Posklejane na nowo kartony. Wyrzucanie tego co nieprzydatne, rozdawanie reszty potrzebującym studentom.
Selekcja przy pakowaniu i to uczucie lekkości na koniec. Lekkość bo coś się skończyło i radość przed tym nowym. Pamiętam te uczucia towarzyszące przeprowadzkom i ekscytacją nowym miejscem.
Chciałabym już mieć bilet w ręku i pierwszy raz od ponad trzech lat mieć Doktoranta koło siebie w samolocie. Nie lubię latać. A jeszcze bardziej od samotnego latania nie lubię latać bez Niego.
Nadejście każdego nowego dnia cieszy mnie bardzo. Jeden dzień bliżej do wymarzonego celu.
Sprzeczność w cieszeniu się codziennością. Ciesznie się chwilą ale i tymi mijającymi.
Dni wypełniam bardziej i częściej przez co mijają mi szybciej, lepiej i z większą satysfakcją.
Tutaj mnie mniej, przy komputerze mnie mniej i aparat trochę się kurzy :)
Dobrze mi z tym. Nawet bardzo!
***
Dynia Time! W kuchni też realizuję małe plany. W zeszłym roku po raz pierwszy zaczęłam gotować i piec z dynią i różnymi odmianami kabaczka. Chyba nawet u nas lato po mału pakuje swoje słoneczne walizki. Są już piękne dynie i w środku tygodnia, na pierwszy jesienny, chłodny wieczór z kubkiem herbaty kawałek chlebka dyniowego z kandyzowanym imbirem i jesiennymi przyprawami.
Chlebek dyniowy (z kandyzowanym imbirem)
(inspiracja do tego przepisu z tej strony)
130g mąki orkiszowej (albo zwykłej)
70g mąki pełnoziarnistej
90g fruktozy (albo około 130-150g cukru, w oryginale 200g cukru)
1 łyżeczka sody
1 szklanka (240ml) puree z dyni*
1/3 szklanki oliwy z oliwek
2 jajka, delikatnie roztrzepane
1/4 szklanki wody
szczypta gałki muszkatołowej
1/2 łyżeczki cynamonu
szczypta ziela angielskiego
1/2 szklanki pokrojonych orzechów włoskich
1/4 szklanki drobno pokrojonego imbiru kandyzowanego
* U mnie z jednej małej dyni i jednego małego kabaczka wyszło 2 szklanki puree. Jedna szklanka poszla do flanu z dyni z serem gorgonzola a druga szklanka na chlebek:)
Dynie (kabaczka) pokroić na ćwiartki. Wyczyścić z pestek i ulożyć na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia i spryskanej oliwą skórą do góry. Piec około 30-45 minut w 180C do miękkośći.
Wystudzić. Obrać ze skórki i zmiksować w blenderze na puree.
Nagrzać piekarnik do 180C. Przesiać razem mąkę, sól, cukier i sodę.
Wymieszać w misce puree z dyni, olej, jajka, wodę i przyprawy.
Wymieszać mokre składniki z suchymi.
Dodać imbir i orzechy i wymieszać.
Wlać ciasto do lekko naoliwionej i wysypanej mąką keksówki.
Piec około 50-60 minut.
Wystudzić na kratce i zjadać ze smakiem popijając ulubioną herbatą:)
***
Miłego Dnia!
Agnieszko, a można wiedzieć dokąd się przenosicie?
OdpowiedzUsuńChlebek wygląda przepysznie! W sam raz na jesień :)
idealny do gorącej herbaty i ciepłego koca
OdpowiedzUsuńpiękne zdjęcia!
Genialnie musi smakować taki chlebek, chętnie wypróbuję :D
OdpowiedzUsuńMaju, jeszcze nie wiemy. Bedziemy wiedziec kolo marca/kwietnia. To oczekiwanie jest najgorsze:)
OdpowiedzUsuńAgatku, dziekuje! A chlebek zdecydowanie na chlodniejsze dni.
