłego piątku!
Ja kiedyś piekłam warzywa do zupy z soczewicą i faktycznie, to zupełnie inna bajka niż nasz polski standard zupowy. Kolor zupki wyszedł Ci obłędny, jak ja przetrwam te kilka godzin do obiadu? Świergot polskich wróbelków Ci przesyłam ;)
OdpowiedzUsuńWyglada pysznie! A mi, jak robie pomidorowa, zawdze wychodzi kwasna. Czy jest na to jakas rada? Zazwyczak robie z "siekanych pomidorow" z puszki...
OdpowiedzUsuńAgniesazko, upiecz kiedys a zobaczysz jaka to roznica:)
OdpowiedzUsuńPoleczko, ja gulaszowej nigdy nie robilam, ale wszystko do nadrobienia:) Zapraszam Kochana, tylko sie pospiesz bo miski niedlugo bede pakowac;)
Ameba, mam nadzieje, ze przetrwalas i obiad byl pyszny:) Dziekuje! Ech, do polskich wrobelkow tez mi teskno:)
Ahora, jak jeszcze nie pieklam warzyw do dodawalam odrobine cukru, bo tez zupa byla czasem kwasna, w szczegolnosci zima jak uzywam pomidorow z puszki. Ale jak pieke warzywa to juz nie, bo marchewki sie karmelizuja i dodaja wystarczajaca ilosc slodyczy.
Usciski! Udanego weekendu!
Wszystko co pieczone, dodaje głębi :) Polecam zrobić rosół z pieczonego kurczaka.
OdpowiedzUsuńJeśli jeszcze nie spakowałaś wszystkich miseczek, obok Poli jest trochę miejsca i jakaś łyżka pląta się w szufladzie, mogę się dosiąść?
Pozdrowienia dla Ciebie i Doktoranta!
P :)
Praline, rosolu to ja sie w ogole nie tykam. Nie ma to jak Babciny:)
OdpowiedzUsuńJasne Kochana, zapraszam, a jak nie zdazysz to zawsze sie znajdzie miejsce juz w Rotterdamie:)
Sciskam!
Ilez ja to przegapilam ;)
OdpowiedzUsuńChyba musze pokonac lenia i tez upiec warzywa do zupy. W ogole-moze w koncu zabrac sie za robienie zup...