Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Desery. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Desery. Pokaż wszystkie posty

13 paź 2011

Cisza. Kalorie ;) I kakaowe ciasteczka.

Brakuje mi ciszy. Zmęczona jestem odgłosami dochodzącymi do mnie, na które nie mam wpływu. Doktorant ciągle w domu i ciągle konferuje z kolegą na nieznane mi tematy w nieznanym mi języku, sąsiad z góry mam wrażenie ma stopy z betonu a dyskusje sąsiadów zza ściany czasem przeciągają się w nieskończoność.
Mama Chłopców z naprzeciwka krzyczy na nich w dwóch językach. A Chłopcy, chyba nie umiejąc innaczej, ja przekrzykują. I tak wrzeszczą na siebie nawzajem. Smutny to widok...
Szkoda, że nie mam pilota i nie moge wcisnąć mute kiedy mam ochotę na błogą, niczym nie zakłóconą ciszę.
Za chwilę uciekam i będę szukać tej ciszy znowu w bibliotece. Jedno z niewielu miejsc, w którym mogę na chwilę ukryć moje introwertyczne ja...

***
Liczę kalorie. Przyznacie, że to szczere wyznanie;) Sprawdzam wartości odżywcze jedzenia i staram sie balansować swoją, prywatną piramidę żywności. Nie, nie odchudzam się. Nie umiem się odchudzać ale lubię mieć kontrolę i wiedzieć dokładnie ile czego jem.
Czasem zamiast sześciu, zjem trzy ciastka. Są dni, że zamiast deseru zjem jabłko posypane cynamonem. A niekiedy zjem wielki kawałek ciasta. I zawsze bez wyrzutów sumienia:) Staram się delektować jedzeniem ale z umiarem. A piszę o tym bo bardzo często szukam sposobów na zmniejszenie ilości tłuszczu czy cukrów w deserach ale tylko i wyłącznie jeśli nie wpływa to na ich smak czy strukturę. Nie zrobię na przykład tiramisu z jogurtu ;)
Coraz częsciej w przeglądych przeze mnie przepisach widziałam mus jabłkowy używany w celu zdredukowania oleju czy masła. Zainteresowałam się tą metodą i na początek dałam szansę ciastkom kakaowym z przyprawami. Ciastka są bardzo smaczne. Robiłam je już dwa razy i będzie następny. I pewnie zrobie eksperyment i zamiast melasy dam odrobinę miodu i brązowego cukru. Nie są bardzo słodkie. Dla mnie w sam raz do pośniadaniowej kawy:) A jeśli lubicie słodsze wypieki to oczywiście wystarczy zwiększyć ilość cukru.
Mus jabłkowy.
Obieramy jabłka. Kroimy na małe kawałki. Dodajemy odrobinę wody do garnka i gotujemy na małym ogniu aż się rozpadną.
Miksujemy w blenderze na mus.












































Ciasteczka kakaowe z cynamonem
(około 22 ciastek)
(przepis oryginalny: Malgieri, N. & Joachim, D. "Perfect Light Desserts")

1 1/2 szklanki mąki  (nakładamy mąkę do szklanki łyżką i wyrównujemy)
1/2 szklanki fruktozy (w oryginale 1 szklanka cukru)
1/3 szklanki niesłodzonego kakao
1/4 szklanki musu jabłkowego
1/4 szklanki melasy
4 łyzki roztopionego i ostudzonego masła
2 łyżeczki cynamonu
1 łyżeczka sody
1/2 łyżeczki soli
(można też dodać 1 łyżeczkę imbiru w proszku i 1 łyżeczkę zmielonych goździków)