Slyvvio, polecam. Jest pyszny i nie za slodki. Jesli wolisz slodsze wypieki do dodaj troche wiecej cukru.
Pozdrawiam Was goraco!:)
To ja siadam z Tobą przy tym chlebku, a Ty będziesz opowiadać gdzie chciałabyś zamieszkać i dokąd polecieć... A koło nas dynie...:)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Cię gorąco!
No właśnie... ja też nie lubię latać. Boję się strasznie, ale nie wyobrażam sobie z drugiej strony długich podróży samochodem, pociągiem czy autobusem skoro można samolotem w krótszym czasie dotrzeć do celu. Piękny chlebek! Mniam mniam! Pozdrawiam! :)
OdpowiedzUsuńAha, ale w USA?
OdpowiedzUsuńTeż nie lubię czekać :)
To dobrze, że CI dobrze!
OdpowiedzUsuńPomyślałam, że wracacie do Polski...
Też nie lubię latać, nawet nie to że się boję bo chyba nie, ale nie lubię po prostu. Źle mi w samolocie, niewygodnie, za gorąco, za sucho.
Dyniowy chlebek prezentuje się pięknie :)
Piękne zdjęcia. Ostatnio mam wieeelką słabość do ciemnych zdjęć.
OdpowiedzUsuńUwielbiam się pakować. Przeglądać, segregować, wyrzucać, odkładać... Ale Tobie (Wam) zazdroszczę!
pozdrowienia Agnieszko!
Tez lubie radosc zwiazana za zmianami. Bo choc cos sie konczy to jednak cos innego sie zaczyna. Ekscytujace!
OdpowiedzUsuńMogloby Was przywiac gdzies w nasza strone :)
Milego dnia, sciskam.
Agnieszko,zmiana miejsca na pewno przyniesie dobre emocje.Trzymam kciuki!
OdpowiedzUsuńA chlebek cudowny!
Upiekę sobie go wkrótce.
Uściski!
Ewelinko,
OdpowiedzUsuńZ ogromną ochotą! :) To jak wpadniesz na kwałek chlebka?:)
Madziu,
Jak już jestem w samolocie to mi wszystko jedno, nie boję się. Ale nie lubię takich długich lotów pokonywać samotnie. Zajmuje mi to od wyjścia z domu stąd do wejścia do domu w Polsce około 24 godzin. Strasznie męczące i nudne:)
Maju,
Wiem jedynie, że nie Polska i nie Turcja. Cała reszta świata wchodzi w grę. Sądzę jednak, że duże prawdopodobieństow jest na kolejne 5 lat w Stanach chociaż marzy nam się już Europa, bliżej do rodzin. Jeszcze tylko kilka miesięcy i będziemy wiedzieć:)
Yba,
Lubię jak jest dobrze:) Do Polski nie. E. by się tam nie odnalazł. Ja zresztą też pewnie nie. Dokładnie. Latanie jest nudne, niewygodne i wogóle za duże zagęszczenie ludzi na małej powierzchni jak dla mnie.
Poleczko,
Dziękuję! U nas tutaj nietrudno o ciemne zdjęcia. Mieszkanie jest bardzo ciemne i zrobienie jasnego zdjęcia graniczy z cudem;)
Ja też uwielbiam wynajdywać w zakamarkach zapomniane rzeczy i segregować resztę na nowe miejsce. Już się nie mogę doczekać:)
Madziu,
Oj mamy ogromną nadzieję na Europę ale nie wiem czy już teraz da radę.
Amber,
Dziękuję! Chlebek polecam. Bardzo szybko się robi i jeszcze szybciej znika:)
Dziewczyny każde Wasze odwiedziny i słowa są dla mnie wielką radością:) Dziękuję Wam i ściskam każdą z osobna!
Szkoda ze Wam sie nie trafi cos bliskiego, ale kto wie, na tym polegaja zmiany, czlowiek wierzy w lepsze jutro :)
OdpowiedzUsuńA z tym oczyszczaniem przestrzeni to fajna sprawa, tez tak czasem sie zbieram i przegladam rzeczy bo niby niczego nie kupuje a i tak coraz wiecej wszystkiego.
