5 lip 2011

Książka. "A Homemade Life: Stories and Recipes from My Kitchen Table" Molly Wizenberg

Lubię jeść. Jedzenie nie jest dla mnie jedynie paliwem potrzebnym do prawidłowego funkcjonowania. Jedzenie jest dla mnie przyjemnością. Historia rodzinna głosi, że urodziłam się duża, gruba, pryszczata a pierwszą butelkę mleka wypiłam z prędkością światła i w ilości dwa razy większej niż mój brat urodzony rok wcześniej. Ja tam im tak do końca nie wierzę, nie mają dowodów :)
Długo poruszłam się po omacku po świecie kulinarnym. Na rodzinnych filmach bardzo często jestem w okolicach kuchni, przyglądam się jak mama lepi pierogi. Po latach stoję już obok rodziców i im pomagam. Pierwsze ciasto, które upiekłam z pamięci to murzynek. Pamiętam, że sama robiłam też naleśniki i placki z jabłkami. A zeszyt z przepisami przepisanymi przeze mnie przed wieloma laty jest nadal w użyciu.
Wydaje mi się, że podświadomie zawsze wiedziałam, że kulinaria i wszystko co z jedzeniem jest związane, będą pełniły ważną rolę w moim życiu. Razem z E. nadszedł czas, w którym zdałam sobie w końcu świadomie sprawę, że jedzenie i gotowanie były i są ważną częścią mnie i mojego życia. I, że rozmowy o jedzeniu mogą być równie ciekawe (a dla nas bardziej) jak te o filmach, książkach, muzyce...
Łączę miejsca i ludzi z potrawami. Od kiedy pamiętam jednym z ulubionych dań, które zawsze będzie mi się kojarzyć z moim Dziadkiem i które muszę sobię koniecznie zamówić przy okazji kolejnej wizyty u niego, jest pieczony boczek z tą boską galaretką, która tworzy się z tłuszczu wytopionego podczas pieczenia. Jak jestem w Polsce a mój kochany Tata ma akurat dzień wolnego, to często przyrządza najlepsze danie z wątróbki drobiowej pod słońcem! Nawet do zwykłej, wydawać by się mogło, czynności jak smażenie wątróbek podchodzi w sposób metodyczny. Nie staram się ich sama przyrządzać bo wiem, że nigdy mu nie dorównam a na "wątróbkowe" rozczarowanie nie jestem gotowa. Pierwsze amerykańskie domowe pancakes smażyłam razem z kolegą w Teksasie po imprezie urodzinowej przyjaciółki. O 4 nad ranem gdy już wszczyscy spali. Teraz, jak mieszam ciasto na te amerykanskie placuszki to wracam do tamtych wspomnień i naszych rozmów, które na szczęście trwają do dzisiaj i często są okołokulinarne. Arbuza, soczystego i słodkiego, wyjadałam łyżką siedząc na krawężniku, pod całym dniu pieszego i autostopowgo przemieszczania się, gdzieś w Turcji. Był to najwspanialszy smak arbuza i posiłek, którego nie przebiłoby danie nawet najbardziej znanego kucharza z "michelinowskiej" restauracji.
Po przeczytaniu książki Molly Witzenberg (autorki bloga Orangette), po raz kolejny uświadomiłam sobie, że dwa czynniki tworzą dla mnie miejsca godne wspomnień: ludzie, których spotkałam na swojej drodze i jedzenie, którego spróbowałam. A Molly oddała istotę gotowania i jedzenia w jednym zdaniu "In the simple acts of cooking and eating, we are creating and continuing the stories that are our lives" (w moim wolnym tłumaczniu "poprzez proste czynności gotowania i jedzenia, tworzymy i kontynuujemy historie, które są naszym życiem")Książkę Molly przeczytałam na wdechu, w rekordowym tempie (łącznie z każdym składnikiem, który towarzyszył przepisom). Gdybym miała talent literacki to właśnie w takim formacie chciałabym spisać swoje doznania kulinarne i życiowe...a że talentu brak to ten blog jako zapis wspomnień musi wystarczyć:) Nie jest to książka stricte kulinarnia. Są to wspomnienia autorki połączone z ważnymi dla niej potrawami, które w danym momencie stanowiły nie tylko tło do jej przeżyć ale były również czynnikiem inicjującym pewne wydarzenia w jej życiu. Polecam tym co lubią, tak jak ja, jeść i czytać o jedzeniu :)

Jak już przepisałam większość interesujących mnie przepisów i cytatów z egzemplarza bibliotecznego zdecydowałam się na własną kopię i ku mojemu zdumieniu książka kosztowała mnie jedyne $6 na amazonie.

18 komentarzy:

  1. Agnieszko,ciekawe to,jak ludzie i miejsca kojarzą się nam z dobrym jedzeniem.Bezcenne wspomnienia o dziadkowym boczku i tatusiowej wątróbce.Mniam.
    Wspaniale,że jedzenie kojarzysz z przyjemnością.Daje to tyle radości!
    Książka fantastyczna.Chciałabym bardzo ją przeczytać.
    Uściski!