Nagrzać piekarnik do 180C. Blachę wyłożyć papierem do pieczenia.
Przesiać do miski mąkę, sól, sodę, kakao i przyprawy.
Wymieszać masło z cukrem. Dodać mus jabłkowy i melasę i wymieszać.
Dodać suche składniki do mokrych i wymieszać.
Nakładać około 1 łyżkę ciasta na balszkę w odstępach -
(w oryginale ciastka "rozlewają się" i wyszły spłaszczone, moje jedynie trochę urosły...sądze, że rodzaj użytej mąki i masła móg mieć na to wpływ).
Pieczemy 9, max. 10 minut. Nie dłużej bo wyjdą suche.
Zostawiamy na blaszce przez 1-2 minuty i przekładamy na kratkę do ostygnięcia.
Smacznego!
Jedno ciastko (około 22gramowe) ma 72 kalorie (20 kalorii z tłuszczów) w tym 2.2 gram tłuszczu (1.4g nasyconych), węglowodanów 12.9 gram w tym 3.2 gram cukru i 1 gram protein.













































***
Miłego...i słodkiego czwartku dla Wszystkich :)

25 wrz 2011

Czasem ciężko jest mi się podnieść rano z łóżka jeśli po śniadaniu czeka na mnie kolejny, cały wolny dzień.
Bez planów, bez obowiązków i ...w pewnym sensie bez celu.
Bo są takie dni, że nawet upieczenie chleba jest jedynie koniecznością a nie przyjemnością.
Wtedy niezaplanowana rozmowa z tymi Najbliższymi sercu wypełnia każdą moją komórkę radością.
Taką "czystą" radością.
Nie jest to radość z posiadania nowej pary butów (chociaż i ta radość była podzielana z kimś, kto ma piękną nową parę butów:)). 
Ale radość i szczęście, że ma się te Osoby tak blisko.
Że ma się ich wsparcie zawsze, bez względu na okoliczności.
Wymiana zdań (może być nawet o szybkowarze;)) i dzień, który nie zaczął sie w żaden spektakularny sposób.
Dzień, który miał być podobny do tych poprzednich nabrał zupełnie innego wymiaru i sensu.
I za każdym razem jak o Nich myślę to towarzyszy mi to samo uczucie wdzięczności, że Ich mam.



***
Bo Madzia napisała, że jest pyszne. Bo już dawno miałam ochotę na brownie. Bo jest weekend i coś do kawy się należy ;)
Zatem brownie z dodatkiem buraków.
Wyszczuplone przeze mnie bo 250g masła i 250g cukru w przepisie to nie dla mnie :)


























Brownie (z burakami)
(inspiracja od Madzi a przepis oryginału stąd.
Prezentowany tutaj przepis to moja wariacja na temat oryginalnego:) Mimo, że wyszczuplone, wyszło pyszne!)

70g masła (oryginał: 250g)
30g oleju (oryginał: brak)
3 jajka
224g czekolady 70% (oryginał: 250g)
230g ugotowanych, obranych i startych na tarce buraków (na małych oczkach tarki) (oryginał: 250g)
95g fruktozy (oryginał: 250g cukru)
125g mąki pełnoziarnistej do wypieków ciast (oryginał: 150g self-raising flour)
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli morskiej

Blaszkę/szklane naczynie o rozmiarach 20X25cm (moja jest 16X25) wysmarować tłuszczem i wyłożyć papierem do pieczenia.
Piekarnik nagrzać do 180C.
Czekoladę i masło rozpuścić w kąpieli wodnej
(w szklanej misce wymieszać połamaną na kawałki czekoladę z masłem. Miskę ulożyć na garnku w którym gotuje się trochę wody i mieszać aż do rozpuszczenia się czekolady. Woda nie może dotykać dna miski. Można też roztopić czekoladę z masłem w żaroodpornym naczyniu w rozgrzewającym się piekarniku mieszając od czasu do czasu).
W misce od miskera wymieszać cukier i olej. Dodawać po jednym jajku i mieszać aż do połączenia.
Wlać rozpuszczoną czekoladę i miksować aż do połączenia się składników.
Przesianą mąkę z solą i proszkiem do pieczenia doajemy do masy czekoladowej i delikatnie mieszamy silikonową szpatułką.
Dodajemy starte buraki i mieszkamy krótko do połączenia się składników.
Pieczemy w nagrzanym piekarniku przez 25 minut.
Smacznego!






