No to moze blizej Nowego Jorku skonczycie? :) A do marca bedziecie jeszcze w Oregonie?
OdpowiedzUsuńMoniko, moze sie trafi cos blizej...kto wie.
OdpowiedzUsuńAhora, blizej NY nie mialabym nic przeciwko. Byle nie w jakiejs Dakocie ;)
E. sie bedzie bronil w maju/czerwcu wiec do lata jeszcze tutaj. Potem dlugo wyczekiwane wakacje w TR, DE i PL.
Agnieszko, wcale sie Tobie nie dziwię:), choc z pakowaniem walizek i ogólnie z przeprowadzkami to różnie u mnie bywa... sentymentalna jestem bardzo i przywiązuje się do miejsc, szczególnie jak jest mi w nich dobrze...
OdpowiedzUsuńWam, życzę tej Europy;), tez za nią tęsknię...coraz bardziej!
Czy Wy równiez jeżdzicie na pumpkin patch? Wybieramy się w tym roku po raz pierwszy, i mam nadzieję na udane łowy:)
Pozdrawiam serdecznie
Mam nadzieję, że w Nowym Miejscu będzie pięknie i że się tam odnajdziecie.
OdpowiedzUsuńI mam nadzieję, że jednak w przyszłym roku się gdzieś natkniemy na siebie:)
jak idzie nowe, to zawsze jest jakas=ś ekscytacja, oby było Wam tam cieplej, jaśniej i tak przyjemnie jak tylko można sobie zamarzyć :))
OdpowiedzUsuńbuźka!
trafilam przypadkiem z blogu irlandzkiej Mai i sie zaczytalam :-) tez nie lubie latac (nawet bardzo), szczegolnie bez meza, a jednak musze, pare razy w roku, i chociaz robie to od tylu lat, to jednak za kazdym razem oswajam lek przed lataniem jakby na nowo... pozdrowienia z Kanady!
OdpowiedzUsuńAgnieszko, chyba sie nie wybierzemy na pumpkin patch. Zamawiam narazie od farmerow dynie i kabaczki i na dyniowe polowanie mnie nie ciagnie:) Ale zycze Wam udanej zabawy!!:)
OdpowiedzUsuńDeli, tez mam taka nadzieje! I na Nowe Miejsce i na nasze spotkanie :)
Ulu, radosc i ekscytacja tym bardziej, ze tak dlugo na to czekamy:)
Atsanik, witaj:) Ja tez do Ciebie trafilam jakis czas temu. I chyba od Mai..albo od Moniki. Nie pamietam ale podczytuje i milo mi Ciebie goscic w wirtualnym Oregonie;)
Pozdrawiam Was serdecznie!
Uwielbiam takie zmiany, choć pewnie fajnie w końcu znaleźć swoje miejsce:) trzymam kciuki za Was!
OdpowiedzUsuńbuziaki!
Olu, dziekuje za kciuki, zawsze sie przydadza:)
OdpowiedzUsuńSciskam!
He he ten chlebek wygląda jak piernik :) w sam raz na jesień!
OdpowiedzUsuńU nas w też w raz z marcem idzie nowe ;)
ściskam!
Eljotynko, och to powodzenia dla Was:)
OdpowiedzUsuńA chlebek zdecydowanie ma zapach piernikowy ale w smaku juz nie:) Usciski!
Kochana! I Ty już się pakujesz? :)))) a chlebek super. nie wpadłabym na to oczywiście ;)
OdpowiedzUsuńno i dynia piękna :) ściskam mocno!
Owiecko, no nie. Jeszcze nie. Ale juz mi sie chce:) Chociaz juz dwoch kartonow ciuchow sie pozbylam. Taki wstepik ;)
OdpowiedzUsuńSciskam!