    OdpowiedzUsuń
  2. He he , brak zdolności - kochana pięknie to napisałaś, a Twój post przeczytałam też na jednym wdechu, nie ma co cmokać nad rozlanym mlekiem tylko pisać i wierzyć w siebie ;))), to jest to co powtarzam mojemu mężowi, że fantastycznie pisze i jego książka o fotografowaniu będzie tą która podbije serca wielu ludzi, tylko ,musi w to uwierzyć, no i wreszcie ją pisze ;)), ja tez mam takie przemyślenia jak Ty, uwielbiam gotować, mój maż też uwielbia, więc ciągle coś pichcimy i karmimy tym przyjaciół i znajomych ;)).
    pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja powoli łapię kulinarnego bakcyla:) Książkę koniecznie muszę zdobyć:) Jedzenie to dla mnie ogromna przyjemność odkąd pamiętam a wątróbkowe wspomnienia też mam tyle że związane z Babcią:) Pozdrawiam gorąco

    OdpowiedzUsuń
  4. Twoje teksty mają coś, z czym człowiek - jak sądzę - się rodzi - swój klimat, niepowtarzalny styl. Każdy styl można ulepszać, ale niepowtarzalności się nie nabędzie, nie wyuczy się jej. Pisząc można jedynie zadbać, żeby trwała, żeby udawało się ją utrzymać.:)
    Ja niestety organicznie nie jestem smakoszem, a pożeraczem jedzenia, co mnie w tym względzie przybliża mentalnie ku Amerykanom i z czym staram się walczyć.:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak, jak wspomniałam w poprzednim komentarzu - książka do mnie idzie, z USA, bo nawet z przesyłką była tańsza, niż stąd.Twój wpis to gwarancja, że nie pożałuję zakupu - dziękuję:-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Agnieszko, piszesz tak, że chętnie sięgnęłabym po Twoją książkę:). Ta Twoim opisem zachwyca, ale ja niestety nie mogłabym jej przeczytać ze wzgl. na barierę językową... Cóż... pozostaje z radością zaglądać do Ciebie i raczyć się Twoimi opisami i pysznościami, które serwujesz:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Agnieszko, uwielbiam zagladac do ciebie i czytac twoje posty. Masz talent i musisz go wykorzystac. Pisz smialo. Tez zapisze sie w kolejke po pierwszy egzemplarz. usciski przesylam. Ania

    OdpowiedzUsuń
  8. Amber,
    Takich wspaniałych wspomnień mam mnóstwo, które uaktywniają się w bardzo niespodziewanych momentach, przy smaku, zapachu albo jak ktoś coś powie...Lubię to :)
    Ściskam!

    Ula, wspaniale z książką Twojego męża. Mam nadzieję, że się pochwalisz jak już będzie gotowa. Ostatnio coraz więcej czytam o fotografii i bardzo mnie ten temat interesuje.
    A z pisaniem nie czuję się komfortowo – czasem wolę obraz od słów bo mam wrażenie, że nie jestem w stanie oddać tego co myśle na papierze. Ale blog daje mi wystarczającą frajdę :)uściski!

    Mimi, najważniejsze to przyjemność z gotowania i późniejszego pałaszowania w dobrym towarzystwie :) Uściski!

    Lekka, w podstawówkowo/licealnych czasach oceny za wypracowania nie powalały a i stylu też nie wykryto i przez to nigdy nic nie pisałam ot tak! A styl sądzę, że każdy z nas ma...ale nie zawsze czytelników ;)
    Twoja walka i determinacja i motywacja....ach, brak mi słów! Podziwiam i kibicuję Ci z całego serca! Nie potrafię sobię wyobrazić jaka to musi być ciężka praca.

    Aniu, z tą książką i o tym co Molly piszę utożsamiam się w wielu aspektach. Mam nadzieję, że Tobie również się spodoba:) Jestem bardzo ciekawa Twojej opinii.

    Ewelajna, dziękuję! To bardzo miłe słowa:)

    Aniu, :) dzięki! Ale pozostanę przy blogowych wynurzeniach bo mi z tym dobrze:) Uściski!
    p.s. a te pyszności z Twoich ostatnich zdjęć sniły mi się dzisiaj po nocy...:):) Ach, Ty!:) Wstałam głodna jak wilk :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zapach jedzenia mnie również kojarzy się z poszczególnymi sytuacjami i osobami, uwielbiam spędzać czas w kuchni, staram się każdej potrawie poświęcać maksimum czasu i dokładności a potem cieszyć się smakiem i czekać na opinię kosztujących:)Cieszę się,że coraz więcej osób, które tak postrzegają jedzenie!jeść mniej, wolniej, zdrowiej a przede wszystkim smaczniej, to moja dewiza!
    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Olu, Tak! W koncu jedzenie jak i gotowanie to "czynnosc" jaka towarzyszy nam codziennie i jesli tego chcemy umili nam dzien:) Serdecznosci!