***
Miłego Dnia!

14 wrz 2011

Nie mogę się doczekać. Chciałabym już zacząć się pakować. Krzątanina na początku której mam wrażenie, że chaos, który zawładnął mieszkaniem nie ma szans na uporządzkowanie.
Posklejane na nowo kartony. Wyrzucanie tego co nieprzydatne, rozdawanie reszty potrzebującym studentom.
Selekcja przy pakowaniu i to uczucie lekkości na koniec. Lekkość bo coś się skończyło i radość przed tym nowym. Pamiętam te uczucia towarzyszące przeprowadzkom i ekscytacją nowym miejscem.
Chciałabym już mieć bilet w ręku i pierwszy raz od ponad trzech lat mieć Doktoranta koło siebie w samolocie. Nie lubię latać. A jeszcze bardziej od samotnego latania nie lubię latać bez Niego.
Nadejście każdego nowego dnia cieszy mnie bardzo. Jeden dzień bliżej do wymarzonego celu.
Sprzeczność w cieszeniu się codziennością. Ciesznie się chwilą ale i tymi mijającymi.
Dni wypełniam bardziej i częściej przez co mijają mi szybciej, lepiej i z większą satysfakcją.
Tutaj mnie mniej, przy komputerze mnie mniej i aparat trochę się kurzy :)
Dobrze mi z tym. Nawet bardzo!

***
Dynia Time! W kuchni też realizuję małe plany. W zeszłym roku po raz pierwszy zaczęłam gotować i piec z dynią i różnymi odmianami kabaczka. Chyba nawet u nas lato po mału pakuje swoje słoneczne walizki. Są już piękne dynie i w środku tygodnia, na pierwszy jesienny, chłodny wieczór z kubkiem herbaty kawałek chlebka dyniowego z kandyzowanym imbirem i jesiennymi przyprawami.


























Chlebek dyniowy (z kandyzowanym imbirem)
(inspiracja do tego przepisu z tej strony)

130g mąki orkiszowej (albo zwykłej)
70g mąki pełnoziarnistej
90g fruktozy (albo około 130-150g cukru, w oryginale 200g cukru)
1 łyżeczka sody
1 szklanka (240ml) puree z dyni* 
1/3 szklanki oliwy z oliwek
2 jajka, delikatnie roztrzepane
1/4 szklanki wody
szczypta gałki muszkatołowej
1/2 łyżeczki cynamonu
szczypta ziela angielskiego
1/2 szklanki pokrojonych orzechów włoskich
1/4 szklanki drobno pokrojonego imbiru kandyzowanego

* U mnie z jednej małej dyni i jednego małego kabaczka wyszło 2 szklanki puree. Jedna szklanka poszla do flanu z dyni z serem gorgonzola a druga szklanka na chlebek:) 
Dynie (kabaczka) pokroić na ćwiartki. Wyczyścić z pestek i ulożyć na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia i spryskanej oliwą skórą do góry. Piec około 30-45 minut w 180C do miękkośći.
Wystudzić. Obrać ze skórki i zmiksować w blenderze na puree. 

Nagrzać piekarnik do 180C. Przesiać razem mąkę, sól, cukier i sodę.
Wymieszać w misce puree z dyni, olej, jajka, wodę i przyprawy. 
Wymieszać mokre składniki z suchymi.
Dodać imbir i orzechy i wymieszać.
Wlać ciasto do lekko naoliwionej i wysypanej mąką keksówki.
Piec około 50-60 minut.
Wystudzić na kratce i zjadać ze smakiem popijając ulubioną herbatą:)
Smacznego!





































***
Miłego Dnia!

7 lip 2011

Laaaato!!! I "rasowy" sorbet czekoladowy.