Witaj Agnieszko - trafilam do ciebie przez przypadek, zaczytalam sie, a przede wszystkim pozachwycalam sie zdjeciami i przepisami cudownych chlebow! och, twoj Blog jest niebezpieczny:)))
OdpowiedzUsuńChleb, taki polski ze skorka - to jest to, czego mi tutaj brakuje najbardziej. Ze mnie kucharka raczej do niczego - wiec nie obiecuje po sobie duzych rezultatow, ale na pewno sproboje.
I pozwole sobie do Ciebie zagladac - tym bardziej, ze ja jakby twoja "krajanka" jestem:)
Pozdrawiam z Portland - a wlasciwie, Beaverton:)
Mieszkam w Oregonie 7 lat - i ciagle jestem nim zachwycona:)
Aniu, Szalenie mi milo :) Witaj!:) Oj to jestesmy sasiadkami:) Nie znam nikogo z Polski tutaj i ciesze sie, ze przypadek Cie tutaj przywial:)
OdpowiedzUsuńMy prawie 2 lata w Oregonie (uwielbiam ten Stan!!!). Wczesniej 2 w Teksasie...za rok znowu zmiany.
Chlebki nie takie straszne, tez zaczelam piec z tesknoty do "normalnego" chleba i zaczynalam od zera. To nie takie trudne jak sie wydaje z poczatku:) Z checia sluze rada:)
Mam nadzieje, ze do uslyszenia:)
Milego wieczoru!! (oh jak fajnie, przynajmniej nie musze obliczas stref czasowych i wiem ktora u Ciebie godzina;))
Polakow, rzeczywiscie nie ma tutaj duzo - chociaz jak sie zastanowie..to troche ich jest, skoro organizuwoany jest tutaj co roku festiwal:) Jakbys miala ochote zakosztowac troche polskiego jedzenia - kielbasy i piwa, to odbywa sie on w przyszlym tygodniu.
OdpowiedzUsuńhttp://www.portlandpolonia.org/festival/index.html
pozdrawiam i rowniez zycze milego jeszcze wieczoru:)
Aniu, rzeczywiscie. Zapomnialam o nim. W zeszlym roku jak odwozilismy przyjaciol na lotnisko do Portland to przejezdzalismy przez ta dzielnice, w ktorej odbywal sie ten festiwal. Pogadam z E. moze da sie namowic na pierogi :)
OdpowiedzUsuńWszystkiego dobrego więc w nowym miejscu ;)
OdpowiedzUsuńPrzed chwilą miałam ochotę na pizzę, teraz na ten chlebek ;) Jutro go upiekę! Dynia w natarciu! Lubię ten czas, gdy masowo pojawia się na targach. Najczęściej dynię po prostu piekę z ziołami i przyprawami. Jako dodatek do mięsa lub zjadana sama ;) Bardzo ją lubię!
Kemotko, dziekujemy! Jeszcze nie wiemy nawet na jakim kontynencie to nowe miejsce bedzie:)
OdpowiedzUsuńJa tez uwielbiam dynie i jej rozne odmiany. Co tydzien znosze do domu nowe, w innych ksztaltach i kolorach:)
Usciski!
Niestety jeszcze nie upiekłam tego chlebka, odkryłam w kuchni banany, z których jakbym nie zrobiła dziś chlebka byłyby do wyrzucenia. ale, co się odwlecze...
OdpowiedzUsuńDynia to zdecydowanie najpiękniejsze warzywo. Też uwielbiam ją nie tylko ze względu na smak, a wygląd, faktury, kolory, kształty. Jest po prostu piękna i malownicza ;))
Kemotko, a to mozna tez pomieszac. Bananowo-dyniowy chlebek:) Puree dyniowe zrobilam wczoraj i jak mi banany dojrzeja to chyba nastepny zrobie taki mieszany. Z odrobina gorzkiej czekolady zamiast imbiru:)
OdpowiedzUsuńale ze mnie gapa. nie wiem,czemu na to nie wpadłam ;)))
OdpowiedzUsuń