    OdpowiedzUsuń
  11. Agnieszko piękna lekkość słowa ...
    Magicznie, pięknie i pysznie - jak zwykle, a jakże niezwykle!
    Pozdrawiam
    Inka

    OdpowiedzUsuń
  12. Twoje wolne tłumaczenie bardzo mi się podoba i z przyjemnością sięgnęłabym to tę książkę.
    Tez lubię jeść. I gotować, i piec. Już sobie nie wyobrażam z tego zrezygnować.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Inko, cieszę się i dziękuję za miłe słowa:) Uściski!

    Yba, to tak jak ja:) I w tym temacie mogłabym godzinami rozmawiać...oczywiście w towarzystwie pysznego jedzenia:) Spokojnen nocy!

    OdpowiedzUsuń
  14. Ojoj, to ja ją chyba zamawiam. W sensie - książkę zamawiam. To raz.
    A dwa- trzy czwarte czasu myślę o jedzeniu! Myśląc o podróżach - zastanawiam się, co zjem, jak dane miejsce będzie inspirowało mnie kulinarnie i co pysznego przywiozę do swojej domowej spiżarki (swoją drogą-marzy mi się spiżarnia z prawdziwego zdarzenia). Ja pamiętam z dzieciństwa i lepienie pierogów - mama, tata i ja. Jeszcze większą frajdą od pierogów było robienie makaronu domowego. Do rosołu. Najpierw zagniatanie ciasta przez mamę, ja dosypywałam mąkę. Później krojenie cieniuteńkich kluseczek ostrym nożykiem. Z czasem rodzice kupili maszynkę do robienia makaronu i tu frajda była chyba jeszcze większa. To była dla mnie czysta magia, gdy grubaśne ciasto wkładało się do maszynki, a z jej drugiej strony pojawiał się cieniutki placuszek. Taki domowy makaron był przepyszny, bardzo żałuję, że rodzice porzucili już ten kulinarny zwyczaj. Muszę koniecznie przejąć od rodziców maszynkę i przenieść makaronową tradycję do własnego domu. Kolejne wspomnienie to wspomnienie związane z moją babcia, która z nami mieszkała. Codziennie rano, przed moim wyjściem do przedszkola stawiała przede mną szklankę ciepłego mleka z miodem. Jak ja tego nie lubiłam... Babcia zawsze pilnowała, aby wypiła do dna, a ja denerwowałam się, że muszę to robić. Teraz, gdy wspominam ten smak mam na czubku języka niesamowitą słodycz, ciepło, a w sercu wielką miłość i wdzięczność dla babci. Chyba nic, jak mysl o szklance ciepłego mleka z miodem nie wywołuje we mnie tak przyjemnych uczuć i wspomnień. Kiedyś więcej o tym napiszę u siebie ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. P.S. Kocham także rozmawiać o jedzeniu, czytać o nim, oglądać programy kulinarne i filmy z "jedzeniowym" wątkiem w tle lub na głównym planie ;) Kocham książki kulinarne, wczoraj moja biblioteczka powiększyła się o kolejną. Pierwsze chwile z nową książką kulinarną są dla mnie eksplozją przyjemności ;) Choćbym nic z tych wszystkich książek nie ugotowała - nie mogę odmówić sobie przyjemności płynącej z ich kupowania, posiadania, czytania i oglądania ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Kemotko, widzę, że miałybyśmy tematów do rozmów na wiele, wiele godzin!:) Te tutaj, to tylko moje wyrywkowe wspomnienia, mały procent tego co mi się w głowie kotłuje i o czym ciągle myslę, wspominam i opowiadam E. Z E. jedną z naszych ulubionych rozrywek, jak mamy ochotę coś obejrzeć, są programy kulinarne. Narazie nie mieliśmy wiele możliwości do podróży ale jak tylko wszystko się ustabilizuje to kulinaria będą w czołówce naszych podróżniczych zachwytów i planów.
    Twoje wspomnienie o Babcinym mleku z miodem jest rozczulające i niesamowite jak z latami właśnie te drobne, wydawać by się mogło, czynności czy gesty zapadają w sercu na zawsze.
    Makaron...przyglądałam się zawsze z niesamowitą ciekawością jak Babcia kroiła nożem bardzo szybko i z wielką wprawą.
    Książki kulinarne również uwielbiam, narazie zadowalam się kilkoma swoimi a resztę wypożyczam z biblioteki ale to też się zmieni bo jest już kilka na mojej liście, które koniecznie muszę mieć na własność. A czytam je jak normalne książki, przepis po przepisie...lubię takie formy jaką Molly zaprezentowała w swojej książce, bo pokazuje, że przepisy "żyją" a nie są jedynie suchymi instrukcjami jak co ugotować.
    Czekam z niecierpliwością na więcej Twoich smakowych wspomnień!:)

    OdpowiedzUsuń
  17. no to mam książkę na wakacje, czytanie po angielsku będzie wyzwaniem, ale twoja recenzja tak mnie zachęciła, że najwyżej będę czytała ze słownikiem, a co ;p

    OdpowiedzUsuń
  18. M., świetnie:) Mam nadzieję, że Ci się spodoba:)

    OdpowiedzUsuń

Pozdrawiam :)