Lato! W końcu i u nas. W zeszłym roku ciepło i słonecznie było przez jakieś dwa tygdonie. Jestem ciekawa jakie rekordy zostaną pobite w tym roku. Od kilku dni mój rytuał dnia jest podobny. Po śniadaniu siedzę na tarasie i czytając którąś z kolei książkę oddaje się przyjemnośći nierównomiernego opalania:) A co tam! Bikini w tym roku nie planuję więc może być łatka tu i tam. Po obiedzie przenoszę cały majdan przed dom, gdzie słońce raczy nas popołudniami. Wiem, leniwe to dni ale tego zdecydowanie domaga się moje ciało i dusza...a przynajmniej tak sobię to tłumaczę :)

Mój E. jakby mógł to jadłby lody na okrągło od czasu do czasu przegryzając chlebkiem pita z fetą i oliwkami. Na lodach, a raczej ich jedzeniu, raczej nie wyrósł bo w wakacje u jego rodziny lody nigdy nie były serwowane. A biorąc pod uwagę letnie temperatury w Turcji nie zdziwiłabym się gdyby na obiad była micha lodów. Zamiast lodów były skrupulatnie pokrojone przez jego tatę, morele, brzoskwinie i arbuz (nie na obiad, na deser). Mały nożyk, dużu talerz i z niebywałą dokładnością każdy owoc pokrojony w równiusieńkie kawałeczki. Sądzę, że stosunek czasu przygotowania owoców do czasu ich zjedzenia był pewnie 15 minut do 30 sekund. Ale jakie to były pyszne 30 sekund! No i nie wiem skąd u E. ta miłość do lodów. Muszę go czasem powstrzymywać i przypominać, że marchewka też jest dobra:)

Lody lubię i czasem podjadam E. z jego kubeczka. Jednak jak już mam zjeść deser to wolę się trochę napracować przy jego przygotowaniu, żeby to sekundowe delektowanie się tym, najczęściej, kalorycznym przysmakiem miało jakiś głębszy sens :) No i w końcu przyszedl czas na lody!
A że mieszanie nie jest mi straszne, zatem nawet nie będąc w posiadaniu maszynki do lodów zrobiłam sorbet czekoladowy. Jedynie kakao, czekolada, cukier (u mnie fruktoza) i woda..a stosunek smaku tego sorbetu do lodów sklepowych jest pewnie coś jak 2874 do -2. Proszę Państwa, ten SMAK!!!
Zaznaczam, że sorbet jest dla koneserów czekolady w pełnej jej wydaniu, z jej głebokim smakiem i pojawiąjącą się od czasu do czasu goryczką. I tutaj wybór czekolady i kakao jest ważny aby wydobyć ten SMAK. Użyjcie zarówno czekoladę i kakao, których smak znacie i lubicie (u mnie Lindt o zawartości 75% kakao i kakao niesłodzone Hershey's) to na pewno będziecie w pełni zadowoleni i może nawet będziecie wyjadać sorbet łyżeczką prosto z pojemnika z zamrażalnika jeszcze przed pełnym zamrożeniem...nie żebym mówiła z własnego doświadczenia ;)


Sorbet Czekoladowy
(żródło: Smitten Kitchen na podstawie przepisu David Lebovitz)
Ilość: 1 litr

2 1/4 szklanki (555ml) wody
1 szklanka (200g) cukru (u mnie 100g fruktozy)
3/4 szklanki (75g) dobrej jakośći niesłodzonego kakao
170g dobrej jakości czekolady gorzkiej  - drobno pokrojonej
1/2 łyżeczki ekstraktu z wanilii
szczypta soli

Jeśli tak jak ja nie masz maszynki do lodów to radzę z wyprzedzeniem włożyć do zamrażalnika pojemnik plastikowy razem z pokrywką, do którego przelejesz masę lodową (najlepiej, żeby pojemnik był hermetyczny).

W dużym garnku (bo może pryskać przy gotowaniu) wymieszaj 1 1/2 szklanki wody (375ml) z kakao, cukrem i szczyptą soli.
Doprowadź do wrzenia (na średnim ogniu) często mieszając.
Jak już zacznie się gotować to gotuj ciągle mieszając przez 45 sekund.
Ściągnij z ognia i dodaj pokrojoną czekoladę. Mieszaj aż czekolada się rozpuści.
Dodaj resztę wody (3/4 szklanki = 180ml) i ekstrakt z wanilii. Wymieszaj
Wlej do dzbanka od blendera i miksuj przez 15 sekund.
 Przelej do miski i odstaw do całkowitego ostygnięcia.
Jeśli masz maszynkę do lodów to jej użyj :)
A jeśli nie masz maszynki do lodów to po ostygnięciu przelej czekoladową masę do pojemnika plastikowego, który odpoczywał w chłodzie zamrażalki. Załóż pokrywkę i zamknij. Włóż do zamrażalnika.
Po 45 minutach (albo godzinie) wyciągnij pojemnik z masą lodową i zamieszaj porządnie masę lodową, żeby rozdrobnić kryształki lodu. 
(można mieszać ręcznym elektrycznym miskerem ale nie chciało mi sie wyciągać miksera i mieszałam dokładnie widelcem i też wyszło).
Powtórz średnio co 45 minut z 3-4 razy, za każdym razem mieszając dokładnie całą masę (która z godziny na godzinę będzie coraz bardziej zamrożona - za każdym razem należy ją rozdrobnić i dobrze wymieszać).
Smacznego!

29 mar 2011

Zgubić dzień. Nadrobić czekoladą :)

Zgubiłam dzień.
Dwadzieścia cztery godziny, które jakiś podstępny chochlik sobie zawłaszczył.
W piątek myślalam, że jest czwartek.
W sobotę, że jest piątek.
W niedzielę...no właśnie, do południa byłam przekonana, że to sobota.
Miało być filmowo na kolację z odrobiną gruszki i gorgonzoli na chrupkim cieście.
Ale chochlik zaczął się histerycznie chichrać jak robiłam wieczorne sobotnie plany.
I wtedy spojrzałam na kalendarz. 27?! Jak to?
A gdzie podział się 26?!
Nasza mała familia już od jakiegoś czasy żyje bez zegarka i bez kalendarza na co dzień.
Lubię to ale gorzej jak tracimy zupełnie kontrolę nad czasem:)
Wtedy nasz czas staje się  terytorium bezczelnie wykorzystywanym przez nieproszone chochliki.
I taki jeden wykorzystał to brutalnie kradnąc drogocenne chwile w zeszłym tygodniu.
Od południa w sobotę, oh pardon, w niedzielę zaczęłam w przyśpieszonym tempie nadrabiać stracony czas.
Miał być film w sobotę, to był ale po południu w niedzielę.
Miały być pyszne chwile z książką "Czekolada".
I też były, gdzieś pomiędzy obiadem a filmem.
Niesamowite ile da się zrobić, przeżyć, zobaczyć, posłuchać, przeczytać i nic nie robić, żeby tylko nadrobić stracony dzień :)
A, że była czekolada w formie literek i całych zdań to musiała się i ona w jakiejś formie zmaterializować.
I tak powstał pudding czekoladowy.


Pudding jest z tofu.
Z góry uprzedzam...nie lubię tofu:) Musi się ono zamienić w nierozpoznawalną dla mnie materię, żebym mogła je skonsumować. I takie właśnie jest w tym puddingu.
Tofu zastępuję jajka...i nic więcej.
Nie ma zapachu ani smaku tofu. Jest tylko i wyłącznie czekoladowa rozkosz:)
I jeszcze jedno, to nie jest lekki, puszysty jak piórko pudding.
Raczej z tych cięższych z głębokim czekoladowym smakiem.
Mała porcja zaspokoi czekoladowy głód na długo.


Czekoladowy Pudding
(Alexandra Jamieson "Green Market Baking Book")

350 g tofu
280 g czekolady (wg. uznania- u mnie gorzkie czekoladowe "dropsy")
3 łyżki syropu z agawy
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii 
szczypta soli

Sitko/durszlak wyłożyć papierowym ręcznikiem. Na tak przygotowane sitko włożyć tofu. 
Przykryć kolejna warstwą papierowego ręcznika i obciążyć (np. szklanymi/ceramicznymi miseczkami).
Zostawić do odcieknięcia około 15 minut.
 (polecam dociskać obciążenie co jakiś czas co pozwoli tofu odcieknąć szybciej).
Zmiksować tofu na gładką masę w blenderze.
Czekoladę drobno posiekać (dropsów nie trzeba siekać) i rozpuścić w kąpieli wodnej z syropem z agawy.
(czekoladę włożyć do szklanej miski - miskę położyć na garnku z gotującą się wodą i mieszać aż do rozpuszczenia się czekolady. Ważne jest, żeby woda nie dotykała miski).
Czekoladę, wanilię i szczyptę soli dodać do blendera z tofu. 
Wszystko miksować aż do uzyskania jednolitej masy. 
Przełożyć do naczynek (u mnie 4 małe miseczki) i schłodzić ok. 1 godziny
(chłodziłam 30 minut i wystarczyło).
Smacznego!

24 mar 2011

Książka "Green Market Baking Book". Pudding z quinoa.

Zazwyczaj nie zachwycam się książkami kucharskimi jeśli nie mają zdjęć.
Często zdjęcie jakiegoś dania jest na tyle kuszące, że nogi same prowadzą mnie do kuchni gdzie jedną reką wyciągam szklaną miskę z dolnej półki w szafce a drugą sięgam po wysłużoną ale ulubioną drewnianą łyżkę.
Zaczynam mieszać, brudzić kolejne naczynia, smakować i z niecierpliwością czekam na końcowy efekt moich bardzo przyjemnych zmagań. Nierzadko towarzyszy mi muzyka, której nuty ukrywają się  później pomiędzy kolejnymi kęsami. 
Klik albo  Klik.)
Green Market Baking Book (klik)* jest inna. Jest to książka kucharska bez zdjęć, a mimo to zachwyciła mnie swoją prostotą. Jest prosta w ciekawy sposób. Sama nie wiem kiedy kolejne strony zapełniały się małymi różowymi samoprzylepnymi karteczkami.
Czytając kolejne przepisy wyobrażałam sobie smak tych potraw. A może wygląd będzie iście królewski a smak do bani !? :) Lubię niespodzianki :)
Autorzy promują używanie lokalnych produktów w zgodzie z porami roku. Dlatego też przepisy w książce są uporządkowane według pór roku. Są to głównie przepisy na słodkie i wytrawne wypieki z użyciem w zastępstwie białego cukru naturalnych słodzików takich jak: syrop/nektar z agawy, słód jęczmienny, syrop słodowy z brązowego ryżu, itp.** 
Książka zawiera również informacje jak zamieniać jeden słodzik innym. Są tam też informacje na temat różnych rodzajów mąk, subsytytów jajek, jak przechowywać żywność.
Pudding z quinoa to pierwsze danie jakie zrobiłam z tej książki - jeszcze z rozdziału "zima" ;)
Jest to deser, który może również posłużyć jako śniadanie:) Jednego dnia zjedliśmy jeszcze trochę ciepłe na deser a następnego już zimne na śniadanie i w obu wersjach jest bardzo smaczne. 

Pudding z Quinoa
(żródło "Green Market Baking Book" Rebecca Wood)

½ szklanki cukru klonowego
(u mnie 3/8 szklanki suropu z agawy)
2 łyżki miękkiego masła
2 jajka
1 szklanka mleka
(jeśli używacie syropu z agawy to dajcie 2/3 szklanki mleka)
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
1 łyżeczka cynamonu
szczypta soli
2 szklanki ugotowanej quinoa
(ugotowałam wieczorem a pudding robiłam następnego dnia)
½ szkalnki posiekanych i uprażonych orzechów laskowych
(użyłam płatków migdałowych)
½ szlanki suszonych porzeczek
(u mnie suszona żurawina – i to był strzał w 10! – kwaskowatość żurawiny znakomicie komponowała się z delikatną słodyczą puddingu)
szczypta świeżo zmielonej gałki muszkatołowej

Nagrzej piekarnik do 180 C.
Utrzyj masło z syropem z agawy.
Dodaj jajka, mleko, ekstrat z wanilii, cynamon, szczyptę soli i wymieszaj.
Dodaj quinoa, orzechy (ew. migdały), porzeczki (ew. żurawinę) i wymieszaj.
Wysmaruj 4-6 ramekiny odrobiną masła.
Napełnij ramkeiny masą i na wierzch zetrzyj odrobinę gałki.
Piecz 35-40 minut.
Smacznego!

-----------------------------------
* Książka jest wyłącznie sponsorowana z mojego i E. portfela :)
Są w niej miedzy innymi przepisy na: Nadzienie wiśniowe do naleśników z mąki gryczanej; Syrop miodowy z płatkami róż; Pudding z marchewek i chałwy :); Placek z koprem włoskim i grzybami...itd.

**Nie chciałabym się wdawać  w dyskusję na temat białego cukru. Uważam, że każdy piecze i gotuje wedle własnych upodobań i mam nadzieję, że w zgodzie z własnym sumieniem. Już od dłuższego czasu nie używam białego cukru i interesuję się naturalnymi produktami, które dostarczą wypiekom i daniom słodyczy. Oczywiście wszystko w ramach zdrowego rozsądku i bez radykalizmu :)

15 mar 2011

Małe co nieco:) Trufle z suszonych daktyli, pistacji i migdałów.

Bardzo lubię piec ciasta. Ale perspektywa jednej blachy pysznego ciasta tylko na nas dwoje często mnie przeraża. A bardziej od ciasta straszy mnie wzmożony ruch na jaki moje ciało musiałoby być narażone po zjedzeniu tych pyszności:) Ale od czasu do czasu słodkie małe co nieco do popołudniowej kawy pojawia się na naszym stole a i próbuję przekonać moje-czasem-leniwe-ja, że ruch to zdrowie:) 


Trufle z suszonych daktyli są słodkie i doskonale smakują z gorzką herbatą, która tą słodycz złagodzi. Jest to sycąca i bardzo prosta w przygotowaniu przekąska.
A lepienie kulek z klejących się  daktyli  i później turlanie ich w zmiksowanych pistacjach i migdałach to już czysta przyjemność:)


Trufle z suszonych daktyli, pistacji i migdałów
(na podstawie przepisu z www.choosy-beggars.com z  moimi zmianami)
(Składiniki na około 20 trufli)

225g suszonych, wypestkowanych daktyli
35g suszonej (niesłodzonej) żurawiny
65g migdałów (użyłam bez skórki)
45g pistacji (niesolonych/już wyłuskanych)
skórka starta z jednej pomarańczy
1/4 łyżeczki cynamonu
1/8 łyżeczki mielonego kardamonu (u nas bez bo E. nie lubi)
szczypta soli

Na suchej patelni upraż migdały - do wydobycia zapachu/mają się tylko lekko zarumienić.
Ostudż migdały i zmiksuj je z pistacjami w malakserze.
Nie  miksuj na drobny proszek - mają być widoczne większe części migdałów i pistacji. 
Tak zmiksowane migdały i pistacje odłóż do miseczki. 
Około 1/2 szklanki tej  mikstury przełóż z powrotem do malaksera i tym razem zmiksuj drobno.
Odłóż do osobnej miseczki - bedą zużyte później do obtaczania trufli.
Do malaksera włóż daktyle, szczyptę soli, cynamon (i ew. kardamon) i pulsuj aż do zmiksowania daktyli.
Daktyle miksuje się dosyć ciężko w malakserze - pulsuj ostrożnie i jak zajdzie potrzeba to dodaj 1-3łyżek gorącej wody. Dodałam 2 łyżki.
Dodaj żurawinę, skórkę z pomarańczy i miksturę migdałowo-pistacjową (tą z większymi kawałkami pistacji i migdałów) i pulsuj krótko do połączenia się składników. 
Przełóż do miseczki.
Formuj trufle z około jednej lyżeczki daktylowej masy i obtaczaj w pistacjowo-migdałowych okruszkach.
Smacznego!